Chinchineros – chilijska specjalność

Pamiętam jak podczas mojej pierwszej podróży do Chile, która była też mym absolutnie pierwszym kontaktem z Ameryką Łacińską, zobaczyłem na Plaza de Armas w Santiago wirującego faceta, wybijającego szaleńczy rytm na wielkim bębnie niesionym jak plecak. Tłumy przechodziły obok praktycznie nie zwracając na niego uwagi, a ja stałem z rozdziwioną gębą i nie mogłem od niego oderwać wzroku. Ta fascynacja nie ustąpiła nawet gdy skończył – po wykręceniu tylu piruetów normalny człowiek runąłby na ziemie, a on spoklojnie chodził z kapeluszem w ręku. No więc oddałem mu wszystko co miałem w kieszeni. Nie było to oszałamiająco dużo, ale na pewno kilkanaście razy więcej niż tradycyjne wynagrodzenie dla ulicznego artysty. Był więc zdziwiony nie mniej niż ja. Coś do mnie powiedział, ale ja wówczas po hiszpańsku nie umiałem nawet liczyć do dziesięciu. Nie specjalnie sobie więc pogadaliśmy i w sumie skończyło się na wzajemnych uśmiechach…

Nie wiedziałem wówczas jeszcze, że w taki oto sposób poznałem chinchinero. Wówczas myślałem, że to po prostu odizolowany artysta z wymyślonym przez siebie instrumetem. Tymczasem chinchineros to chyba najbardziej charakterystyczni przedstawiciele chilijskiego folkloru. Nie tego indiańskiego, lecz wielkomiejskiego. Tak jak Warszawa miała przed wojną swe chodzące od podwórka do podwórka kapele, tak jak Buenos Aires ma tango, tak Santiago ma swych chinchineros.

Tradycja ta nie jest jakoś przesadnie długa. Historycy uważają, że pierwsi chinchineros pojawili się na ulicach Valparaiso na początku minionego wieku. To właśnie to portowe miasto jest ich historyczną kolebką. Paradoksalnie wynalazcą instrumentu używanego przez chinchineros i jego pierwszą konstruktorką była mieszkająca w Valparaiso kobieta. Paradoksalnie, bo bycie chinchinero to zajęcie stricte męskie. Grają mali chłopcy, młodzieńcy, mężczyźni, czasem nawet staruszkowie, ale nigdy nie kobiety.

Instrument jest w sumie bardzo prosty – to noszony na plecach duży bęben (un bombo) z przymocowanym do niego u góry hi-hatem, czyli dwoma talerzami perkusyjnymi (platillos) poruszanymi za pośrednictwem linki łączącej je z butem chinchinero.

Ale tak jak konstrukcja instrumentu jest prosta, tak granie na nim jest skomplikowane i wymaga bardzo długiego treningu. Chinchinero uderza w bęben i perkusję specjalnymi długimi pałkami, czasem wiklinowymi bądź metalowymi witkami. Perkusyjny rytm wybijać też może odpowiednimi ruchami nogą. Wyczucie rytmu i wyjątkowa koordynacja są niezbędne. Zwłaszcza, że dobry chinchinero nie ogranicza się do grania. On gra tańcząc, wirując, podskakując, przekładając nogę za nogę… Niesamowite widowisko.

Ten akurat spektakl chinchineros nakręciłem aparatem fotograficznym, który z definicji kamerą nie jest, więc wybaczcie mierną jakość. Zwłaszcza, że to nocny występ:

Tradycyjnie chinchineros byli akompaniatorami kataryniarzy. Jednak obecnie kataryniarze są już, nawet w Chile, wymierającym gatunkiem, więc chinchineros widuje się przede wszystkim solo. A dokładniej w duetach. Granie i to szaleńcze tańczenie jest fizycznie wyczerpujące więc występ w parze występ trwać może po prostu dłużej.

Z uwagi na znaczną długość nauki sztuki chinchinerowania, jest to zajęcie, które przechodzi bardzo często z ojca na syna. Zresztą nierzadko widuje się muzyków z kilku, kilkunasto-letnimi pociechami. I bywają już wśród nich wirtuozi:

Przez długie lata chinchineros byli w Chile przez znaczną część społeczeństwa pogardzani. Marszałek Dorn powiedziałby pewnie o tej części „wykształciuchy”… Dla bogatych mieszczan chinchineros byli bowiem tylko żebrzącymi przedstawicielami biednych, robotniczych dzielnic i niczym więcej, na pewno nie sztuką. Za Pinocheta, który folklor traktował z pogardą, grający tancerze byli wręcz przepędzani z centr miast przez carabiñeros.

Teraz się to jednak zmienia. Chinchineros mają swoje branżowe stowarzyszenie, podpisują kontrakty z ministerstwem kultury, uczestniczą w promowaniu Chile za granicą i często są zapraszani na międzynarodowe festiwale folklorystyczne.

A Wam jak się podobają?

, , ,

10 Responses to Chinchineros – chilijska specjalność

  1. camparis 24 września 0200 at 22:39 #

    Są nieźli !!! 🙂
    Dzięki za filmiki !!!

  2. bartek_rac 24 września 2007 at 19:50 #

    Rewelacja. 🙂

  3. hjuston 25 września 2007 at 00:53 #

    tez tak potrafie 😉
    zartuje
    niezli kolesie

  4. brocha 25 września 2007 at 14:09 #

    powiem krótko WOW!

  5. la_polaquita 25 września 2007 at 19:53 #

    Absolutnie niesamowici goście. No po prostu muszę to kiedyś zobaczyc na żywo!

  6. pasiwo 25 września 2007 at 20:54 #

    mlody super chinchineros:) Bardzo mi sie podoba wykorzystanie nogi. No i te piekne malowidla na bebnach.
    Wspaniale to opisales:)

  7. chaobella 28 września 2007 at 18:36 #

    Nigdy nie slyszalam o chinchineros…
    Doskonali, zwlaszcza ojciec z synem!

  8. andsol-br 1 października 2007 at 04:55 #

    Ło Jezusicku… nie dało by się ich zaprząc do generowania energii elektrycznej??

  9. zuercher 1 października 2007 at 17:36 #

    Sa doprawdy niesamowici. Takie wpisy najbardziej na Twoim blogu lubie, Tomek, mowiace o rzeczach ktorych na prozno by szukac w gazetach, czy turystycznych przewodnikach. Dzieki za to przyblizanie nam tego, tak interesujacego kontynentu!

  10. pollyester 5 października 2007 at 09:09 #

    Bajer!

Dodaj komentarz

Blog korzysta z gościnności serwisu tierralatina.pl.