Obrazek

Splice the mainbrace!

Splice the mainbrace! – te właśnie te słowa, przez kilka wieków, były rozkazem aby wydać marynarzom ich codzienną porcję alkoholu, najczęściej rumu. W brytyjskiej Royal Navy zwyczaj ten zlikwidowano dopiero w 1970 roku, choć komenda ta, już tylko od święta, na brytyjskich okrętach czasami jeszcze pada. Zresztą, na szczęście, nie tylko na brytyjskich i nie tylko na okrętach!

Także na Solanusie kpt. Bronek Radliński, od czasu do czasu, zezwala na wyciągnięcie butelki. I dokładnie tak jak napisałem: zezwala, bo przecież bez wiedzy kapitana na żadnym jachcie alkoholu pić nie wolno! Co więcej, zgodnie z żeglarskimi tradycjami, kapitan może rozporządzić, że wydzielonym trunkiem należy sie podzielić. W żależności od okoliczności kilka kropel odpalić trzeba Neptunowi (czyli za burtę), bądź wręcz samemu statkowi (kieliszek w sufit mesy).

Powyższe zdjęcie zrobiłem w porcie w Montevideo. To pożegnalny drink, bo ja chwile później niestety zostałem na lądzie, a Solanus wypłynął w kierunku brazylijskiego Florianópolis. I choć na pokładzie jachtu spędziłem zaledwie 5 dni, rozstanie to wcale nie było łatwe. Zazdrościłem Joannie z Toronto, że może płynąć z nimi dalej.

Naprawdę nigdy nie zapomnę tych kilku zupełnie niespodziewanych dni, nocnych wacht pod rozgwieżdżonym południowym niebem, czy długich rozmów na pokładzie i pod nim. Bronek, Romek i Tolek, mimo że – jak sami o sobie mówią – dziadkowie, okazali się fantastycznymi kompanami, nauczycielami i gawędziarzami. Tych kilka dni wystarczyło abym po raz kolejny przekonał się, że pod tą na pozór grubą, wysmaganą słońcem, wiatrami i falami skórą eksploratorów i pozornych samotników, kryją się – tak naprawdę – bardzo ciepłe i wrażliwe osoby.

Dziękuję Wam za wszystko i mam nadzieję, że nie tylko kiedyś się jeszcze spotkamy, ale że będę miał ponownie przywilej gdzieś z Wami popłynąć!

Dodam jeszcze, że jeśli ktoś marzy o prawdziwej morskiej przygodzie, to załoga Solanusa jest otwarta – można do niej dołączyć na któryś z pozpstałych etapów aktualnego rejsu Morskim szlakiem Polonii wokół Ameryk. Planowane przyszłe odcinki to Rio de Janeiro-Salvador de Bahia, Salvador de Bahia-Natal, Natal-Martynika, Martynika-Azory, Azory-Europa. Trzeba tylko dolecieć i partycypować w kosztach (paliwo, jedzenie, opłaty portowe). Szczegóły na stronie jachtu.

P.S. O Solanusie, jego fantastycznej załodze i ich niesamowitym rejsie pisałem też w tierralatina.pl i bydgoskim wydaniu Gazety Wyborczej.

,

4 Responses to Splice the mainbrace!

  1. Ofca 22 maja 2011 at 07:28 #

    Eh, marzy mi się czasem rzucić wszystko za siebie i popłynąć w taki rejs…

    Wszystkie żagle już od dawna postawione
    Za plecami gdzieś pozostał pusty brzeg
    Popłyniemy szukać słońca i przygody
    A kto wie, co jeszcze morze zdarzyć się

    🙂

  2. matla 26 maja 2011 at 01:26 #

    Zostałeś wilkiem morskim Tomaszu? Pozdarawiam.

    • Tomek Surdel 26 maja 2011 at 23:06 #

      Witaj Piotrze! Jaka miło Cię tu widzieć! Nie, do wilka morskiego bardzo mi daleko, ale – jak na chlopakaznadmorza przystało – zawsze to morze było i jest jakoś w moim życiu ważne i obecne… 🙂

Trackbacks/Pingbacks

  1. Biurokracja w Urugwaju | Sur del Sur - 26 czerwca 2011

    […] tak jest. Żaden bowiem opis nie oddałby lepiej tego czym jest urugwajska biurokracja, tego co z załogą Solanusa przeszliśmy w stolicy Urugwaju Montevideo, szukając biura straży granicznej mającego w swej […]

Dodaj komentarz

Blog korzysta z gościnności serwisu tierralatina.pl.