Zbieracz(e) lalek z Caracas

Przypuszczam, że chyba każde większe miasto, a w tych największych to pewnie i każda dzielnica, ma – od czasu do czasu – swe bardzo charakterystyczne postacie: dobrze znanych jego mieszkańcom oryginałów, ekscentryków, lekkich świrów, szurniętych artystów, którzy na początku intrygują, szokują, zadziwiają, lecz z czasem stają się częścią lokalnego folkloru. Taką barwną, dobrze znaną miejscowym, dekoracją.

W moim rodzinnym Sopocie był np. Parasolnik i Peter Konfederat. Osoby totalnie różne, ale – zdecydowanie – będące częścią tej miejskiej scenografii. Do tego stopnia, że choć tego pierwszego, z racji wieku, nie miałem okazji osobiście poznać, to dorastałem słuchając opowieści o nim. I który doczekał się, odsłoniętej w 2000 r., upamiętniającej go rzeźby w samym centrum miasta.

Nie inaczej jest w Caracas. Ta prawie 5-milionowa metropolia ma wielu charakterystycznych oryginałów. Np. w pełnej barów i restauracji dzielnicy Las Mercedes jest brodaty kloszard, który ponoć był kiedyś uniwersyteckim wykładowcą i potrafi zagadać do mijających go przechodniów w wielu językach, włącznie z polskim. W Chacao jest natomiast „Czerwona Dama” – starsza pani ubierająca się zawsze na czerwono, włącznie z nieodłącznym szkarłatnym kapeluszem z szerokim rondem, która pojawia się na prawie wszystkich większych imprezach i zgromadzeniach tylko po to, aby zachwalać aktualnego prezydenta, deklarować mu miłość i hołubić Boliwariańską Rewolucję.

Jednak najbardziej chyba znanym i owianym w tym mieście legendami dziwakiem jest tzw. „Zbieracz Lalek” – El Coleccionista de Muñecas, krążący już od kilkunastu lat, po całej wenezuelskiej stolicy, w swej rozklekotanej, starej ciężarówce wystrojonej fragmentami zabawek, głównie lalek.

Z widzenia samochód ten znają już chyba wszyscy karakeńczycy. Jedni na jego widok się śmieją, inni nerwowo odwracają wzrok, są też tacy którzy się religijnie żegnają. Jakby diabła zobaczyli. Ba, straszy się nim nawet wenezuelskie dzieci.

Zbieracz Lalek z Caracas

fragment samochodu Zbieracza Lalek z Caracas

Sam słyszałem jak znajoma matka mówiła kiedyś do swojego 5-latka: jak wyjdziesz poza plac zabaw, to cię porwie Zbieracz Lalek. A Matías, ten mały rozbójnik, słysząc to wskoczył z krzykiem na bezpieczne matczyne kolana. Bo nie raz widział już ten samochód i bardzo się go boi. Bo pewnie słyszał też miejską, powtarzaną najczęściej szeptem legendę, że każda wisząca na ciężarówce lalka, to pamiątka po rozjechanym przez nią dziecku…

Ale tak jak niemal wszyscy w Caracas znają ten charakterystyczny pojazd, wyglądający jakby uciekł z planu jakiegoś filmu Tima Burtona, tak mało kto, tak naprawdę, wie kto siedzi na jego kierownicą. Większość nigdy nawet nie widziało twarzy kierowcy. Prawie nikt nie wie jak się on nazywa.

Joyce Kahn i Emiliano León postanowili to zmienić i nakręcili o nim mini dokument. Panie i Panowie – oto Jesús Poleo, Zbieracz Lalek z Caracas:

Co ciekawe, nie jest to jedyny intrygujący karakeńczyków amator plastikowych główek. Ten drugi, Etanis González, ma w dodatku znacznie większą i dłużej tworzoną kolekcję. Ale jego sława jest bardziej lokalna, bo z fragmentami lalek nie jeździ po całym mieście, a jedynie eksponuje je z balkonu swego, znajdującego się w dzielnicy Santa Rosalía, mieszkania:

Zbieracz lalek z Caracas

Balkon innego Zbieracza Lalek z Caracas (fot: Carlos Jasso/Reuters)

Caracas Lalki

Straszny, czy piękny? (fot: Carlos Jasso/Reuters)

 

A jak jest w Waszych miastach? Też macie takich lokalnych dziwaków?

,

No comments yet.

Dodaj komentarz

Blog korzysta z gościnności serwisu tierralatina.pl.