Tag Archives | Boże Narodzenie

Notatka na marginesie

Wesołych Świąt!

Bombkę, jak widzicie, znalazłem. Zamiast karpia będzie langusta. W miejsce śniegu i nart, upał i nurkowanie. Palmy zastąpią choinkę, a klapki ocieplane buty…

Ale i tak smutno trochę. Wigilia, Boże Narodzenie, to jednak okres, w którym najbardziej mi tęskno. Za rodziną, bliskimi, nocnym spacerem po sopockim molu, przeszywającym zimnym wiatrem i zmarzniętym nosem…

Najlepszego! Wszystkim! Gdziekolwiek jesteście!

 

0

Wigilia, czyli chleb z szynką!

No i znów, jak chyba co roku tego dnia na obczyźnie, naszła mnie nostalgia. Jakbym nie wiem przed sobą samym to ukrywał, to jednak trochę ckni się do uginającego od potraw wigilijnego stołu, licznej rodziny wokół, zapachu choinki, śniegu za oknem, typowo świątecznych potraw i domowych ciast.

I nawet świadomość tego, że ponoć śniegu w Polsce obecnie brakuje, marnym jest dzisiaj pocieszeniem.

Pan de Jamon

Zamiast zupy grzybowej i pierogów na moim stole wyląduje dzisiaj pan de jamón.

Dla każdego Wenezuelczyka taki sam symbol Bożego Narodzenia jak dla nas karp. A może i większy, bo tutaj to wyznacznik nie tylko samych świąt, ale i całego wokół-świątecznego okresu. Już z początkiem Adwentu „szynkowe chleby”, bo tak to dosłownie można przetłumaczyć, pojawiają się w sklepach i piekarniach. Robi się też je w domu, rozdaje znajomym, częstuje, porównuje… Mówiąc krótko, w grudniu nie sposób przed nim uciec.

Co to dokładnie takiego? W ubiegłym roku porównałem pan de jamón do makowej strucli. Bo to też taki zawijas. Ale na formie podobieństwo się kończy. Bo to nie jest słodkie ciasto, ale chleb nadziany szynką, oliwkami i rodzynkami. Niektórzy dodają też podsmażany boczek, a nawet ser. Jest też odmiana w cieście francuskim. Bywają z dodatkiem migdałów, orzechów, czy kaparów…

To jedna z tych potraw, przy których każdy szanujący się kucharz/piekarz ma swój toque personal – jakiś detal, który sprawi że jego pan de jamón różnić się będzie od wypieków znajomych, czy konkurencji.

Pan de jamón, w takiej właśnie formie, to ponoć wymysł stricte wenezuelski. Bo choć kuchnia tego kraju składa się w dużej mierze z potraw przywiezionych tu przez europejskich emigrantów, to akurat to danie, wg kulinarnych kronikarzy powstało podobno w Caracas na samym początku minonego wieku. Za jego autora uważa się piekarza Gustavo Ramellę, który po raz pierwszy swych klientów uraczył nim w grudniu 1905 r.

Najwyraźniej zasmakowało, bo już rok później chleb nadziewany szynką serwowała też konkurencja. Aby się odróżniać, szybo zaczęto urozmaicać je różnymi dodatkami. I tak jest do dzisiaj…

Wesołych Świąt!

1
Obrazek

Świąteczne lenistwo…

Tak właśnie wygląda moja tegoroczna Wigilia. Żadnych porządków, lepienia pierogów, czy ubierania choinki. Po prostu tropikalny chill-out. Tylko tyle i aż tyle.

Pamiętam, gdy po raz pierwszy spędzałem Boże Narodzenie w Ameryce Południowej – a było to Santiago de Chile – uparłem się, żeby choć trochę było tak jak w Polsce. Znalazłem kiszoną kapustę, kupiłem suszone grzyby i przez pół dnia, po raz pierwszy w swoim życiu, wyrabiałem ciasto, szykowałem farsz, wałkowałem, kleiłem, gotowałem… I jeszcze kompot z suszonych owoców zrobiłem!

Teraz wspominam to jako jakiś masochistyczny koszmar. Bo stanie nad garem gotującej się wody, podczas gdy temperatura powietrza zbliża się do 40 stopni Celsjusza, naprawdę nie należy do przyjemności. I pierogi też później wcale tak nie smakują. Bo to nie jest danie na lato. Nie z kapustą i grzybami.

Może gdyby były z jagodami? No ale przecież wtedy nie byłoby to już tradycyjne świąteczne danie!

Dlatego teraz już się nie napinam. I staram się spędzać Boże Narodzenie, tak jak spędzają Latynosi. Czyli na relaksie i najlepiej poza miastem. Z lokalnymi świątecznymi daniami.

W Wenezueli to pan de jamón i hallaca. To pierwsze wygląda trochę jak nasza strucla z makiem. Ale tylko z wierzchu i bez lukru. Bo zawiniętym w środku nadzieniem są plastry szynki, rodzynki i oliwki. Z kolei hallaca to gotowana w liściu bananowca masa kukurydziana z mięsem, kaparami, rodzynkami i oliwkami.

I do tego wszystkiego koniecznie ensalada de gallina, czyli dosłownie sałatka z kury – w sumie trochę przypominająca naszą polską sałatkę, która – przynajmniej w moim rodzinnym domu (oczywiście bez kury), zawsze miała swoje miejsce na wigilijnym stole.

Wersja wenezuelska to gotowane i pokrojone w kostkę ziemniaki i marchewka, „postrzępione” mięso piersi kury, seler naciowy, jabłko, groszek i kolendra, wszystko wymieszane z majonezem, solą, pieprzem i doprawione czosnkiem.

Niemniej, choć bez wątpienia fajnie jest leżeć w hamaku i rozmyślać o jutrzejszym – już zaplanowanym – świątecznym i bynajmniej nie podlodowym nurkowaniu, to jednak – tak w głębi duszy – bardzo tęsknię za Wigilią ze śniegiem za oknem i rodzinnym, wielogodzinnym biesiadowaniem…

Rodzinnych, serdecznych i roześmianych Świąt Wam życzę! I wspaniałych prezentów!

3
Obrazek

Boże Narodzenie już w drodze!

 

Zielonych heroldów Bożego Narodzenie spotkałem dzisiaj niespodziewanie przed karakeńskim Beco, lokalnym odpowiednikiem Castoramy. Stali w perfekcyjnym rzędzie od najmniejszego do największego, dumnie prężąc syntetyczne igliwie.

I – bynajmniej – na choinkach świąteczna forpoczta się nie kończyła. Wewnątrz, z głośników sklepowego radiowęzła, sączyło się „White Christmas”, przerywane jedynie informacjami o promocji na bombki i łańcuchy światełek. Był też śnieg w spraju, sztuczne sople i przebrania Świętego Mikołaja. Wszystko oczywiście Made in China.

Ale praca małych chińskich rączek nie jest gwarancją niskiej ceny, nie w Wenezueli – za widoczną na zdjęciu sztuczną choinkę o wzroście 1,60, fakt że gęstą, trzeba wyłożyć prawie 4 tysiące boliwarów. Czyli znacznie więcej niż oficjalna, minimalna pensja.

Rękawic roboczych i maczety, po które do Beco przyjechałem, niestety nie było…

0

Moja południowa choinka

Wiem, że Święta się już skończyły. Ale świateczny nastrój i świąteczne lenistwo jeszcze na szczęście nie. Podzielić się z Wami opłatkiem nie mogę, więc przynajmniej podzielę się moją własną, tropikalną, południową choinką. I mimo że nie jest największa, ani tak naprawdę nawet nie jest nawet prawdziwą choinką, to napawa mnie dumą i jej widok bardzo mnie cieszy… 🙂

xmasst

Korzystam też z okazji, aby wszystkim stałym i przypadkowym czytelnikom życzyć wspaniałego roku 2009. Dużo zdrowia, miłości, szczęścia, życzliwości wokół, wyzwań, satysfakcji, radości, podróży, ciekawych spotkań i niezapomnianych chwil. No i też wielu pasjonujączch sporów i dyskusji na tym blogu, oraz – kto wie – może kolejnych osobistych spotkań na latynoskiej ziemi.

Dziękuję Wam, że jesteście. Bez Was to pisanie tutaj nie miałoby sensu.

22

O maior choinka do mundo!

Czy jest coś co łączy Amerykanów i Rosjan? Odnoszę wrażenie, że ich wspólną cechą jest głębokie przeświadczenie o wielkości ich Ojczyzn. I bynajmniej nie mam tylko na myśli wielkości geograficznej. Nie, Amerykanie i Rosjanie mają wprost do tej wielkości proporcjonalne poczucie pewnej wyższości i wyjątkowości. Amerykanin będzie m.in. twierdził, że jego demokracja jest najlepsza, że Made in USA jest gwarancją wyśmienitej jakości, że Ameryka ma najlepszą armię świata. I wszystkie te stwierdzenia są równie dyskusyjne co przeświadczenie Rosjan, że nadal są kluczowym globalnym graczem, że Putin to demokrata, rosyjska wódka jest najlepsza, a ich armii nikt nie pokona…

I jeśli na świecie jest ktoś kto może dorównać tej amerykańsko-rosyjskiej patriotycznej megalomanii, to chyba tylko Brazylijczycy. Oni także są przeświadczeni, że ich kraj jest pępkiem nie tylko Ameryki Łacińskiej, ale całego wręcz świata. A może nawet i Wszechświata, bo nie ma chyba innego państwa na świecie, w którym każda najwyższa jednostka podziału administracyjnego ma swój… oficjalny odpowiednik na nieboskłonie. I tak np. Rio de Janeiro to Mimosa, a Mato Grosso to Syriusz.

Cudzoziemiec w rozmowie z typowym Brazylijczykiem prawie zawsze wcześniej czy później zostanie skonfrontowany ze stwierdzeniami zawierającymi wyrażenie „o maior/melhor do mundo”. Największy/najlepszy na świecie…

Niektóre z nich są rzeczywiście bliskie prawdy. Bo nie da się ukryć, że brazylijska reprezentacja w piłce nożnej należy do najlepszych, że Pele jest uznawany za najlepszego gracza w historii (nie należy jednak tego powtarzać Argentyńczykom…), a Brazylijki są bez wątpienia cholernie seksowne… Gorzej jeśli usłyszymy że np. brazylijska pizza jest najlepsza, Rio to najwspanialsze miasto świata, Brahma to piwo nie mające sobie równych. I naprawdę nie ma wówczas co dyskutować i tłumaczyć, że Brahma to – mimo wszystko – piwne siki, czy że miasto w którym kilka milionów mieszka w slumsach nie jest aż tak fantastyczne… Bo i tak w końcu ponownie usłyszymy o maior/melhor do mundo

Kilka rzeczy jest jednak w Brazylii (tak jak w Rosji, czy USA) jak najbardziej, bezdyskusyjnie rekordowych. Należy do nich chociażby… świąteczna choinka w Rio de Janeiro. A dokładniej nie w samym mieście, ale w zatoce Rodrigo de Freitas. Bo jest to choinka pływająca. Przey wiele lat nosiła zresztą tytuł najwyższego pływającego drzewka, ale to Brazylijczykom nie wystarczało, nie było zbyt prestiżowe. Więc w ubiegłym roku ją zwiększyli. Urosła z 48 metrów do… 85. I teraz jest po prostu najwyższa. O maior arvore natal do mundo.

arborebradesco1

Choinka, a raczej – przy tej wysokości – choina, jest oczywiście sztuczna, niemniej robiąca spore wrażenie. Liczby jej dotyczące także. Świąteczne drzewko waży, bagatela, 530 ton, zdobią je 52 kilometry (tak, kilometry!) świetlnych girland z 2,9 milionami światełek oraz 1600 dodatkowych stroboskopów. I jakby tego było mało, u podstawy drzewka zainstalowano 4 ruchome reflektory o mocy 7000 watów każdy, które wytwarzają słupy światła o wysokości do 4 kilometrów. Brazylijska choina w swych obszernych czeluściach zawiera także skomputeryzowane wyrzutnie ogni sztucznych, których pokazami raczy mieszkańców i turystów w każdą sobotę wieczorem.

arborebradesco3

I choć choinka oświetlona jest tylko wieczorami (od 19:30 do 2:00, a w piątki i soboty do 3:00), to oczywiście jest strasznie energożerna. Zasila ją aż 5 generatorów o mocy niemal 1500 KVA. No ale nikt z ją podziwiających nie powinien mieć ekologicznych wyrzutów sumienia. Bradesco Seguros, ubezpieczeniowa firma która od 1996 roku dostarcza Rio de Janeiro tej świątecznej atrakcji zadbała w tym roku o to, aby choinka, mimo całego swego ogromu, była przyjazna środowisku.

Generatory więc pracują na biodieslu, a specjalne komputery nie tylko obliczają na bieżąco ilość wydzielanych przez nie spalin, ale nawet kalkulują ile CO2 wydychają wszyscy ciekawscy przychodzący oglądać drzewko i sobotnie pokazy fajerwerków. Gdy 6 stycznia mega-choinka zacznie być rozmontowywana, zostanie sporządzony ekologiczny bilans przedsięwzięcia i Bradesco sfinansuje odnowienie takiej powierzchni wykarczowanej Puszczy Amazońskiej, która – zadaniem ekspertów – zrekompensuje wyziewy generatorów i gapiów.

arborebradesco2

Oczywiście, jak przystało na coś co jest O maior do mundo, rekordowa choinka w Rio ma też swoją własną stronę internetową

PS. Pamiętacie? W Wielkanoc Brazylijczycy także byli rekordowi. No niemal…

11

Blog korzysta z gościnności serwisu tierralatina.pl.