XDEEP, czyli moja wersja patriotyzmu

Powiem szczerze, i pewnie kilku osobom się tym narażę: futbolowe sukcesy biało-czerwonych ani mnie ziębią, ani grzeją. Z ich porażkami jest zresztą tak samo.

W najmniejszym stopniu nie potrafię się zidentyfikować z naszą reprezentacją, a tym bardziej ze stadionowymi emanacjami patriotyzmu. Na te wszystkie biało-czerwone szaliki, flagi, śpiewy, koszulki z orzełkiem i generalnie emocje jakie towarzyszyły chociażby niedawnemu turniejowi we Francji, patrzę zazwyczaj z mieszanką zaciekawienia i zdziwienia, ale czasem też i zażenowania.

Myślę, że wynika to, przede wszystkim, z braku zainteresowania futbolem. Absolutnego. Piłka nożna nigdy mnie nie porwała – nie miałem ani ulubionego klubu, ani zawodnika, a z tych kilku meczów na które trafiłem, czy to jako dziennikarz, czy też wyciągnięty przez znajomych, wychodziłem zawsze znudzony.

OK. Przyznaję, że fajnie byłoby gdybyśmy zostali mistrzem Europy. I jeszcze fajniej gdyby udało się nam kiedyś wygrać piłkarski Mundial. A także Eurowizję. Przydałaby się też kolejna Polka jako Miss World!

Wszystko to budzi we mnie mniej więcej taki sam poziom emocji. Niski dosyć.

Ale czy to robi ze mnie gorszego Polaka? Mam nadzieję, że nie, choć już kiedyś od kogoś usłyszałem, że skoro nie wiem kto to jest Szczęsny, to nie zasługuję na paszport z orzełkiem…

Tymczasem naprawdę bywam dumny z polskich sukcesów. I to bardzo. Ale po prostu inne sukcesy do mnie przemawiają. Zawsze np. bardzo się cieszę gdy w jakiejś zagranicznej księgarni wypatrzę wyeksponowaną książkę polskiego autora (ostatnio, w Caracas, „Una oración para la lluvia” Wojtka Jagielskiego), gdy polski film trafi na południowamerykańskie ekrany, albo gdy w jakimś egzotycznym miejscu wystawia, bądź występuje artysta z naszego kraju. Ba, nawet polski topiony serek w wenezuelskim spożywczym raduje mnie znacznie bardziej niż 8 goli strzelonych Gibraltarowi, czy jeden przeciw Irlandii Północnej. Puszę się też jak paw, gdy odkrywam że jeden z najbogatszych Wenezuelczyków kupił sobie luksusowy katamaran, wybudowany na jego zamówienie w gdańskiej stoczni.

Dumny też jestem i to dumny właśnie jako Polak, gdy spotykam na Facebooku takie oto zdjęcie:

zdeep

 

Wykonano je w miniony weekend w największej w Wenezueli bazie nurkowej w Chichiviriche de la Costa. Oto 6 lokalnych nurków wyposażonych w uprzęże do bocznego mocowania butli (tzw. sidemount). I wszyscy oni wybrali nie model, który najłatwiej w Wenezueli dostać (Dive Rite), nie taki który najintensywniej się w tym kraju reklamuje (Hollis),  ale właśnie zaprojektowany i wyprodukowany w Polsce XDEEP. Wybrali, gdyż uważają go za najlepszy!

Duma ma jest tym większa, że aż 5 z 6 widocznych na zdjęciu egzemplarzy sprowadziłem z Polski do Wenezueli właśnie ja.

W ogóle nurkowa branża jest dość sporym, jak na nasz kraj, ewenementem, dającym powody do patriotycznego zadowolenia. Nie wiem bowiem, czy poza nią jest jeszcze jakaś inna, choćby równie niszowa, w której młode polskie firmy weszły takim przebojem do naprawdę ścisłej światowej czołówki. Poza XDEEP mamy przecież też Santi, Ammonite i jeszcze kilka innych, których nie będę wymieniać, aby kogoś nie pominąć.

A Wy? Czym jest dla Wam patriotyzm? Jak się on objawia? Co sprawia, że jesteście dumni z Polski? Mazurek Dąbrowskiego, czy coś innego? Podzielcie się proszę swoimi przemyśleniami. Zwłaszcza, jeśli żyjecie z dala od Ojczyzny.

, ,

3 Responses to XDEEP, czyli moja wersja patriotyzmu

  1. Mijau 19 lipca 2016 at 06:15 #

    ja jestem dumny z sernika, kefiru, wędzonej ryby i ogólnego fermentu spożywczego, którego w kulturach innych kontynentów jakoś nie znajduję, przynajmniej nie na słowiańskim poziomie. A swoją drogą, pewnie wiesz, kto jest najbardziej znanym Polakiem wśród taksówkarzy Buenos Aires…. bynajmniej nie Jan Paweł II. Grzegorz Lato!

    • Tomek Surdel 19 lipca 2016 at 10:39 #

      No tak, tylko że akurat żadne z wymienionych przez Ciebie dań nie jest typowo polskie. Choć Ty jako Krakus pewnie rościsz sobie prawa do sernika krakowskiego… 😉
      A z tymi najbardziej znanymi Polakami to różnie bywa. Np. gdy dawno temu pracowałem na Sri Lance, to jedynym rodakiem, którego czasem kojarzyli niektórzy mieszkańcy (bo większość nie rozróżnia Poland od Holland), był… Andrew Grubba! A wszystko dlatego, że tenis stołowy, obok krykieta, jest tam najpopularniejszym sportem.

  2. dominikana 12 sierpnia 2016 at 03:15 #

    mnie również cieszył widok różnych polskich produktów gdzies tam za Oceanem lub na drugim końcu Europy… a czy np. ucieszył mnie widok pewnych ciastek, gdzie pisało „wyprodukowano dla Bahlsen Germany w Polsce” ? – już mniej 😉

    cieszyć może również fakt, że Polska ma w miarę dobrą infrastrukturę i jednocześnie przeważnie nie jest droższa od większości krajów latynoamerykańskich…to głównie dla tych, co chcieli by pomieszkać czasami w Polsce 😉

Dodaj komentarz

Blog korzysta z gościnności serwisu tierralatina.pl.