Mój (wiecznie niepoznany) Świat

Zainspirowany mapką która pojawiła się niedawno na blogu Chihiro, a zwłaszcza dyskusją którą ona wywołała, postanowiłem też zrobić i pokazać mapkę Mojego Świata, czyli państw które udało mi się do tej pory odwiedzić. Oto ona:

jest tu zaznaczonych 58 państw. Niespełna 26 proc. ogółu.

jest tu zaznaczonych 58 państw. Niespełna 26 proc. ogółu.

Dla niektórych pewnie będzie imponująca, dla mnie – choć jestem z niej bardzo zadowolony – wciąż niewystarczająca. Wciąż zbyt wiele jest na niej szarości. Nie ukrywam, że chciałbym aby zaczerwieniła się jak najbardziej, cała jeśli to możliwe. Ale i nawet to byłoby zbyt mało…

Bo przecież bynajmniej nie chodzi o „zaliczanie” kolejnych państw, czy kolekcjonowanie stempli w paszporcie. Zresztą ta ostatnia kolekcja nie jest u mnie specjalnie atrakcyjna, zważywszy na regularność z jaką mi kradną dokumenty…

Chodzi o zaspokojenie wiecznego głodu świata, ciekawości innych kultur, ludzi, zawyczajów, pejzaży. O nowe smaki, zapachy, uśmiechy, spotkania.

Nie ma kraju do którego nie chciałbym pojechać, tak samo jak nie ma miejsca, w które nie chciałbym wrócić. Nawet jeśli ostatnia wizyta w danym miejscu nie pozostawiła po sobie miłych wspomnień. Bo miejsca też się zmieniają, a poza tym nawet w najbrzydszym mieście można spotkać wspaniałych ludzi, czegoś się nauczyć, coś zrozumieć.

Podróże wcale przy tym nie muszą być dalekie. Czasem tuż za rogiem czai się inne, ciekawe, czy egzotyczne.

Poza tym, czy można powiedzieć, że jakiś kraj poznało się wystarczająco? Nawet własny? Wątpię. Przecież zawsze jest coś nowego, ukrytego, coś co się zmieniło, coś co wcześniej przeoczyliśmy, coś na co nie mieliśmy czasu, jakaś historia której nie słyszeliśmy…

Mówi się, że głód rośnie w miarę jedzenia. Co zresztą nie jest prawdą. Bo choć jeść lubię, to wielokrotnie doprowadziłem się przy stole do takiego stanu, że czułem się naprawdę źle. Z przejedzenia. Powiedzenie to jednak, w moim przypadku, świetnie pasuje do podróżowania. Nim nie mogę się nasycić. I choć czasami trudy drogi mogą zmęczyć, to jednak nigdy nie mam dosyć. Zawsze mnie intryguje co jest za kolejną górą, co kryje się za kolejnym zakrętem.

Są ludzie, którzy podróżują tylko w zorganizowanych grupach, są inni którzy w drogę ruszają ze znajomymi, czy z ukochaną/ukochanym. Ja najchętniej odkrywam nowe miejsca sam. Odnoszę wrażenie, że tylko samotny podróżnik, może całkowicie otworzyć się na otaczający go świat, chłonąć go do woli i w swoim rytmie. Może obserwować w ciszy, wracać, zmieniać plany, czekać z aparatem na odpowiednie światło.

Podróżowanie samemu nie wyklucza oczywiście wynajęcia czasem przewodnika, wysłuchania mieszkańca jakiegoś miejsca, czy pokonania fragmentu trasy z napotkanymi osobami. Wręcz przeciwnie. Z kimś także można być samemu.

Co więcej, powyższe nie oznacza też wcale, że jestem samotnikiem i najlepiej czuję się tylko z sobą. Skądże. Uwielbiam podróżować z bliskimi, konfrontować impresje i spostrzeżenia, organizować znajomym i mniej znajomym wyprawy, zadarza mi się też pracować jako pilot-przewodnik. Jednak dotyczy to miejsc, które już znam, do których wracam. Odkrywać, poznawać nowe, wolę zdecydowanie sam.

A Wy jak lubicie podróżować?

Gdy patrzę na powyższą mapkę bardzo trudno mi powiedzieć co przede wszystkim chciałbym jeszcze zobaczyć. Tak jak już napisałem – wszystko. Trudno w tym „wszystko” o określenie jakichś priorytetów. Najwięcej szarych plam mam w Afryce i Azji i – teoretycznie – tam właśnie powinno mnie najbardziej ciągnąć. I ciągnie.

Ale równocześnie wciąż i coraz bardziej pasjonuje mnie ten najbardziej czewrony region tej mapki – Ameryka Łacińska. Choć znam ją najlepiej ze wszystkich kontynentów, choć w niej w ubiegłym roku zamieszkałem, to lista miejsc które chciałbym jeszcze tu zobaczyć (pierwszy lub kolejny raz), rzeczy które chciałbym tu zrobić, nieustannie się wydłuża. Apetyt i fascynacja nieustannie rosną.

Czasem mam wrażenie, że to takie błędne koło – im więcej poznaje, tym bardziej sobie zdaję sprawę o jak wielu rzeczach nie mam pojęcia, jak wiele pozostało zagadek do odgadnięcia. Ale wcale nie mam ochoty z tego koła się wyrwać. Niech się kręci coraz szybciej.

Jeśli jednak musiałbym ułożyć teraz listę życzeń z państw w których nigdy nie byłem, to znalazłyby się na niej na pewno Etiopia, Mali, Madagaskar, Indie, Laos, Bhutan, Palau i Japonia. Oraz Kanada zimą.

I jeszcze jednak uwaga. Takie mapki są oczywiście bardzo mylące. Bo czy np. pobyt w stolicy jakiegoś państwa rzeczywiście uprawnia do twierdzenia, że było się w jakimś państwie? Być się było, ale raczej na pewno się go nie poznało. No chyba, że tym państwem jest Monaco, a stolicą Monte Carlo.

Np. na mojej powyższej mapce ślicznie wyglądają zaczerwienione Stany Zjednoczone. To duża, robiąca wrażenie, czerwona plama. Ale kryjący się za tą amerykańskim szkarłatem stan faktyczny jest o wiele bardziej skromny. Bo USA nie znam prawie wcale. Tej czerwieni, tak naprawdę, powinno być tam maksymalnie tyle:

tylko 6 stanów...

tylko 6 stanów…

To samo dotyczy np. Rosji, z której znam (i to też słowo mocno na wyrost) tylko Moskwę. Czyli nic.

A jak jest u Was? Podzielcie się, proszę, swymi podróżniczymi marzeniami i preferencjami. A może przeciwnie, wcale Was nie ciągnie w świat? Bo ponoć tacy ludzie także są…

 

,

37 Responses to Mój (wiecznie niepoznany) Świat

  1. chihiro2 12 sierpnia 2009 at 22:17 #

    To prawda, ze najlepiej poznaje sie miejsca samotnie, ja jednak nie moge za bardzo (i nie chce) tak podrozowac. Zgadzam sie tez, ze cos bardziej interesujacego moze sie czaic tuz za rogiem niz 5000km stad.
    Takze glod nowego rosnie we mnie w miare jedzenia, tzn. w miare wiekszego podrozowania. Nie rozumiem, przyznaje, ludzi, ktorzy nie chca wyjezdzac, nie chca poznawac nic nowego, ktorym podroze nie sprawiaja przyjemnosci. Trudno mi obcowac z takimi ludzmi, zdaja mi sie byc zamknieci – choc ci, co jezdza, wcale nie zawsze sa ‚otwarci’.
    Co do ladnie wygladajacej czerwonej mapki, oczywiscie masz racje takze. U mnie akurat USA wyglada bardziej czerwono, ale musialam np. zaznaczyc Chiny, mimo ze bylam tylko w Hongkongu. A Chin na ladzie nie znam wcale!
    Generalnie, podoba mi sie bardzo Twoja mapka! Chcialabym zobaczyc tyle, co Ty…

  2. kasia | szkieuka 13 sierpnia 2009 at 14:37 #

    Piekna ta mapka! Mam nadzieje, ze chociaz czesc tych krajow tez mi sie uda zobaczyc.
    My z malzonkiem na razie skupiamy sie na USA i mamy „zaliczone” sporo stanow – z wyjatkiem Polnocnej Dakoty i drobnych „stanikow” na wschodzie. Zasada jest taka, ze samo przejechanie przez kawalek danego stanu sie nie liczy; trzeba cos tam zrobic,czyli spac, jesc, albo cos konkretnego zwiedzic.
    Faktem jest jednak, ze niektore stany mamy troche „oszukane” – na przyklad Floryde zwiedzilismy tylko odrobinke, bylismy w Pensacoli, glowna czesc jeszcze przed nami.
    Pozdrawiam serdecznie,
    Kasia

  3. latinbrand 13 sierpnia 2009 at 16:38 #

    No strasznie Ci zazdroszcze tej mapki, strasznie! Ale co tam, tez kiedys bede taka miala. 🙂

    Podoba mi sie co napisales o tym, ze podroze moga sie zaczynac tuz za rogiem, ze tam tez potrafi sie czaic nieznane i egzotyczne. Szkoda, ze nie wszyscy to zauwazamy. Ja np ostatnio sobie zdalam sprawe, ze bardzo slabo znam Polske. Znacznie gorzej niz taka Francje chociazby. To troche wstyd i postanowilam to jak najszybciej nadrobic.

    A gdzie bym chciala dalej? Na pewno Ameryke Lacinska. Jak najwiecej. Dotychczas bylam tylko w Argentynie, ale to wystarczylo aby sie zakochac. Takie Buenos Aires jest dla mnie miastem magicznym, chcialabym tam kiedys mieszkac. No i ta wspaniala Patagonia. Ale widzialam tez zdjecia z tej wyprawy, ktora zorganizowales moim rodzicom i tez bylo przepieknie.
    Azja natomiast zupelnie mnie nie ciagnie. Troche sie jej boje. Zreszta wszedzie, we wszelkie nieznane miejsca, boje sie jezdzic sama. Tak to juz jest jak sie jest dziewczyna… Wole z kims, choc nie znosze duzych zorganizowanych wycieczek. Najlepiej w dwie, trzy osoby. I z przewodnikiem, albo kims kto swietnie zna zwiedzany teren.
    Ach, rozmarzylam sie. 🙂 Uwielbiam podrozowac!

  4. lachmani 13 sierpnia 2009 at 17:11 #

    Też sobie strzeliłem taką mapkę, i zabrakło mi do Ciebie 5 krajów. Niestety nigdy nie byłem w Rosji, więc koloru czerwonego na tej mojej mapce jest zdecydowanie mniej. I rzeczywiście oszukane trochę są te Stany, nie byłem na Alasce, a „sama” się zabarwiła czerwienią…
    Jeśli chodzi o „zaliczanie” krajów, to pamiętam taką rozmowę sprzed lat, wówczas czysto teoretyczną. Moja dziewczyna zapytała mnie o moją chęć podróżowania, jakie kraje chciałbym zwiedzić itp. Wtedy stwierdziłem, że najchętniej wszystkie kraje świata… Ale dodałem od razu, że skoro jest ich ponad 200, to nawet „zaliczając” 10 nowych krajów rocznie trzeba by jeździć przez bitych 20 lat, żeby to wszystko odwiedzić.
    Teraz, po paru latach w miarę intensywnego jeżdżenia po świecie, widzę że 5 nowych krajów rocznie to już jest spory wyczyn. Więc chyba wszystkich nigdy się nie uda odwiedzić, nawet tylko przejazdem…
    Chociaż z drugiej strony… To wymarzone zajęcie na długie lata emerytury 😉

  5. zuercher 13 sierpnia 2009 at 19:18 #

    Samotne zwiedzanie swiata jest rzeczywiscie swietne, ale nie wszyscy sobie moga na to pozwolic. I nawet nie mowie tu o finansach. Bo te, jesli czlowiek chce, to sobie zorganizuje. Znacznie wieksza bariera jest czas. Gdy masz 2 tygodnie urlopu i brakuje ci wolnych chwil na studiowanie przewodnikow i przygotowanie podrozy, to sam niewiele niestety niewiele zwiedzisz. A do tego czesto jest jeszcze bariera jezykowa.
    Dlatego ja wole oplacic przewodnika ktory mi wszystko zorganizuje, wszystko pokaze, wszedzie zawiezie i wszystko wytlumaczy.

  6. Tomek Surdel 13 sierpnia 2009 at 19:56 #

    @lachmani: Tak to prawda. Im wiecej zobaczyles, tym trudniej o nowosci na liscie podrozniczych „podbojow”. Mnie sie, mimo to, nie chce czekac na emeryture…

    @chihiro: A ja bym chcial zobaczyc wiele miejsc ktore Ty juz widzialas… 🙂 Nie ma co zazdroscic, czy sugerowac sie „wynikami” innych. To nie wyscig, czy konkurencja sportowa. Kazdy podrozuje w swoim tempie i zwiedza to na co ma ochote. I to jest wlasnie fajne w podrozowaniu fajne. Inny podroznik nie jest konkurentem, ale cennym zrodlem informacji.

    @kasia: Sluszna zasada z tym nie zaznaczaniem miejsc, ktore sie tylko widzialo przez szybe. Ja kiedys jechalem pociagiem przez Rumunie i lecialem z przesiadka w RPA. Panstw tych jednak nie zaznaczylem.

    @latinbrand, zuercher: Zeby bylo jasne. Je nie krytykuje korzystanie z biur, czy przeciwnikow. Ja nie lubie turystyki _masowej_. Wyjazd „uszyty na miare” przez jakies biuro, w malenkiej grupce w ktorej sie wszyscy znaja jest jak najbardziej ok. Przewodnik-specjalista tez jest nieoceniony. Zreszta, jak juz pisalem, sam sie w organizowanie takich wyjazdow angazuje.

    Czuje sie natomiast mocno zazenowany, gdy ktos kto byl w Punta Cana i przez dwa tygodnie nie opuscil nawet terenu osrodka w ktorym go zakwaterowano, opowiada pozniej, ze byl na Karaibach i Dominikana bardzo mu sie spodobala. Albo gdy slysze tych co byli w Varadero, rozpowiadajacych pozniej, ze znaja Kube i ze nie ma na niej zadnego kryzysu…

  7. tomaszmartee 13 sierpnia 2009 at 20:58 #

    Sa miejsca i chwile w podrozy, kiedy stajesz i patrzysz… sycisz sie widokiem, chloniesz, jestes oczarowany i zdumiony i ja podrozuje dla tego zdumienia, dla tego momentu…
    Jednoczesnie w tej samej chwili odczuwam nieslychana tesknote za moimi bliskimi, przyjaciolmi i ogromny zal , ze wlasnie teraz nie ma ich ze mna, ze nie moga dzielic tego czego wlasnie jestem swiadkiem…
    Dlatego jestem za podrozowaniem choc we dwoje, bo ktos inny zawsze cos powie, pokaze, zmusi mnie do myslenia, utrwali wrazenia…
    Nie znam dobrze zadnego jezyka, raczej wszystkie znam zle…:) i choc nie jest problemem dla mnie sen w przydroznym rowie, to sposob podrozy zawsze dobieram pod osobe towarzyszaca…
    Ciekawi mnie tylko skad ta mala biala plama w Am.Pld u Ciebie?

    • Tomek Surdel 13 sierpnia 2009 at 21:17 #

      Biala plama? Surinam. Co sie odwlecze, to nie uciecze… 🙂

      Zas co do podrozy z kims. Hmmm… Masz racje, ze fajnie czasami dzielic to z kims, zwlaszcza te najbardziej fantastyczne miejsca i momenty. Ja sobie wtedy planuje, ze kiedys wroce tam z bliskimi. I staram sie to robic.

      Samemu jest jednak latwiej. Bo trudno nieslychanie jest znalezc kogos, kto jest dobrym kompanem/kompanka w podrozy. Czasem najlepszy przyjaciel sie nie sprawdza w trasie. I odwrotnie, dobry road-partner nie musi byc wcale bliskim przyjacielem.

      Ja w sumie znam tylko jedna osobe, ktora w ciemno zabralbym na kazda wyprawe. To moj brat. Ale wlasnie dlatego, ze wiem ze z nim, gdy tylko bede chcial, moge byc samotny. Nie wchodzimy sobie w droge, nie zalezymy od siebie, mamy podobne poczucie humoru, mozemy sie pozrec, ale nastepnego dnia jest juz ok.

      PS. ja caly czas mowie o dlugich, dalekich wyjazdach – wyprawach. Bo na weekend czy tydzien, to z radoscia pojade z kazdym kogo lubie. Nawet z cala trzypokoleniowa rodzina z pryzleglosciami. 🙂

  8. chihiro2 13 sierpnia 2009 at 21:14 #

    To prawda, oczywiscie, ze to zadna konkurencja sportowa. Natomiast, gdyby mozliwosci pozwalaly chcialabym zwiedzac wiecej. Szkoda, ze tempo, na ktore moge sobie pozwolic i to, na ktore chcialabym sobie pozwolic to dwie rozne sprawy.

    Tak, mnie tez drazni to, ze ktos przez dwa tygodnie poruszal sie na trasie hotel-basen-plaza-hotel (ewentualnie okoliczne miasteczko) i opowiada potem o danym kraju. Niestety kilka miejsc w ten sposob ‚zaliczylam’ podrozujac jako dziecko z rodzicami, dlatego np. bylam na Cyprze, ale prawie nic tam nie widzialam faktycznie i w ogole nie znam tej wyspy. Na Dominikanie widzialam juz wiecej, ale daleko mi do prawdziwego poznania takze tej czesci wyspy, spokojnie moglabym tam wrocic. Niestety jak sie jezdzi turystycznie jako dziecko nie ma sie na pewne decyzje wplywu, a moi rodzice niestety sa fanami turystyki (i to czesto masowej, choc teraz mniej), a nie podrozowania – bariera u nich jest nieznajomosc jezykow, a to wieeeelka przeszkoda, by zwiedzac na wlasna reke.
    Pozdrawiam 🙂

  9. Ania Buzuk 13 sierpnia 2009 at 21:21 #

    Australia, stara dobra Europa, bo nie mialam okazji jej duzo pozwiedzac, ciagle USA, zwlaszcza parki narodowe, Meksyk. Najbardziej marzy mi sie road trip bez ograniczen czasowo-pracowych, ale to chyba dopiero na emeryturze 😉

  10. lowelas 13 sierpnia 2009 at 21:38 #

    @Autor: Moglbys, prosze, wytlumaczyc co Cie ciagnie do takiego wlasnie miejsca jak Palau. Bo ja, przyznaje uczciwie, az musialem sprawdzic co to takiego i gdzie!

  11. Rudzielec 13 sierpnia 2009 at 22:09 #

    Nawet nie wiesz Tomek jak duzo jest ludzi, ktorzy nigdy nie zrozumieja pasji wydawania niezmierzonych gor pieniedzy na podroze, a my z kolei troche mniej rozumiemy ich slabosc do cieplej wielkiej kanapy i wielkiego kubka parujacej herbaty przed telewizorem. priorytety…
    marzen podrozniczych jest wiele – najbardziej bym chciala zamalowac na czerwono (niekoniecznie krwistoczerwono ) cala Kolumbie, nie tylko tych 6 miejsc w ktorych bylam. Azje bym chciala – moze bedzie szansa na Tajlandie niebawem, a wtedy… ile kasy i sil w nogach starczy. i na koniec, na stare lata Afryka – jako ta przyslowiowa wisienka na torcie. 🙂

    • Tomek Surdel 14 sierpnia 2009 at 20:36 #

      Tylko nie zapomnij, ze na Kolumbii Ameryka Łacińska się nie kończy! Proszę! 😉

  12. minasgerais 14 sierpnia 2009 at 02:38 #

    Wydaje mi sie, ze gospodarz poruszyl bardzo wazna kwestie – sprawe towarzystwa w podrozach. Z doswiadczenia wiem niestety, ze wyprawe nawet w najbardziej fascynujacy zakatek Ziemi, zle dobrane towarzystwo zamienic moze w koszmar. I, rzeczywiscie, to ze sie kogos dobrze zna i darzy wzajemna symaptia, wcale nie oznaczy, ze ten ktos bedzie dobrym partnerem w podrozy. Zwlaszcza jesli jest ona dluga i pelna trudow. W sytuacjach stresowych ludzie zrzucaja maski, czesto wychodza na jaw ich najgorsze cechy.
    Znam pary ktore wyjezdzaly w podroz zakochane, a wracaly nienawidzac sie. Trzeba wiec uwazac przy wyborze travelpartnerow. I nic nie robic na sile. Zdecydowanie lepiej w podrozy byc samym, niz ze zla osoba.

  13. chihiro2 14 sierpnia 2009 at 14:27 #

    Szczerze mowiac nie znam zlych kompanow do podrozy. Zawsze jezdze z ukochanym, zawsze jest wspaniale. Czasem sie sprzeczamy, to naturalne, gdy zdecydowana wiekszosc czasu spedzamy razem, ale to sa drobiazgi. Rozumiemy sie bez slow i mamy identyczny styl podrozowania, wiec nie ma potrzeby chodzenia na kompromisy (a to baaardzo wazne). I wygodniej jest podrozowac razem, przezywamy wszystko razem – choc czasem w inny sposob – logistycznie jest wygodniej, bo dzielimy sie obowiazkami, no i najwazniejsze – najblizsza osoba jest przy Tobie. Ale oczywiscie najpierw trzeba miec te najblizsza osobe, te bratnia dusza na dobre i na zle.

  14. majari 14 sierpnia 2009 at 14:49 #

    W porównaniu do osób wypowiadających się do tej pory moje osiagnięcia są więcej niż skrome, bo jak na razie za granicą byłem jedynie nad Balatonem na całkowitym zaćmieniu Słońca w 1999 roku (11 sierpnia minęło już 10 lat, a pamiętam, jak nie mogłem się doczekać i wydawało mi się, że zanim nadejdzie ta data, to minie wieczność), ale nawet nie zamoczyłem nóg w wodzie 🙁

    Poza tym byłem w Niemczech w okolicach Schwedt i Gartz, ale to też słabo się nadaje, bo tutaj pomagałem ojcu w montowaniu schodów np., więc zobaczyłem tyle, co widać z okien samochodu.

    Z wielu powodów zostaje mi czytanie książek takich jak: „Syberia. Wyprawa na biegun zimna” Pałkiewicza, czy „Gringo wśród dzikich plemion” Cejrowskiego. Przeczytałem też chyba większość książek popełnionych przez Centkiewiczów o Arktyce. Kilka z nich mam w nawet w domowej biblioteczce.

    A pojechać chciałbym przede wszystkim na półkulę południową (mniej ważne gdzie dokładnie, ale chyba w kolejności Ameryka Południowa, Australia, Afryka) – to ze względu na moje zainteresowania astronomią – chciałbym zobaczyć jak wygląda niebo, które u nas jest zawsze pod horyzontem.

    Drugim takim celem jest Arktyka. To oczywisty wpływ przeczytanej przeze mnie propagandy ;). Najlepiej jakbym mógł tam pobyć przez dłuższy czas, aby doświadczyć nocy i dnia polarnego oraz szybkiej zmiany z jedego w drugie (np. na 80 równoleżniku dzień skraca się od 24 godzin do 0 w ciągu dwóch miesięcy).

    No i na koniec chciałbym zamieszkać w takim miejscu, jak wyspy Morza Śródziemnego, gdzie słonecznie (i gwieździście) jest o wiele częściej niż w Polsce a i temperatura z reguły wyższa.

  15. Tomek Surdel 14 sierpnia 2009 at 20:18 #

    @minasgerais: Swiete slowa! 🙂

    @lowela2: Palau to jedno z najlepszych na swiecie miejsc do nurkowania. Nic wiecej. Ale wystarczy.

    @aniabuzuk, latinbrand: Ja tez chcialbym nadrobic zaleglosci w Polsce.

    @majari: No to musisz do Chile. Mam kilku znajomych ktorzy lubia patrzec w gwiazdy i twierdza, ze malo jest miejsc rownie atrakcyjnych. Zreszta z jakiegos powodu buduja wlasnie tam te wszystkie obserwatoria

    • majari 14 sierpnia 2009 at 20:55 #

      Tak. To, że w Chile są najlepsze warunki obserwacyjne na świecie to wie każdy, kto ma coś choć trochę wspólnego z astronomią. To zasługa zimnego Prądu Peruwiańskiego i wysokich Andów.

      Zresztą pracuję w jednym takim projekcie, którego kamery stoją w Las Campanas Observatory (zajmujemy się błyskami gamma, GRB), choć niedługo się to zmieni, bo jednak Chile jest daleko i taka wyprawa serwisowa kosztuje.

      Chętnie bym się tam wybrał, ale to wycieczka nie na moją kieszeń niestety. Nawet kupno aparatu innego niż idioten kamera, jak ja to nazywam, przekracza moje możliwości.

    • majari 15 sierpnia 2009 at 00:32 #

      Dodam jeszcze, że w przyszłym roku będzie szczególna okazja, bo 11 lipca będzie całkowite zaćmienie Słońca, które będzie widoczne m.in. z Wyspy Wielkanocnej:

      http://eclipse.gsfc.nasa.gov/SEplot/SEplot2001/SE2010Jul11T.GIF

      Ale podobno o tej porze roku jest tam kiepska pogoda i mała szansa, że stamtąd będzie widoczne.

  16. żwirekIwigura 15 sierpnia 2009 at 08:32 #

    A mnie nurtuje jedno pytanie. Napisales, ze kiedys przesiadales sie na lotnisku w RPA. I tak patrze na ta Twoja mapke i jakos nie moge wykombinowac skad dokad mogles wowczas leciec. Zdradzisz?
    PS. A moze byl to postoj techniczny, a nie przesiadka? Bo wtedy moze slynne polaczenie Kuala-Lumpur – Buenos Aires. Ale nie, Malezji tez przeciez nie masz zaznaczonej. Nie wiem.

  17. pravdan 15 sierpnia 2009 at 17:57 #

    czytając ostatnio książkę „W Azji” Tiziano Terzaniego, zastanawiałam się – też a’propos podróży – kiedy przeczytam Twoją „W Ameryce”, czy jakoś tak

  18. Joanita 15 sierpnia 2009 at 22:22 #

    uwielbiam podrozowac ale brak pieniedzy troche mi na to nie pozwala ,z miejs ktore zwiedzialam to coz w zasadzie tylko Europa i to niecala ,chetnie wybralabym sie do argentyny to moje marzenie..do urugwaju i brazylii moze kolumbia ,no i chile-uwielbiam astronomie jak przedmowca.
    do azji mnie jakos nieciafgnie..mzoe indie ,chiny ,tajwan,nepal -to tak.
    afryka ,polnoc i rpa
    ahh i australia

  19. liq 17 sierpnia 2009 at 10:26 #

    A ja planuję podróż dookoła świata, patrze na mapy i trasy innych, którzy już wyjechali i najchętniej zrobiłbym taki slalom żeby od razu po całych kontynentach sie poruszac. Każdy moment, kiedy któreś z miejsc musiałoby zostac z boku, strasznie boli.

    A i tak wiem, że mógłbym mieszkać w jednym kraju 2 miesiące i nie zdołałbym powiedziec, że znam to miejsce.

    Najchętniej jeździłbym sam, jednak wiem, że we dwójkę jest w pewien sposób raźniej i łatwiej. Ale jest to maks „grupy”, który pozwala na poznawanie i odczuwanie, reszta to wycieczka turysyczna i nawet nieświadomie zamykamy się w swoim kręgu zamiast obcować z ludzmi.

  20. Tomek Surdel 18 sierpnia 2009 at 16:43 #

    @liq: Masz racje. Rezygnowanie podczas podrozy z rzeczy na ktore nie bedziemy mieli czasu bywa czasem bardzo bolesne!

    @pravdan: Mam nadzieje, ze kiedys tak!

    @zwirekiwigura: Lot z Europy do Buenos Aires. Przez Johannesburg. South African Airlines.

    • pravdan 18 sierpnia 2009 at 21:09 #

      :] na emeryturze?

      • Tomek Surdel 19 sierpnia 2009 at 01:09 #

        No wiesz… az tak bardzo we mnie nie wierzysz? 😉

        • pravdan 19 sierpnia 2009 at 08:36 #

          nothing personal, mój zwykły brak cierpliwości

  21. e.milia 19 sierpnia 2009 at 10:55 #

    Dobrze napisane: „Nie ma kraju do którego nie chciałbym pojechać, tak samo jak nie ma miejsca, w które nie chciałbym wrócić”, właściwie mogę powiedzieć podobnie, chociaż zdaję sobie sprawę, że niemożliwe jest zobaczenie wszystkiego, ani powrót we wszystkie miejsca, w których się było. Dlatego robię sobie taką własną selekcję, wybór i oceniam, w które miejsca ciągnie mnie mniej, a w które bardziej. Ale im dłużej się nad tym zastanawiam, tym więcej miejsc „do zobaczenia” przychodzi mi do głowy.
    Tak samo, jak apetyt na poznawanie świata rośnie
    To prawda, że czasem nie ważne, jak daleko się jest, bo wszędzie może spotkać nas czy zaskoczyć coś ciekawego. Dlatego teraz baczniejszą niż wcześniej zwracam uwagę nawet na te zazwyczaj króciutkie, przelotne wręcz podróże po Polsce.
    Faktycznie, te czerwone plamy zaznaczają się na wyrost, bo często w danym kraju zwiedzam tylko kilka miast, które najbardziej mnie interesują.
    Ale to prawda, że im więcej się poznaje, tym bardziej wzrasta apetyt na jeszcze 🙂
    Również nie lubię turystyki zorganizowanej, a podróżuję obecnie najczęściej z moim chłopakiem. Bo choć czasem samemu chłonie się bardziej, to jednak nieoceniona jest możliwość dzielenia, a przez to mnożenia tych wrażeń i uzupełniania wzajemnie spostrzeżeń. Zawsze druga osoba może na coś innego zwrócić uwagę, coś dopowiedzieć. Jednak znaczną część państw odwiedziłam z moimi rodzicami i bardzo rzadko były to typowo turystyczne wczasy, częściej takie wyjazdy opierały się na przemierzaniu samochodem różnych krajów i zatrzymywaniu się w przeróżnych miejscach, a trasa zaplanowana była tak, żeby zwiedzić całkiem sporo zabytków. Z tych wcześniejszych wyjazdów niewiele pamiętam, z późniejszych pamiętam całkiem sporo. Ale za to własnie jestem wdzięczna swoim rodzicom, że wpoili mi taką pasję 🙂

  22. pravdan 19 sierpnia 2009 at 16:11 #

    ja nie lubię zabytków, lubię miasta, ale też lubię pustki, podobała mi się Patagonia, chętnie popłynęłabym w długi rejs statkiem przez jakiś ocean, oceany i żeby potem trafić do Azji

    • zuercher 19 sierpnia 2009 at 17:08 #

      Chcesz powiedziec, ze lubisz miasta bez zabytkow? 😉 Czyli w Polsce najlepiej sie czujesz w takich miejscach jak Pila, czy Piotrkow Trybunalski, tak? 🙂

      • pravdan 19 sierpnia 2009 at 18:01 #

        nie widzę sprzeczności – miasto to coś więcej, nawet jeżeli wiele w nim zabytków 🙂 wiosną oglądałam film, który pokazuje te warstwy, na oczach widza je rozdziela jakby to było francuskie ciasto, świetny film zresztą – „Pielgrzymka” (2003) Żmijewskiego i Althamera, to jest rejestracja polskiej pielgrzymki do Jerozolimy, w której uczestniczą artyści, Althamer jako fikcyjna postać wplątana w dokumentalny zapis, pewnie w Jerozolimie to akurat dosyć spektakularne, kiedy w jednym miejscu nakładają się na siebie różne narracje i różne miejskie aktywności, pamiętam gorącą dyskusję po tym filmie, który oglądaliśmy w gdańskiej Wyspie, która w końcu stała się dyskusją o… turystyce tradycyjnej i alternatywnej, o centrach i peryferiach, o prawdziwych wartościach i fikcjach, to było ciekawe, tak, myślę, że chętnie wybrałabym się do Piły, czemu nie 🙂 a potem do Paryża, w którym wszystkie wpisane do rejestru zabytki byłyby zasłonięte przez Christo, to musiałoby być niezwykłe doświadczenie miasta

      • conejoinfernal 23 sierpnia 2009 at 21:26 #

        zuercher – zostaw Piłę w spokoju 😉
        Dobra, muszę przyznać ci rację, zabytków to zbyt wielu w Pile nie ma. Ale mimo tego miejscem do życia jest całkiem przyjemnym, choć nadmiaru wrażeń tu nie uświadczysz 🙂

      • Krzychu 11 stycznia 2010 at 09:05 #

        Od Piotrkowa Trybunalskiego to Ty się odczep. Chyba nigdy tu nie byłeś. Może z Łodzią Ci się pomyliło?

  23. hjuston 20 sierpnia 2009 at 18:34 #

    ja jestem z tych, ktorzy wola podrozowac w towarzystwie (z partnerem, bo w wiekszej grupie nie bardzo). no i teraz z dzieckiem, jest juz zupelnie inaczej niz kiedys.
    moja mapa swiata nie wyglada jak twoja (moze wkleje ja u siebie na blogu), ale moze keidys zaczerwieni sie bardziej.
    z miejsc do ktorych chcialabym pojechac to oczywiscie galapagos, jeszcze raz (a moze i 10 razy) nowa zelandia, islandia, japonia.
    w stanach widzialam dosc sporo, ale zawsze moge jechac poraz kolejny do oregonu, bo to jedno z miejsc, w ktorym chcialabym przez jakis czas pomieszkac.
    ide wkleic taka mapke

  24. hadassa79 24 sierpnia 2009 at 00:52 #

    Ja mam obecnie tylko jedno marzenie podróżnicze – 14-29 listopada 🙂

  25. qixu 20 października 2009 at 00:32 #

    Witaj, probowalem sie dokopac, do Twojego mejla, ale w koncu pisze to tutaj. Bardzo ciekawy blog, jak kiedys bede mial duzo czasu, to przeczytam wszystko:) Ja tez bawie sie w „kolorowanie swiata” – moja mapa troche bardziej jest czerwona, ale to tez zalezy jak na to spojrzec, bo zbyt dlugo w jednym miejscu nigdy nie bylem, choc ostatnie 2 lata spedzam w Brazylii – jestem marynarzem i latam tutaj na 8 tygodni (glownie do Sao Sebastiao) pozniej 8 tygodnia Polska i tak w kolko. Duzo historii o ktorych piszesz znam z autopsji;) pozdrawiam

Dodaj komentarz

Blog korzysta z gościnności serwisu tierralatina.pl.