Obrazek

Guerreras venezolanas!

To już miesiąc antyrządowych manifestacji w Wenezueli. Miesiąc marszów, blokad dróg, starć z policją i Gwardią Narodową. Każdego dnia. I, mam wrażenie, że z każdym dniem coraz bardziej intensywnie, z coraz większą determinacją. „Chcemy wolności, chcemy przestrzegania Konstytucji!” – krzyczeli wczoraj studenci Centralnego Uniwersytetu Wenezueli, największej publicznej uczelni w kraju. Ich sit-in przy głównym wjeździe na teren kampusu nie trwał jednak długo. Gazy i armatki wodne szybko przegoniły pacyfistów i rozwścieczyły radykałów – w ruch poszły kamienie, płonące opony i koktajle Mołotowa.

Ten sam scenariusz powtarza się, niezmiennie, każdego dnia: pokojowa manifestacja -> szarża mundurowych -> bitwa uliczna.

Póki co, żadna strona nie wydaje się być skłonna do uczynienia kroku do tyłu, czy nogocjacji. Rząd okopuje się w swoich paranojach, oskarżając już o próbę przeprowadzenia zamachu stanu nie tylko Stany Zjednoczone, czy Hiszpanię, ale i połowę państw latynoamerykańskich z pacyfistyczną Kostaryką i rządzonym przez lewicę Chile włącznie.

Manifestanci też się nie poddają. Brutalność rządowych siepaczy, blisko 30 dotychczasowych ofiar śmiertelnych w czasie tej ostatniej fali protestów – to wszystko nie robi już na nich wrażenia. Chociaż nie, robi, ale przeciwne temu, na które liczy pewnie rząd – opozycja, wobec przemocy, się radykalizuje. -Z szacunku do tych, którzy zginęli, którzy zostali zabici, trzeba tę walkę kontynuować. Do końca. Bo co nam zostaje? Znowu się wycofamy, wrócimy do domów i będziemy wegetować? Nie! Tak nie można. Ja mam w domu schowany pistolet. I jak będzie trzeba to zacznę strzelać. Skoro oni do nas strzelają, to dlaczego my się mamy powstrzymywać. Krew już się leje. Więc chodzi o to, żeby nadać temu sens, żeby potem można było powiedzieć – było strasznie, ale było warto!- zagrzewał wczoraj do walki, na whatsappowej grupie, Gustavo – znajomy, 47-letni dentysta.

Zresztą znaczenie słowa „opozycja” też się zmienia. W minionych tygodniach na ulice wyszli moi znajomi, którzy wcześniej od polityki trzymali się daleko. Tak, jak Myriam – młoda 32-letnia dziewczyna, pracująca jako asystentka dyrektora w niewielkiej firmie zajmującej się importem produktów do przetwarzania ropy naftowej (dobry biznes).

Nigdy nie chodziłam na wybory. Opozycja też mnie nie interesuje. Po prostu nie chcę stąd wyjeżdżać. Większość moich znajomych już wyjechała, ale ja nie chcę. Bo to mój kraj. Chcę pogonić tę bandę złodziei, którzy wszystko rozkradli, którzy zrobili z Wenezueli pariasa. Mam przewlekle chorą mamę i od ponad pół roku nie mogę kupić lekarstw, które potrzebuje. Ja też chciałabym normalnie żyć. Nie chcę wielę – po prostu marzę o tym abym ponownie mogła kupić w sklepie np. papier toaletowy, cukier, kawę, szampon do włosów. I żebym nie musiała się bać, że ktoś mnie napadnie w drodze do tego sklepu. Właśnie dlatego chodzę prawie codziennie na manifestacje i jak tylko mogę rzucam w tych bandytów w mundurach kamieniami. Za mnie, za moją chorą mamę i za mojego Świętej Pamięci ojca, który został porwany i zastrzelony 2 lata temu.– tłumaczyła mi kilka dni temu.

Wczoraj wieczorem przeglądałem zdjęcia z ostatnich walk ulicznych w Caracas i to co zwróciło moją uwagę, to że jest na nich wyjątkowo dużo kobiet. Wcześniej, takie przynajmniej odnosiłem wrażenie, dziewczyny manifestowały, ale gdy uruchamiano armatki wodne, gdy w powietrzu zaczynały latać pojemniki z gazem i kamienie, to jednak wycofywały się, jeśli nie do domu, to przynajmniej z pierwszej linii.

Teraz jest inaczej – na zdjęciach ze starć coraz częściej widać płeć piękną. Młode, starsze, w lekarskich kitlach, zakonnice w habitach, ale też w kaskach na głowie i z kamieniami, czy koktajlami Mołotowa w dłoni. I, jak to w Wenezueli, często bardzo wypielęgnowanej dłoni.

Cały ten powyższy wstęp napisałem w sumie tylko po to, aby pokazać Wam jedno zdjęcie. Zrobił je wczoraj w centrum Caracas Federico Parra, fotograf współpracujący z francuską agencją prasową AFP.

Jak dla mnie to zdjęcie-symbol. Kwintesencja aktualnej Wenezueli. Jej kultu kobiecej piękności (często wspomaganej chirurgicznym skalpelem) i chaosu w którym kraj coraz bardziej się pogrąża. Takie zdjęcie, obecnie, mogło chyba powstać tylko tutaj. Bo przecież nie w Polsce, nie w Stanach Zjednoczonych, nie w Chile, nawet chyba nie w Brazylii.

Proszę, oto współczesna guerrera venezolana:

kobiety w Wenezueli

Wczoraj w Caracas (fot: Federico Parra/AFP)

,

Trackbacks/Pingbacks

  1. Wonder Woman z Wenezueli - Sur del Sur - 4 maja 2017

    […] Wygląda na to, że nie tylko ja zwróciłem uwagę na zdjęcie wysportowanej, zadbanej i raczej niebrzydkiej Wenezuelki, która 1 maja, w Caracas, rzucał…. […]

Dodaj komentarz

Blog korzysta z gościnności serwisu tierralatina.pl.