Obrazek

Rewolucyjno-boliwariańska radość z życia!

proszek

Mała rzecz, a cieszy! Popatrzcie ile radości może dać człowiekowi zdobycie, po zaledwie 45 minutach stania w kolejce, 2 kilogramów proszku do prania! Radość tym większa, że proszku nie udawało mi się kupić od ponad 4 miesięcy!

I to wszystko dzięki wspaniałej Boliwariańskiej Rewolucji!

Bo w tym Waszym strasznym kapitaliźmie, czy nawet w nierewolucyjnym socjaliźmie Szwecji, Brazylii czy Chile, człowiek pozbawiony jest tak emocjonujących chwil, takich nagłych radości. Po prostu idzie do sklepu i kupuje. I jeszcze ma problem, bo proszków na półkach jest wiele i czasem nie wiadomo, który wybrać. Ból głowy wręcz.

W boliwariańskiej Wenezueli, w wyśnionym przez Hugo Cháveza Socjaliźmie XXI wieku, pogłębianym obecnie przez jego namaszczeńca Nicolása Maduro, zakupy są prawdziwą przygodą. To wręcz pełne adrenaliny polowanie. Człowiek nigdy z góry nie wie, co uda mu się ustrzelić.

Bo na przykład ja wczoraj nawet nie marzyłem o proszku do prania. Liczyłem na masło, ewentualnie szampon i może kilogram kawy. W pierwszym sklepie żadnego z interesujących mnie luksusów nie było. W drugim akurat rzucili mleko. Wprawdzie sam nie używam, ale zawsze gdy nadarzy się okazja kupuję, bo łatwo je później wymienić wśród znajomych na coś innego. Więc odstałem i nabyłem. Po 4 litry dawali!

Do trzeciego sklepu wchodzić już nie chciałem, ale moją uwagę zwrócił zaparkowany przed wejściem radiowóz – to często znak, że pojawiło się coś na tyle interesującego, że kierownictwo wezwało policję na pomoc w zapanowaniu nad rozentuzjazmowanym tłumem. Bo w rewolucyjnym socjaliźmie w sklepach emocje bywają jak na koncercie!

Radiowóz nie kłamał. W supersamie wiła się kolejka. Pod czujnym policyjnym okiem długi ogonek ludzi mozolnie przesuwał się w kierunku drzwi od zaplecza. A w nich uwijali się dwaj ekspedienci – jeden sprawdzał dowód osobisty, drugi bez żadnego pytania wręczał każdemu podchodzącemu dwa kilo proszku i dwa kilogramy mąki kukurydzianej.

Tej ostatniej też nie potrzebuje, ale od zastanawiania się nad tym z kim i na co ją później wymienię dość szybko wyrwał mnie szmerolęk przesuwający się od czoła to końca sznura ludzi. „Harina, ya no hay!” jęknęła mi w ucho kolejkowa sąsiadka. Mąka się już skończyła… Ale i tak nikt z oczekujących sklepu nie opuścił. Bo przecież był jeszcze proszek!

I rzeczywiście, po 45 minutach stania, zwycięstwo! Szczęśliwy ściskam w ręku dwie pachnące, plastikowe torebki detergentu!

Dziękuję Ci Boliwariańska Rewolucjo za te nieoczekiwane chwile szczerej radości!

P.S. Kawę kupiłem po znajomości. Szampon i masło wciąż szukam. Może w następny wtorek będę miał więcej szczęścia?

Tzw. towary regulowane, czyli generalnie tych których nie ma, kupować można tylko w określony numerem dowodu osobistego dzień. Mój kończy się cyfrą 4, co oznacza, że zakupy mogę robić we wtorki i soboty.

,

2 Responses to Rewolucyjno-boliwariańska radość z życia!

  1. WB 10 lipca 2015 at 15:24 #

    Jakby co mogę podesłać jakąś paczkę 🙂 Z podpaskami na przykład.

    • Tomek Surdel 10 lipca 2015 at 15:27 #

      Podpaski to dobry towar na wymianę! Tampony jeszcze lepszy. Jedyny problem w tym, że paczki (listy też) nie dochodzą. Poczta też została zrewolucjonizowana.

Dodaj komentarz

Blog korzysta z gościnności serwisu tierralatina.pl.