Obrazek

Świąteczne lenistwo…

Tak właśnie wygląda moja tegoroczna Wigilia. Żadnych porządków, lepienia pierogów, czy ubierania choinki. Po prostu tropikalny chill-out. Tylko tyle i aż tyle.

Pamiętam, gdy po raz pierwszy spędzałem Boże Narodzenie w Ameryce Południowej – a było to Santiago de Chile – uparłem się, żeby choć trochę było tak jak w Polsce. Znalazłem kiszoną kapustę, kupiłem suszone grzyby i przez pół dnia, po raz pierwszy w swoim życiu, wyrabiałem ciasto, szykowałem farsz, wałkowałem, kleiłem, gotowałem… I jeszcze kompot z suszonych owoców zrobiłem!

Teraz wspominam to jako jakiś masochistyczny koszmar. Bo stanie nad garem gotującej się wody, podczas gdy temperatura powietrza zbliża się do 40 stopni Celsjusza, naprawdę nie należy do przyjemności. I pierogi też później wcale tak nie smakują. Bo to nie jest danie na lato. Nie z kapustą i grzybami.

Może gdyby były z jagodami? No ale przecież wtedy nie byłoby to już tradycyjne świąteczne danie!

Dlatego teraz już się nie napinam. I staram się spędzać Boże Narodzenie, tak jak spędzają Latynosi. Czyli na relaksie i najlepiej poza miastem. Z lokalnymi świątecznymi daniami.

W Wenezueli to pan de jamón i hallaca. To pierwsze wygląda trochę jak nasza strucla z makiem. Ale tylko z wierzchu i bez lukru. Bo zawiniętym w środku nadzieniem są plastry szynki, rodzynki i oliwki. Z kolei hallaca to gotowana w liściu bananowca masa kukurydziana z mięsem, kaparami, rodzynkami i oliwkami.

I do tego wszystkiego koniecznie ensalada de gallina, czyli dosłownie sałatka z kury – w sumie trochę przypominająca naszą polską sałatkę, która – przynajmniej w moim rodzinnym domu (oczywiście bez kury), zawsze miała swoje miejsce na wigilijnym stole.

Wersja wenezuelska to gotowane i pokrojone w kostkę ziemniaki i marchewka, „postrzępione” mięso piersi kury, seler naciowy, jabłko, groszek i kolendra, wszystko wymieszane z majonezem, solą, pieprzem i doprawione czosnkiem.

Niemniej, choć bez wątpienia fajnie jest leżeć w hamaku i rozmyślać o jutrzejszym – już zaplanowanym – świątecznym i bynajmniej nie podlodowym nurkowaniu, to jednak – tak w głębi duszy – bardzo tęsknię za Wigilią ze śniegiem za oknem i rodzinnym, wielogodzinnym biesiadowaniem…

Rodzinnych, serdecznych i roześmianych Świąt Wam życzę! I wspaniałych prezentów!

, ,

3 Responses to Świąteczne lenistwo…

  1. tres.pimientos 5 stycznia 2014 at 19:15 #

    Uwielbiam „naszą polską sałatkę”. Jadłem ją od małego. Chyba już w butelce, nie pamiętam, spytam. Rozpoznam po smaku, wyczuję po zapachu, choćbym nos wpakował w oko skunksa. Moja babcia robi ją najlepiej. A przynajmniej robiła do czasu, gdy odkryła „Meksyk w puszce”, czyli kukurydzę. I dodawała czorta. Bardzo zły ruch. Wypomniałem jej to. Że psiakrew z awangardą, że dziadek by pluł pod stół. Poskutkowało. Wciąż jadałem klasykę. Po latach zrozumiałem, że ja najbardziej w tej sałatce to majonez ceniłem. Tak mi zostało. Potem, gdy Vincent mówił do Julesa, że w Europie frytki „pływają w tym gównie”, to mnie nie wykręcało 😉

    I tak mi przywołałeś sałatkowe wspomnienia.
    A ta hallaca to jakaś wariacja na temat tamales?

    Saludos,
    tres.pimientos

  2. Tomek Surdel 6 stycznia 2014 at 12:27 #

    Hallaca, tamal, humita, czy nawet brazylijska pamonha, to rzeczywiście wszystko bardzo podobne dania. Choć np. nadzienie argentyńskiej humity to po prostu zmiażdżone i lekko doprawione ziarna kukurydzy, podczas gdy tamal/hallaca nadziewana jest ciastem na bazie mąki kukurydzianej z dodatkami.

    Podstawowa różnica jest jednak kulturowa: podczas gdy tamale je się przez cały rok, tak w Wenezueli hallaca jest rzeczywiście daniem bożonarodzeniowym. Trudno napotkać je na stołach poza okresem świątecznym. I ich przygotowanie jest ważną częścią przygotowań do świąt. Często spotykają się przy tym całe rodziny, na „hacer hallacas” zaprasza się też do domu znajomych. Takie nasze „lepienie pierogów”.

    Poza tym hallaca ZAWSZE jest owinięta liściem bananowca, podczas gdy tamale/humitas spotyka się przecież w liściach kukurydzy, awokado, a w Meksyku zdarzają się nawet w agawie.

    PS. frytki z majonezem są bardzo dobre! 🙂

Trackbacks/Pingbacks

  1. Pan de jamón - bożonarodzeniowy przysmak z Wenezueli - 24 grudnia 2014

    […] to dokładnie takiego? W ubiegłym roku porównałem pan de jamón do strucli. Bo to też taki zawijas. Ale na formie podobieństwo się kończy. Bo to nie słodkie ciasto, ale […]

Dodaj komentarz

Blog korzysta z gościnności serwisu tierralatina.pl.