Brak papieru toaletowego oznaką dobrobytu?

No i proszę! Wenezuelski rząd nawet braki w zaopatrzeniu potrafi przekuć w sukces. Albo przynajmniej stara się to robić. Naprawdę!

Mieszkańcy tego kraju dowiedzieli się właśnie, że trwające już od miesięcy problemy ze zdobyciem papieru toaletowego to, ni mniej ni więcej, oznaka dobrobytu!

Ale po kolei: papier toaletowy jest od około pół roku towarem w Wenezueli szalenie deficytowym. Gdy już – nadzwyczaj sporadycznie – pojawia się w sklepach, jest racjonowany. Najczęściej po 4, czasem po 8 rolek na osobę. Nigdy więcej.

Ludzie ratują się więc jak mogą. Ci co przeżyli PRL nie będą pewnie zaskoczeni gdy napiszę, że w wenezuelskich toaletach widziałem już serwetki, pocięte gazety, ręczniki papierowe, ulotki wyborcze, a nawet watę. Czymś przecież czyścić się trzeba.

Rząd Nicolasa Maduro za te kłopoty winił, do tej pory – jakżeby inaczej – opozycję i media, oraz producentów. Bo to ci pierwszi – tłumaczył wenezuelski prezydent – wmówili ludziom, że nie ma papieru i spowodowali, że ci nerwowo wykupują rolki, gdy tylko się one pojawią. Producenci zaś – owi zawsze źli kapitaliści – notorycznie „gromadzą zapasy i spekulują”.

Innymi słowy, braki wg. rządu są wyimaginowane – papier tak naprawdę jest, tylko znika. Zaś źli fabrykanci robią wszystko aby nie sprzedać swej produkcji.

Lud jednak, jak się okazało, aż tak głupi nie jest i jakoś masowo nie łykał takiego tłumaczenia. Wg. sondaży większość populacji miała jednak za złe właśnie rządowi, że nie może normalnie kupić tego, czego nigdy wcześniej w Wenezueli nie brakowało. Zwłaszcza, że lista towarów deficytowych nie ogranicza się bynajmniej tylko do papieru i nieustannie się wydłuża.

Władze postanowiły więc, najwyraźniej, zmienić strategię. I spróbować przestawić kłopoty z zaopatrzeniem jako własny sukces.

To dość karkołomne zadanie powierzono szefowi Narodowego Instytutu StatystykiElíasowi Eljuri. Który kilka dni temu w publicznej telewizji obwieścił, iż… kłopoty z papierem są konsekwencją częstszego robienia przez Wenezuelczyków kupy!

Dzięki Rewolucji Boliwariańskiej jemy znacznie więcej. 95 proc. społeczeństwa spożywa wreszcie 3 lub więcej posiłków dziennie. Logiczne jest więc, że potrzebujemy więc więcej papieru.– stwierdził Eljuri z całą powagą swego urzędu.

Problem w tym, że to tłumaczenie też chyba łatwo nie przejdzie. Bo kierowany przez pana Eljuri Instytut, zaledwie tydzień wcześniej, sam przyznał, że ostatnio występują kłopoty z zapewnieniem podaży ponad 21 proc. produktów wchodzących w skład tzw. podstawowego koszyka żywnościowego. W ubiegłym miesiącu brakowało najbardziej mleka, drobiu, jajek, mąki kukurydzianej i masła. Czego więc Wenezuelczycy tak wiele jedzą, nie wiadomo.

Mimo to rząd zapewnia, że problemy z papierem już wkrótce się skończą. Wczoraj zwrócił się do Parlamentu o przyznanie mu 82 milionów dolarów kredytu na interwencyjny import najdotkliwiej brakujących towarów higieny osobistej. Prośba została spełniona i już lada dzień zakupionych zostanie za granicą 39 milionów rolek papieru, 50 milionów podpasek, 17 milionów pieluch, 10 milionów kostek mydła i 3 miliony tubek pasty do zębów.

Kraj w którym rząd prosi Parlament o specjalny kredyt na zakup srajtaśmy, pieluch, podpasek, mydła i pasty do zębów, jest krajem nieźle popierdolonym.– stwierdził, po głosowaniu, deputowany opozycji, Julio Montoya.

Ma rację?

, , , ,

Trackbacks/Pingbacks

  1. Wenezuela ma Konstytuantę. Co dalej? Chaos! | tierralatina.pl - Ameryka Łacińska i Karaiby - 1 sierpnia 2017

    […] nigdzie indziej na południowoamerykańskim kontynencie brakuje dosłownie wszystkiego – od papieru toaletowego, przez żywność, po lekarstwa i części […]

Dodaj komentarz

Blog korzysta z gościnności serwisu tierralatina.pl.