Archive | interogacje

Obrazek

Donald Trump, ale nie ten

Alec Trump Baldwin

Donald Trump?

Agencyjną depeszę o stosunku nowej waszyngtońskiej administracji do kolonii budowanych przez Izrael El Nacional, jeden z najważniejszych dzienników na Dominikanie, zilustrował wczoraj zdjęciem… Alca Baldwina parodiującego Donalda Trumpa.

Jak myślicie? Redakcyjna pomyłka, czy celowy trolling level hard?

Tak, czy inaczej, dziennik przeprosił dzisiaj „wszystkich tych, którzy mogli się poczuć urażeni”. 😉

0

San Escobar. Ministrowi Waszczykowskiemu do sztambucha

Witold Waszczykowski, szef polskiej dyplomacji, rozmawiał z delegacją San Escobar, o kandydaturze naszego kraju do Rady Bezpieczeństwa ONZ. Minister sam się o tym pochwalił, podczas konferencji prasowej w Nowym Jorku:

Mamy okazje prawie do 20 spotkań z różnymi ministrami. Z niektórymi, jak np. na Karaibach, po raz pierwszy chyba w historii naszej dyplomacji. Na przykład z takimi krajami, jak San Escobar albo Belize. Każdy z tych krajów to jest jeden głos w Zgromadzeniu Ogólnym ONZ.

No i podniosło się w kraju larum, że szef dyplomacji to nieuk, że takiego państwa nie ma…

No bo rzeczywiście nie ma. No ale, może to pocieszy pana Waszczykowskiego, San Escobar jak najbardziej jest, istnieje. Choć w sumie może lepiej by było, aby szef naszej dyplomacji nie rozmawiał z jego wysłannikami. No chyba, że w o sprawie tych 400 kilogramów kokainy, jakie znaleziono niedawno w kartonach z bananami dla Lidla w Zgierzu

San Escobar

San Escobar

Bo San Escobar to nikt inny jak zmitologizowana postać Pablo Escobara, pamiętnego szefa Kartelu z Medellin, w latach 80-tych ubiegłego wieku, najpotężniejszej organizacji przestępczej w Amerykach i być może na świecie.

domowy ołtarzyk z figurką San Escobara, stylizowanego na Robin Hooda (fot: Frederico Ríos/EFE)

To jeden z wielu, czczonych w prawie całej Ameryce Łacińskiej tzw. Santos Populares. Czyli nieżyjących osób, często przestępców, otoczonych religijnym wręcz kultem. Robi się ich figurki, tatuuje ich wizerunki, powstają nawet dedykowane im święte obrazki i kaplice.

Zdarza się, że bandyci wzywają ich w swych modlitwach prosząc o ochronę przed policją, czy powodzenie w planowanym napadzie bądź zabójstwie.

I tak np. Wenezuela ma swoich Santos Malandros, Meksyk Jezusa Malverde i Juana Soldado,  Gwatelama Maximona, Chile Emila Dubois, a Kolumbia właśnie San Escobara.

Kto więc, cholera, kto wie? Może szef naszej dyplomacji naoglądał się „Narcos” i teraz, rzeczywiście, przywołuje Escobara w swych myślach, prosząc go o pomoc w negocjacjach? 😉

Mówiąc poważniej, rzecznik MSZ , Joanna Wajda, wytłumaczyła swego szefa w sposób następujący:

Tłumaczenie to jednak, delikatnie mówiąc, mocno nieporadne. Dlaczego? Bo państwa San Cristobal y Nieves też w sumie nie ma. San Cristobal y Nieves to jedynie hiszpańskie tłumaczenie nazwy jak najbardziej angielskojęzycznego, karaibskiego kraju Saint Kitts and Nevis. A minister Waszczykowski hiszpańskiego przecież nie zna. Jak więc się może w tym języku przejęzyczać?

Oto dyplomatyczna zagadka!

 

2
Notatka na marginesie

Kult jednostki

Jak pewnie zauważyliście bardzo rzadko piszę tu o tym co dzieje się w Polsce. Z wielu względów…

Niemniej, skoro tyle razy sobie dworowałem z kultu jednostki i powstających w Wenezueli różnych modlitw do Hugo Chaveza, nie mogę (choć chciałbym!) nie zauważyć czegoś takiego:

Niby zwycięski Chrobry wzmacniasz państwo nasze,

Ty , który od nowa polską godność wskrzeszasz,

Jak orzeł ponad skałą wzlatujesz i zawsze,

To Ty masz rację, Ty na pomoc spieszysz.

Tyle dróg przejść musiałeś, wodzu nasz zwycięski,

Tyle klęsk przejść musiałeś by podnieść się z klęski,

Tyle lat musiałeś czekać by teraz już w chwale,

Rządzić Polską, by zmieniać nasz kraj stale

W kierunku mocarstwa od morza do morza,

By wszystkie narody od Bałkanów po Bałtyk

A nawet ptaki co krążą w przestworzach,

Wielbiły Polskę i wielbiły jej wodza.

O Jarosławie Wielki, władco dusz Polaków,

Który nasz naród wyprowadzisz z klęski,

Który zdobędziesz imperium Lechitów,

I znów odrodzisz Warszawę i Kraków.

Niech będzie pamięć Twego brata Lecha

Na zawsze w kraju świętego Wojciecha

Łączyć, a nie dzielić naród nasz wybrany.

Autorem tego wazeliniarstwa, przepraszam, „Ody dla Jarosława Kaczyńskiego – przywódcy narodu, zwycięzcy w wyborach” jest były imam gminy muzułmańskiej w Gdańsku, politolog, wykładowca Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego, prof. Selim Chazbijewicz.

Dodam jeszcze, że – patrząc z Caracas – podobieństw między retoryką #dobrejzmiany i narracją Rewolucji Boliwariańskiej jest, niestety, coraz więcej. Ale, jak mówiłem, o polskiej polityce staram się nie pisać.

I, mam nadzieję, że to się nie zmieni.

0

XDEEP, czyli moja wersja patriotyzmu

Powiem szczerze, i pewnie kilku osobom się tym narażę: futbolowe sukcesy biało-czerwonych ani mnie ziębią, ani grzeją. Z ich porażkami jest zresztą tak samo.

W najmniejszym stopniu nie potrafię się zidentyfikować z naszą reprezentacją, a tym bardziej ze stadionowymi emanacjami patriotyzmu. Na te wszystkie biało-czerwone szaliki, flagi, śpiewy, koszulki z orzełkiem i generalnie emocje jakie towarzyszyły chociażby niedawnemu turniejowi we Francji, patrzę zazwyczaj z mieszanką zaciekawienia i zdziwienia, ale czasem też i zażenowania.

Myślę, że wynika to, przede wszystkim, z braku zainteresowania futbolem. Absolutnego. Piłka nożna nigdy mnie nie porwała – nie miałem ani ulubionego klubu, ani zawodnika, a z tych kilku meczów na które trafiłem, czy to jako dziennikarz, czy też wyciągnięty przez znajomych, wychodziłem zawsze znudzony.

OK. Przyznaję, że fajnie byłoby gdybyśmy zostali mistrzem Europy. I jeszcze fajniej gdyby udało się nam kiedyś wygrać piłkarski Mundial. A także Eurowizję. Przydałaby się też kolejna Polka jako Miss World!

Wszystko to budzi we mnie mniej więcej taki sam poziom emocji. Niski dosyć.

Ale czy to robi ze mnie gorszego Polaka? Mam nadzieję, że nie, choć już kiedyś od kogoś usłyszałem, że skoro nie wiem kto to jest Szczęsny, to nie zasługuję na paszport z orzełkiem…

Tymczasem naprawdę bywam dumny z polskich sukcesów. I to bardzo. Ale po prostu inne sukcesy do mnie przemawiają. Zawsze np. bardzo się cieszę gdy w jakiejś zagranicznej księgarni wypatrzę wyeksponowaną książkę polskiego autora (ostatnio, w Caracas, „Una oración para la lluvia” Wojtka Jagielskiego), gdy polski film trafi na południowamerykańskie ekrany, albo gdy w jakimś egzotycznym miejscu wystawia, bądź występuje artysta z naszego kraju. Ba, nawet polski topiony serek w wenezuelskim spożywczym raduje mnie znacznie bardziej niż 8 goli strzelonych Gibraltarowi, czy jeden przeciw Irlandii Północnej. Puszę się też jak paw, gdy odkrywam że jeden z najbogatszych Wenezuelczyków kupił sobie luksusowy katamaran, wybudowany na jego zamówienie w gdańskiej stoczni.

Dumny też jestem i to dumny właśnie jako Polak, gdy spotykam na Facebooku takie oto zdjęcie:

zdeep

 

Wykonano je w miniony weekend w największej w Wenezueli bazie nurkowej w Chichiviriche de la Costa. Oto 6 lokalnych nurków wyposażonych w uprzęże do bocznego mocowania butli (tzw. sidemount). I wszyscy oni wybrali nie model, który najłatwiej w Wenezueli dostać (Dive Rite), nie taki który najintensywniej się w tym kraju reklamuje (Hollis),  ale właśnie zaprojektowany i wyprodukowany w Polsce XDEEP. Wybrali, gdyż uważają go za najlepszy!

Duma ma jest tym większa, że aż 5 z 6 widocznych na zdjęciu egzemplarzy sprowadziłem z Polski do Wenezueli właśnie ja.

W ogóle nurkowa branża jest dość sporym, jak na nasz kraj, ewenementem, dającym powody do patriotycznego zadowolenia. Nie wiem bowiem, czy poza nią jest jeszcze jakaś inna, choćby równie niszowa, w której młode polskie firmy weszły takim przebojem do naprawdę ścisłej światowej czołówki. Poza XDEEP mamy przecież też Santi, Ammonite i jeszcze kilka innych, których nie będę wymieniać, aby kogoś nie pominąć.

A Wy? Czym jest dla Wam patriotyzm? Jak się on objawia? Co sprawia, że jesteście dumni z Polski? Mazurek Dąbrowskiego, czy coś innego? Podzielcie się proszę swoimi przemyśleniami. Zwłaszcza, jeśli żyjecie z dala od Ojczyzny.

3

Oficjalny Kult Chaveza, czyli Rewolucja jako religia

W Wenezueli dzisiaj manifestacje. W chyba wszystkich dużych miastach na ulicach tłumy domagające się od Narodowej Rady Wyborczej jak najszybszej organizacji referendum w sprawie, przewidzianego w Konstytucji (szczęściarze!), przedterminowego zakończenia mandatu prezydenta Nicolasa Maduro.

O protestach dowiedzieć się można z internetowych serwisów informacyjnych, z – szalenie w Wenezueli popularnego – twittera, czy nawet z niektórych prywatnych stacji telewizyjnych. Ale już nie z publicznego kanału VTV, który już dawno osiągnął mistrzostwo świata w kreowaniu wirtualnej rzeczywistości.

Ja o opozycyjnych manifestacjach dowiedziałem się z autopsji, w mieście, bo dziś rano musiałem zostawić samochód w warsztacie, na okresowy przegląd, skąd planowałem wrócić komunikacją publiczną. Skończyło się na 7-kilometrowym spacerze przez Caracas. Bo gdy dotarłem do Nuevo Circo, czyli najbliższej warsztatowi stacji metra, ze zdumieniem odkryłem, że była zamknięta. Jakiś remont? – wtedy jeszcze pomyślałem. Dopiero gdy następna była równie zamknięta i kolejna, na innej linii, także, zacząłem podejrzewać, że ta niespodziewana niedostępność metra jest jednak polityczna, a nie techniczna.

Przy stacji Bellas Artes, także – jak na poprzednich – z wejściem pod ziemię zamkniętym opuszczną kratą, nie miałem już wątpliwości. Bo tam tłumek wściekłych ludzi napierał na kilku strzegących tej kraty policjantów, wyzywając ich od „bezmyślnych sługusów reżimu”, a sam reżim od „skorumpowanych tchórzy”…

O co chodzi? Otóż jest to juz niemal standardowa procedura wenezuelskiej, rewolucyjnej władzy – gdy opozycja wzywa do manifestowania zamyka się całkowicie, bądź częściowo metro, a niektóre autobusowe linie puszcza się innymi trasami. Wszystko po to aby maksymalnie utrudnić ludziom dotarcie w miejsce protestu. Dzisiaj, dodatkowo, Boliwariańska Gwardia Narodowa kontrolowała także wszystkie jadące w kierunku stolicy międzymiastowe i podmiejskie autokary. I wszyscy ci, przy których znaleziono jakiekolwiek symbole opozycyjnych partii byli z tych środków transportu wysadzani na stołecznych rogatkach. –Chcecie do Caracas? To idźcie sobie na piechotę!– mówiono im.

Ale ja w sumie nie o opozycyjnej manifestacji chciałem tu pisać. Tylko o wirtualnej rzeczywistości państwowego kanału telewizji. Bo gdy, po parogodzinnym spacerze i po pokonaniu kilku policyjnych kordonów, dotarłem w końcu do zaprzyjaźnionego sklepu nurkowego, w którym od kilkunastu dni regularnie, popołudniami, korzystam z w miarę stabilnego łącza internetowego, włączyłem też telewizję aby zerknąć jaka jest sytuacja w mieście.

Na Globovisión, mimo że już dawno nie jest kanał sympatyzujący z opozycją, pokazywano akurat jak policja brutalnie rozpędza starsze osoby i jak wyłapuje z protestującego tłumu ludzi z transparentami. A na VTV? Tam właśnie prezydent Maduro zapewniał, że w Wenezueli nigdy nie będzie referendum odwoławczego skierowanego przeciw jego osobie. –Nie będzie go ani w tym roku, ani w przyszłym, ani w 2020. Nie będzie go dlatego, że lud mnie kocha!– naprawdę tak mówił.

Ale to nie wszystko. Najlepsze było po wystąpieniu Maduro. Wtedy bowiem prezentator zapowiedział uroczystym, mszalnym niemal głosem, coś w rodzaju: „W dniu takim jak dziś pamiętać musimy bardziej niż kiedykolwiek o naszym Ojcu, o Ojcu naszej niepodległości, o Ojcu Boliwariańskiej Rewolucji, o Ojcu który mieszka w każdym wenezuelskim sercu„.

I natychmiast potem wyemitowano to:

Dla tych, którzy nie rozumieją hiszpańskiego, służę tłumaczeniem:

Wierzę w Cháveza: Ojca, stwórcę przyszłości!
Syna ludu Bolivara, Manueli i Zamory.
Obrońcę i budowniczego socjalistycznej Ojczyzny.
Wierzę w Cháveza, jako Chrystusa ubogich.
Wojownika miłości.
W jego święte słowo, które leczy najbiedniejszych.
Wierzę w Cháveza i cud naszej Wielkiej Ojczyzny.
Za swoje poświęcenie, dziś jest wiatrem stepowym,
Naszym wiecznym obrońcą.

Przyznaję, że oniemiałem. Do wielu rzeczy Wenezuela mnie przyzwyczaiła i niewiele może mnie tu jeszcze zaskoczyć. Ale to Wierzę w Cháveza mnie jednak wmurowało. I nie dlatego, że kult jednostki, że modlitwa… To wszystko już było. Nawet sam tekst tej modlitwy był w sumie mi znany, bo jest po prostu krótszą wersją rewolucyjnego credo, o którym pisałem tu już trzy lata temu.

Różnica polega na tym, że wtedy, oraz gdy przedstawiano modlitwę „Chavezie nasz”, próbowano zachować pozory tego, że są to oddolne, spontaniczne i ludowe wyrazy uwielbienia wobec nieżyjącego rewolucyjnego przywódcy. Tymczasem teraz to już propaganda bez mydła, z oficjalnego rządowego kanału, nie raz, nie dwa, tylko – jak powiedzieli mi znajomi regularnie zerkający na VTV – regularne, kilka razy dziennie, namawianie do modlenia się do Hugo Cháveza. Nowa religia. Rządowy kult Chaveza.

Trochę to jednak przerażające, prawda?

2
Notatka na marginesie

Kuba, perła Pacyfiku?

Kochany czytelniku, miałeś w szkole problemy z geografią? I nie mówię tu o tak „złożonych” zagadnieniach jak np. działy wód, czy długość i szerokość geograficzna, lecz o naprawdę podstawowych rzeczach z programu podstawówki, jak chociażby umiejętność pokazania na mapie świata oceanów i kontynentów!

Jeśli rzeczywiście sprawiało Ci to kłopot, to się zupełnie nie martw!  W sumie najlepiej byłoby gdybyś wciąż był przekonany, że jadąc na wczasy do Cancún „zaliczasz” Amerykę Południową. Możesz też twierdzić, że „boskie Buenos” to stolica Brazylii, oraz marzyć o podpatrywaniu słoni na argentyńskiej pampie.

Powiem więcej – nie wstydź się swojej geograficznej niewiedzy! Bądź z niej dumny! Zrób z niej swoje oręże!  Chwal się nią przy rozmowach o pracę!

Bo ja naprawdę zaczynam podejrzewać, że geograficzne braki są warunkiem koniecznym przy staraniu się o pracę w niektórych biurach podróży, czy u przewoźników lotniczych. Zwłaszcza w ich działach marketingu.

I może to w sumie celowe, może chodzi o zasadę „nieważne jak mówią, ważne że mówią”?

No bo jak inaczej tłumaczyć to, że flysiesta.pl (znowu oni!) w swym ostatnim newsletterze zachęcają do odwiedzenia kubańskiego Varadero, którego plaże obmywają… „przejrzyste fale Pacyfiku”!

Kuba

Kuba. Wyspa na Pacyfiku?

Ten Pacyfik na Karaibach tak mnie rozczulił, że niewiele brakowało, a bym niezauważył że w tej samej publikacji, akapit dalej flysiesta.pl zachwala uroki „przytulnego miasteczka” Trinidad. Wobec ogromu Oceanu Spokojnego jakieś tam ponad 70 tys. mieszkańców tego „miasteczka” to już naprawdę tylko detal…

1

Blog korzysta z gościnności serwisu tierralatina.pl.