Wenezuela gore! Kolumbia też.

Ameryka gore. Nie cała na szczęście, ale północ jej południa bardzo. Już od kilku tygodni. Wenezuela i Kolumbia są najbardziej dotknięte. Nie było tu jeszcze pory suchej, tak suchej i gorącej, jak ta trwająca obecnie.

Ci, którzy śledzą mój instagram widzieli pewnie już to zdjęcie:

pozar-5651

To płonące w wenezuelskich Andach lasy. Płonące w tej części Andów, która przez naukowców zwana jest Andami tropikalnymi. Bo porośnięta roślinnością charakterystyczną dla tropików, lubiącą wilgoć. Ale która teraz jest tak sucha, że wystarczy byle iskierka, mały niedopałek i zaczyna goreć.

Na początku Wielkiego Tygodnia byłem w Meridzie, głównym mieście wenezuelskich Andów. 750 km od Caracas. Pojechałem tam samochodem. I – szczerze mówiąc – podróż tam była to dość przerażająca. Bo po drodze prawie wszędzie pożary – płonące pastwiska, lasy, uprawy. Albo pogożeliska. Ciągnące się kilometrami, po obu stronach autostrady czarne, wypalone do ziemi, pola. Czasem z dymiącymi, tu i ówdzie, kikutami palm. I ciągle dym, nieustający zapach ogniska.

Myślałem, że sytuacja poprawi się za Barinas, gdzie droga zaczyna się serpentynami wznosić z poziomu bezkresnych i prawie zawsze upalnych pastwisk Los Llanos, w kierunku chłodnych andyjskich przełęczy.  Ale tam też ciągle gdzieś coś płonęło i dymiło. Okazałe wodospady, które jeszcze na początku lutego podziwiałem ze znajomymi, znikły zupełnie, albo zmieniły się w żałosne siklawy. Górskie doliny wypełnione wówczas świeżym, rześkim powietrzem, teraz zastałem przykryte gryzącymi w gardło, szarymi pierzynami smogu. I chłodu wcale nie dawały.

incendio-Merida

Z większością pożarów nikt nie walczy. Wenezuelscy strażacy nie mają odpowiedniego sprzętu, zresztą zbyt wiele jest tych ogniowych frontów. Skupiają się więc, jak mogą, nad tym, aby ogień nie zagroził ludzkim osadom, budynkom, infrastrukturze. Ale i tak w Meridzie częściowo musiano już ewakuować ogród zoologiczny. Co się stało z rzadkimi niedźwiedziami okularowymi zamieszkującymi pobliski rezerwat nie wie nikt. Poza tym, że tam też płonie.

Iza Stachowicz, biolog, doktorantka z Polski, pokazała mi wczoraj mapkę, którą z coraz większym niepokojem obserwują wszyscy badający wspaniałą wenezuelską przyrodę. Ja nawet nie wiedziałem że taki mapki istnieją… Oto zarejestrowane przez satelity pożary w naszym regionie. Dane z 3 ostatnich dni:

pozary-satelita

 

To nie jest normalne.

Co najgorsze, do końca pory suchej jeszcze co najmniej miesiąc. I nie brakuje głosów, że z powodu trwającego obecnie El Niño, deszcze mogą się znacznie opóźnić…

Jak do tego czasu, my – mieszkańcy tej części świata, dotrwamy? Bo susza, to nie tylko pożary i dym. To także brak wody. W Caracas, w dzielnicy w której mieszkam, już od miesiąca jest ona racjonowana. Coraz bardziej. Aktualnie pojawia się w kranach 3 razy dziennie na godzinę: rano, w południe i wieczorem.

Ale – straszą eksperci – najgorsze jeszcze przed nami. Bo w Wenezueli ponad 60 proc. energii pochodzi z elektrowni wodnych. Ta przy zaporze Guri, trzecia największa na świecie, jest już ponoć „na krawędzi”, poziom spiętrzonej wody coraz bardziej obniża się do tego, przy którym turbiny staną… A wtedy stanie tu wszystko.

 

, , , ,

No comments yet.

Dodaj komentarz

Blog korzysta z gościnności serwisu tierralatina.pl.