Tag Archives | Chichiviriche de la Costa

Rekin pod choinkę

Niezły świąteczny prezent sprawiła nurkom zatoka w Chichiviriche de la Costa – oddalonej od kilkadziesiąt kilometrów od Caracas wiosce, w której – gdy jestem w wenezuelskiej stolicy – staram się w każdy weekend zmywać z siebie wielkomiejskie stresy.

A nie nudzi ci się tak? Co weekend nurkować w tym samym miejscu? – te pytania słyszałem już wielokrotnie. I choć, rzeczywiście, mam na koncie już kilkaset nurkowań w zatoce w „Chichi”, to odpowiedź na nie brzmi niezmiennie „nie”. Oczywiście, miło by było nurkować co weekend w innym miejscu. Ale nie przesadzajmy – przecież już sama możliwość nurkowania co tydzień w tropikalnych wodach jest nie lada luksusem.

Zwłaszcza, że „Chichi” lubi zaskakiwać. Jednego dnia może być krystaliczna woda o widoczności kilkudziesięciu metrów, innego zielona zupa, ale zaskakująca bogactwem życia. Tak jak wczoraj, gdy w zatoce pojawił się niespodziewanie rekin wielorybi:

 

Mnie niestety tym razem tam nie było, bom na zimowym Ojczyzny łonie, ale przyjaciele zadbali żebym choć chwilę zatęsknił za wenezuelskimi wodami. Bo jak tu nie tęsknić? Spójrzcie tylko na te zdjęcia:

Autorem filmiku i wszystkich zdjęć jest Walter de Luca.

P.S. Gdyby ktoś z Was, będąc w Wenezueli, chciał zanurkować, albo zrobić kurs, to – oczywiście – zapraszam. Kontakt jest w bocznej szpalcie.

0
Obrazek

Bożonarodzeniowy nur

Nurkowanie w Chichiviriche de la Costa

(fot: Marwan Al-Yordi)

Jak dzień święty święcić? Można, starym staropolskim zwyczajem, siedzieć przy stole, luzować pasa i planować w jaki sposób będzie się później zrzucać te nagle przybierane kilogramy. Można też na pas nawlec ołowiany balast i dać nura w zimne, grudniowe wody* Morza Karaibskiego. I tam pokontemplować w ciszy i skupieniu dzieło Stwórcy: żółwia wydającego się bawić z intruzami w ciuciubabkę, murenę złowrogo kłapiącą szczęką, czy ośmiornicę zostawiającą za sobą dymną zasłonę z atramentu. Można nawet pomodlić się w podwodnej kapliczce.

Ja wybrałem wczoraj tę drugą opcję. I wiecie co? Znacznie mi to ulżyło w tej świąteczno-ojczyźnianej nostalgii!

 

* kilka słów o zimniej, grudniowej wodzie w wenezuelskim morzu (raczej dla nurkujących)...

O tym, że wciąż mnie zadziwa jak dalece względna bywa percepcja temperatury, pisałem już na tym blogu wielokrotnie. Oto kolejny dowód:

26 grudnia, 44 metry głębokości i woda o temperaturze... 25 stopni!

26 grudnia, 44 metry głębokości i woda o temperaturze… 25 stopni!

Tymczasem w grudniu i styczniu lokalni nurkowie naprawdę marzną. Co zresztą widać na zdjęciu – połowa z naszej czwórki na na sobie suche skafandry! W sierpniu, wrześniu, gdy woda jest najcieplejsza, zdarza się że na tej głębokości temperatura przekracza 30 stopni.

0
Obrazek

Weekend pod wodą

Wprawdzie nie jest to tak modna ostatnimi czasy „samojebka”*, ale i tak się pochwalę…
18 metrów głębokości, zatoka Chichiviriche de la Costa, Wenezuela.
(unosi mnie X-Deep Stealth 2.0 polskiej produkcji!)

(fot. Marwan El Yordi)

* – zwana też z angielskiego „selfie”

0
Obrazek

Bo człowiek musi sobie czasem w ciszy pooddychać…

Zwłaszcza gdy przez cały tydzień manifestacje, zamieszki, kolejki, korki…

Nurkowanie to moja joga. Mało jest rzeczy/czynności, które równie mnie relaksują i odprężają. Czuję się tak, jakbym zostawiał na powierzchni wody wszystkie stresy, smutki i zmartwienia. I choć one tam niestety cierpliwie czekają, to jednak – mam wrażenie – że po wynurzeniu jest ich zawsze mniej…

0

Nurkowanie w LODOWATEJ wodzie, czyli o klimacie Wenezueli

W Wenezueli właśnie powoli zaczyna się lato. A to oznacza, że… robi się chłodniej.

Bo zima jest tutaj od lata cieplejsza.

Wiem. Brzmi niedorzecznie. Dlatego też dużo czasu minęło zanim w pełni przyswoiłem koncept wenezuelskiego lata i zimy, oraz różnic między nimi.

Okazało się, że temperatura nie ma tu nic do rzeczy. Chodzi wyłącznie o opady.

Zima to po prostu pora deszczowa, trwająca – mniej więcej – od maja do listopada. Lato to ta pozostała – bardziej sucha – część roku.

Bo z temperaturami jest w sumie podobnie jak w Polsce – choć Wenezuela leży  w Ameryce Południowej, to jednak w całości wciąż na tej samej co Europa, północnej półkuli. Nad równikiem. Czyli najcieplej jest w lipcu/sierpniu/wrześniu, a najzimniej w grudniu/styczniu/lutym. Z tą różnicą, że w Wenezueli panuje międzyzwrotnikowy klimat tropikalny, sprawiający że między lokalnym ciepłem i „zimnem” wielkiej różnicy nie ma. Przynajmniej nie dla Europejczyka.

W takim Caracas, które w dodatku położone jest w górskiej dolinie, blisko wysokości 1000 m n.p.m., różnice te są wyjątkowo umiarkowane – w najcieplejszym wrześniu średnia temperatura dobowa to 21,6 stopni Celsjusza. W najzimniejszym styczniu, ta średnia to 19,2.

Ale Wenezuelczycy te zmiany czują. I to bardzo! Gdy w grudniu do Caracas przychodzi klimatyczny Pacheco (lokalna odmiana Dziadka Mroza), to wiele osób wyciąga z szaf polary, swetry, a nawet czapki, rękawiczki i puchowe kamizelki. I gdy czasem się zdarzy (a zdarza się to wyłącznie wieczorem/nocą), że temperatura spadnie poniżej – najwyraźniej głównie psychologicznej – bariery 20 stopni, wszyscy ciepło się ubierają i zbiorowo narzekają na ziąb. Są nawet tacy co w polarowe ubranka wbijają swych czworonogich przyjaciół. Bo jeszcze się pies w tych 19 stopniach powyżej zera przeziębi, i co wtedy będzie?

Pewnie dlatego przerwa świąteczno-noworoczna jest tak tu popularna – miasta się wtedy wyludniają i wydawać się może, że większość mieszkańców kraju, stojąc w wielogodzinnych i wielokilometrowych korkach, uderza nad morze. Bo na plażach ciepło jest jednak zawsze.

Powietrze jest ciepłe, ale woda zimna. LODOWATA.

Chichiviriche

Wczorajszy widok na zatokę w Chichiviriche. Wieje chłodem, prawda? 🙂

To właśnie usłyszałem wczoraj od znajomego płetwonurka we wspominanym już tu przeze mnie wielokrotnie Chichiviriche de la Costa. Widząc jak zbieram się do wejścia pod wodę w mojej piance o grubości 3/2 mm ostrzegł mnie, że strasznie zmarznę.

Bo woda jest – jak powiedział – lodowata-.
Ile woda miała gdy rano nurkowałeś?– zapytałem na wszelki wypadek.
Tylko 22 stopnie!– odpowiedział z prawdziwym przejęciem w głosie. –A José i Marwan, mieli wczoraj, na 60 m głębokości, 18 stopni!– dodał z mieszanką przerażenia i admiracji.

Nawet nie chciałem mówić, że gdy – ponad 10 lat temu – zaczynałem przygodę z nurkowaniem we francuskim, alpejskim jeziorze, to poniżej termokliny, czyli już na głębokości ok. 8 metrów, temperatura miała maksymalnie 15 stopni. Ani wspominać o temperaturze w Bałtyku. A już na pewno nie o nurkowaniach podlodowych…

Dla bardzo wielu Wenezuelczyków to totalna, raczej niewyobrażalna, abstrakcja.

No to co? Idziemy marznąć w lodowatej wodzie? ;)

No to co? Idziemy marznąć w lodowatej wodzie? 😉

0
Obrazek

Sylwestrowe skrzydlice, czyli pożegnanie z 2013.

Tak, całkiem niewinnie, wyglądają, będące drapieżną zmorą basenu Morza Karaibskiego, skrzydlice ogniste. Oczywiście już po odcięciu tych ich charakterystycznych, jadowitych kolców.

Zdjęcie zrobiłem dzisiaj wieczorem w Chichiviriche de la Costa – nurkowej Mekce płetwonurków z Caracas: zaledwie 65 km od centrum wenezuelskiej stolicy znajduje się zatoka z ciekawą ścianką, rafą i bardzo bogatą – jak na tę część wenezuelskiego wybrzeża – morską fauną.

Skrzydlic, niestety, też jest dużo.

Te ze zdjęcia zamienione zostały chwile później w pyszne ceviche, czyli charakterystyczną zwłaszcza dla pacyficznego wybrzeża Ameryki Łacińskiej formę marynaty. Przygotowywuje się ją bardzo prosto: ofiletowaną, surową rybę tniemy na mniejsze kawałki, dodajemy cebulę i wszystko zalewamy sokiem z limonki (może być też cytryna, a nawet kwaśne pomarańcze). Doprawiamy do smaku ostrą papryką, często też kolendrą, solą, oraz innym składnikami w zależności od regionu i inwencji przyrządzającego (np. w Meksyku często dodaje się też awokado i korzeń kłębiana). Już po kilku/kilkunastu minutach danie można jeść.

Ryba, oczywiście, musi być bardzo świeża – najlepiej prosto z wody. Można tez użyć owoców morza. Ja np. dam się pokroić za dobre ceviche de camarones i de pulpo. Czyli z krewetek i ośmiornic.

Więcej zdjęć z sylwestrowej plaży na moim Instagramie.

A ponieważ w Polsce już zaczął się 2014, nie pozostaje mi nic innego, jak życzyć wszystkim czytelnikom, stałym i przypadkowym, aby ten Nowy okazał się lepszy niż odchodzący.

Zdrowia, spełnienia, miłości, życzliwości i uśmiechów wokół, ciekawych spotkań i podróży.

Bo czy czegoś więcej trzeba?

0

Blog korzysta z gościnności serwisu tierralatina.pl.