Polskie przysmaki!

Od kilku dni szukam w Caracas żółtego sera. Bezskutecznie. Ale wczoraj, w jednym ze sklepów znalazłem niespodziewanie to:

Cheddar Lactima

Topiony serek cheddar w plasterkach, wyprodukowany przez spółkę Lactima z Morąga! Polski produkt na wenezuelskiej półce!

Kiedyś, jeszcze jakieś 2-3 lata temu, dość regularnie widywałem tu konserwy Krakusa, dżemy z Łowicza, chrupkie pieczywo Wasa. Potem, dość nagle, to wszystko zniknęło. Dzisiaj nawet polskiej wódki już w Wenezueli nie ma. I to mimo, że ponad 80 proc. produktów konsumowanych w boliwariańskim imperium pochodzi obecnie z importu!

W tej sytuacji, chociaż nie jestem wielkim fanem topionych serów, a tych plasterkowanych to już w zupełności nie, cheddar z Morąga wczoraj zakupiłem. Z sentymentu. I nie zważając na to, że jakoś specjalnie tani nie był.

650 boliwarów za 130-gramową paczkę to, kierująć się czarnorynkowym kursem dolara, jakaś wielka fortuna nie jest. Ale dla takiego Guillermo, mojego znajomego oficera wenezuelskiej Marynarki Wojennej, który dostaje co miesiąc na konto niespełna 11 tysięcy boliwarów, taki polski serek jest już dość niedostępnym luksusem. Za swój cały miesięczny żołd mógłby sobie kupić raptem 16 takich paczuszek. I to w sytuacji, w której wojskowi są w Wenezueli zaliczani do ekonomicznej elity! Bo co ma powiedzieć ktoś otrzymujący minimalną pensję?

Ale skoro już jesteśmy przy polskim jedzeniu, to mam jeszcze jedną, związaną z nim anegdotkę. Otóż kilka tygodni temu, w największej w Wenezueli bazie nurkowej w Chichiviriche de la Costa, poznałem pewnego Hiszpana. A dokładniej Filipińczyka urodzonego w Hiszpanii. Zaczęliśmy rozmawiać po angielsku, potem przeszliśmy na hiszpański, a gdy on dowiedział się, że jestem z Polski zaproponował, żebyśmy porozmawiali w moim ojczystym języku. I sam zaczął, prawie bez obcego akcentu, od dość, wydaje mi się, klasycznej deklaracji: „Lubię piwo i polskie dziewczyny!

Jego poziom znajomości polskiego okazał się w końcu taki, że wielkej rozmowy z tego nie było, ale co się pośmialiśmy to nasze. Opowiedział mi, że przez kilka miesięcy mieszkał i robił interesy w Łodzi. Bardzo dobrze wspominał i to miasto i nasz kraj. A na koniec stwierdził, rozmarzonym głosem: „Najbardziej to jednak tęsknię za jogurtami Jogobella, to chyba najlepsze jogurty na świecie. Ach, ta Jogobella! Nigdzie lepszych nie jadłem”.

Nie powiem, choć jogurtów Jogobelli nie znam, to miło mi się zrobiło…

P.S. Za równowartość tego, co wczoraj zapłaciłem za paczkę serka z Morąga mógłbym zatankować 55 litrowy bak mojego samochodu 121 razy! 

,

Trackbacks/Pingbacks

  1. XDEEP, czyli moja wersja patriotyzmu - Sur del Sur - 18 lipca 2016

    […] gdy w jakimś egzotycznym miejscu wystawia, bądź występuje artysta z naszego kraju. Ba, nawet polski topiony serek w wenezuelskim spożywczym raduje mnie znacznie bardziej niż 8 goli strzelonych Gibraltarowi, czy jeden przeciw Irlandii […]

Dodaj komentarz

Blog korzysta z gościnności serwisu tierralatina.pl.