Miny i kłamstwa Augusto Pinocheta

W ostatnich miesiącach nie było chyba tygodnia w którym Chilijczycy nie poznawaliby kolejnych kłamstw byłego dyktatora Augusto Pinocheta.

Pamiętam, gdy pierwszy raz – w 2002 roku – odwiedziłem Chile, kraj ten był wyraźnie podzielony na dwa niemal tej samej wielkości obozy: przeciwników i zwolenników generała. Wiele od tego czasu się jednak zmieniło. Tych ostatnich jest teraz znacznie mniej…

Nawet najbardziej radykalni prawicowi chilijscy politycy jak ognia obecnie unikają jakichkolwiek odwołań do pinochetowskiego rodowodu. I paradoksalnie nie chodzi tu o wstyd, czy żal wobec zbrodni wojskowego reżimu. Wielu nadal uważa, że było to „zło konieczne” w obliczu zagrożenia „lewacka rewolucją” w 1973 roku.

Trudno jednak znaleźć im wytłumaczenie w jaki sposób ten, którego uważali za narodowego bohatera i który zawsze powtarzał, że poświęcił wiele lat swego życia dla dobra kraju, zgromadził na zagranicznych kontach dziesiątki milionów dolarów. I na dodatek przez lata, wraz z całą swoją rodziną i współpracownikami nie płacił żadnych podatków…

Paradoksalny efekt tego jest taki, że Pinochet być może uniknie procesów związanych z ponad 5 tysiącami zabitych i zaginionych podczas jego rządów, ale raczej nie ucieknie przed karą za liczne przestępstwa podatkowo-skarbowe…

Jedyne co może go przed nią uratować to śmierć. Stan jego zdrowia jest bowiem taki, że dziadek Augusto może nawet nie doczekać swych 90-tych urodzin, 25 listopada. Znajomy Chilijczyk, gdy świętowaliśmy rozpoczęcie Nowego Roku w Santiago ostrzegał mnie: „Zobaczysz, w najbliższych miesiącach umrze niestety i Papież i Pinochet”. Pierwsza część jego przepowiedni już się sprawdziła. A znajomy wcale nie jest pinochetystą. Jak wielu jego rodaków obawia się jedynie, że śmierć sprawi, że nie będzie miał satysfakcji zobaczenia generała na ławie oskarżonych.

Perspektywa śmierci Pinocheta spędza też sen z oczu aktualnemu rządowi. Bo organizacja jego pogrzebu będzie nie lada problemem. Generał, jako były prezydent i dożywotni senator ma bowiem pełne prawo do honorowego pochówku. Ale jak zorganizować taką ceremonię wiedząc, że dziesiątki tysięcy osób będą na pewno protestować przeciw oddawaniu hołdu byłemu dyktatorowi?

I – przede wszystkim – gdzie go pochować?

Pinochetowie mają wprawdzie swój okazały, rodzinny grobowiec na Cemeterio General w Santiago, lecz jest raczej mało prawdopodobne aby spoczęło w nim ciało generała. Jest bowiem niemal pewne, że szybko doszłoby do jego zbeszczeszczenia. Nienawiść niektórych ludzi do generała jest bowiem większa od szacunku dla tej pięknej nekropolii, na której spoczywają w dodatku dziesiątki znanych ofiar pinochetowskich rządów. Nawet grób Salvadora Allende – lewicowego prezydenta obalonego przez Pinocheta, znajduje się w bardzo niewielkiej odległości od jego rodzinnego grobowca. A pomnik generała Carlosa Pratsa, byłego głównodowodzącego chilijskiej armii, który sprzeciwił się planowi przewrotu wojskowego i zmuszony został do ucieczki do Argentyny, gdzie i tak później został wraz z żoną zamordowany przez agentów tajnej chilijskiej policji politycznej DINA, jest zaledwie kilkadziesiąt metrów od niego…

Oficjalnie wciąż więc nie wiadomo jaki jest pomysł władz na pochowanie Augusto Pinocheta i uniknięcie skandalu ze niechybnym zniszczeniem jego grobu. Postawienie przed nim gwardii raczej nie wchodzi w rachubę, bo przecież odebrane zostałoby jako bezprecedensowy honor i tylko prowokowałoby antypinochetowskich ekstremistów.

Swego czasu przebąkiwano o możliwości wybudowanie nowego grobowca na terenie siedziby Fundacji Pinocheta. Plan spalił jednak na panewce, gdyż właściciel terenu nie tylko nie zgodził się na to aby Fundacja go od niego odkupiła, ale wręcz wymówił na początku tego roku umowę o najem.

Jak później przyznał nawet taki, czysto handlowy, związek z Pinochetem – a raczej tylko jego imieniem – szkodził mu w interesach… Jak widać definitywnie skończyły się czasy, gdy związki z rodziną generała były w Chile kluczem do sukcesu…

Nieoficjalnie mówi się teraz, że być może generał po prostu pochowany zostanie na terenie jednej ze swych wielu dobrze chronionych posesji… Zobaczymy.

Waracając do kłamstw i kłamstewek Pinocheta…

Jednym z ostatnich ujawnionych jest sprawa pól minowych na chilijskich granicach. Generał bowiem nie tylko trzymał w cuglach cały swój kraj, ale też pokłócił się ze wszystkimi jego sąsiadami, udzielając np. logistycznej pomocy Wielkiej Brytanii w wojnie z Argentyną o Falklandy/Malwiny. Pinochet groził też swego czasu wojną Boliwii, z którą Chile, z powodu ponad wiekowego konfliktu o dostęp do morza, do dziś dzień nie utrzymuje stosunków dyplomatycznych. Do wojny oczywiście nie doszlo, skończyło się na zaminowaniu znacznych obszarów strefy przygranicznej z tym krajem. Reżim Pinocheta nie robił z tego tajemnicy.

Oficjalnie widomo było, że na rozkaz generała, głównie wzdłuż drogi łączącej Arica z La Paz, zakopano 22 tysiące 988 min przeciwpiechotnych i przeciwpancernych. Czasy się na szczęście zmieniły i od ubiegłego roku miny te ostrożnie są usuwane. W ubiegłym tygodniu chilijski minister obrony Jaime Ravinet, wraz ze swym boliwijskim odpowiednikiem Gonzalo Mendezem, wspólnie celebrowali zakończenie pierwszego etapu deminażu, czyli zniszczenia 4 tys. 400 odkopanych śmiertelnych pułapek.

Uroczystość ta, celebrowana na 25-stopniowym mrozie, który o tej porze roku jest na andyjskim Altipiano czymś zupełnie normalnym na pewno nie była ostatnią w swym rodzaju. Ravinet ujawnił bowiem, że liczby podawane przez Pinocheta nie były prawdziwe. Z dokumentów odnalezionych niedawno w archiwach chilijskiej armii wynika bowiem, że na polach minowych wzdłuż granicy z Boliwią znajduje się co najmniej… 196 tys. 727 ładunków wybuchowych!

Chilijscy eksperci szacują, że usuwanie ich trwać będzie przynajmniej 30 najbliższych lat. A inne pola minowe, na szczęście dużo mniejsze, są też w pobliżu niektórych części granicy z Peru i Argentyną. To militarne szaleństwo Pinocheta pociągnęło już niestety za sobą wiele ofiar. Oficjalne statystyki mówią, że na granicznych polach minowych od 1997 roku, kiedy to oficjalnie je pozakładano, zginęły do tej pory 123 osoby – 75 chilijskich żołnierzy i 48 cywilów (27 Chilijczyków, 15 Peruwiańczyków i 6 Boliwijczyków). Ofiary cywilne to głównie mieszkający w strefie przygranicznej pasterze…

I pewnie na tym się nie skończy. 30 lat to kupa czasu…

2

Blog korzysta z gościnności serwisu tierralatina.pl.