Tag Archives | dziennikarstwo

Odnośnik

Wenezuelska masakra piłą mechaniczną

Oj dostało mi się za tytuł reportażu, który wczoraj ukazał się na łamach Gazety Wyborczej. Krytyczne komentarze, kilka oburzonych maili. Wszystkie w podobnym tonie:

Czy autor uważa, że tytuł artykułu o śmierci i poćwiartowaniu zwłok 28 osób jest odpowiedni?

Szczerze? Wcale tak nie uważam. Wydaje mi się wręcz, że żaden tytuł nie jest odpowiedni, aby nazwać brutalne, zbiorowe morderstwo, połączone z bezczeszczeniem zwłok. Jak można nazywać coś, co nigdy nie powinno się zdarzyć? Coś, tak po ludzku, po prostu nienazywalnego?

Niemniej ten tytuł nie miał u mnie żadnej konkurencji i – co bardzo rzadko mi się zdarza – wiedziałem, że tekst ten tak właśnie nazwę, jeszcze zanim go napisałem. Już tam na miejscu, w Tumeremo, po kilku rozmowach, a zwłaszcza po zobaczeniu kilku filmików, które przesyłają sobie na komórki poszukiwacze złota i ich rodziny, nie miałem najmniejszej wątpliwości, że historia, którą napiszę tak musi nazywać.

TheTexasChainSawMassacreTen tytuł to, oczywiście, nawiązanie do „Teksańskiej masakry piłą mechaniczną” – klasyki filmu z gatunku gore, uważanego za jeden z najlepszych, najbardziej kultowych horrorów w historii kina. Problem w tym, że to co wydarzyło się na drodze do kopalni Aurora w pobliżu Tumeremo było właśnie horrorem. Rzeczywistość dogoniła tam, czy wręcz nawet przegoniła, chorą filmową fikcję. Niestety.

Poszukiwacze złota z Tumeremo tych filmików mają wiele. I nikt nie był mi w stanie powiedzieć, które z tych co widziałem (i które, tak szczerze mówiąc, jak najszybciej chciałbym „odwidzieć”, wymazać z pamięci) było nagraniem z tego ostatniego, masowego mordu, a które były z wcześniejszych. Bo takie rzeczy zdarzają się tam od lat. Wszyscy o tym wiedzą, ale dotychczas się nie skarżyli. Nie mieli komu. Policjanci i wojsko albo są kupieni, albo boją się tak samo jak górnicy. Albo jedno i drugie.

Masakra. Piłą mechaniczną właśnie. Nie sądzę, aby nazywanie rzeczy po imieniu było tu czymś niewłaściwym, czy uwłaczającym pamięci zabitych.

0

Anja Niedringhaus (1965-2014)

 

Anja Niedringhaus

Najpierw był tytuł: „Utytułowana fotoreporterka zastrzelona w Afganistanie”. Gdy zobaczyłem go dzisiaj rano, tuż po wstaniu z łóżka, na ekranie telefonu, pomyślałem sobie natychmiast: –Boże, mam nadzieję, że to nie Anja.– Ale telefon natychmiast odłożyłem, nie sprawdzając dalszej części wiadomości. Tak jakby to mogło cokolwiek zmienić…

Gdy po kilkunastu minutach zdecydowałem się wziąć go ponownie do ręki, wiedziałem że znajdę tam Jej nazwisko. Nie dalej jak przedwczoraj oglądałem przecież, jak zwykle świetne, zdjęcia z Kabulu, które wrzuciła na Facebooka. I choć Afganistan szykuje się do wyborów prezydenckich, przeżywają z tej okazji chwilowy najazd zagranicznych korespondentów, to ile tam może być teraz kobiet-fotoreporterek? W dodatku „utytułowanych”?

Poznałem ją jakieś 8 lat temu, jeszcze w Genewie, w Pałacu Narodów, europejskiej siedzibie ONZ. „Cześć, jestem Anja, pracuję dla AP.” – tak pewnie się przedstawiła. Bo przez dobrych kilka tygodni, a może i nawet miesięcy była dla mnie po prostu zawsze uśmiechniętą Anją, jedyną kobietą w męskim środowisku fotoreporterów. Dopiero po jakimś czasie kolega – dziennikarz z AP mnie uświadomił: „Ale ty wiesz kto to jest? To właśnie Anja Niedringhaus, która dopiero co dostała Pulitzera za swe zdjęcia z Iraku!”.

Anja nigdy nie gwiazdorzyła. Zawsze miała czas dla innych, zawsze gotowa do pomocy. Gdy kiedyś na jakiejś konferencji prasowej padły mi baterie w lampie błyskowej, natychmiast bez słowa, podsunęła mi swój zapasowy komplet akumulatorków. A gdy przy jakiejś okazji napomknąłem, że AP onegdaj mi nie zapłaciło za jakieś zdjęcia, następnego dnia przyszła i powiedziała, że już skontaktowała się z europejską fotocentralą tej agencji we Frankfurcie i przypomniała im o zaległościach.

To zdjęcie z Sarajewa Anja uważała za jedno z swoich najlepszych.

To zdjęcie z Sarajewa Anja uważała za jedno z swoich najlepszych.

Była jednym z najbardziej wszechstronnych fotografów jakich znam – przywoziła fantastyczne zdjęcia z wojen i regionów dotkniętych katastrofami, ale też robiła świetne zdjęcia na piłkarskim Euro w Polsce i na ostatnich letnich Igrzyskach w Londynie. A jak było trzeba fotografowała z nami w Genewie „gadające głowy” polityków i dyplomatów. Dostała Pulitzera za wojnę, a w ubiegłym roku była jurorem zdjęć sportowych na World Press Photo.

Dzisiaj zastrzelił ją oficer afgańskiej policji na checkpoincie w okolicach Khost, 150 km na południe od Kabulu…

Chciałbym napisać coś więcej, ale nie potrafię. Brak mi słów.

1

To nie ja zabiłem!

Choć wyobraźnie mam chyba całkiem niezłą, to jednak nie przypuszczałem – przyjmując pod koniec czerwca misję koordynowania poszukiwań Jarka Frąckiewicza i Celiny Mróz, trójmiejskich kajajarzy, którzy zaginęli, i jak się niestety okazało zginęli nad peruwiańskim Ukajali – że kilka tygodni później będę musiał się tłumaczyć, że to bynajmniej nie ja jestem zamieszany w ich tragiczną śmierć.

Continue Reading →

3
Obrazek

Lech Kaczyński jak Elvis Presley?

To w sumie dobrze, że wyznawcy spiskowych teorii dziejów i partii Jarosława Kaczyńskiego, raczej słuchają Radia Maryja niż czytają hiszpańskojęzyczne media. Bo dzisiejsza depesza agencji EFE mogłaby chyba, niektórych, doprowadzić co najmniej do palipitacji serca.

Otóż, zdaniem hiszpańskich dziennikarzy, obecny wczoraj w Rzymie, na uroczystości beatyfikacyjnej Jana Pawła II, „prezydent Polski Lech Kaczyński” wyraził swą satysfakcję ze śmierci Osamy bin Ladena…

A może, rzeczywiście, o czymś nie wiemy? Elvis też, zdaniem wielu, wciąż gdzieś żyje…

0
Film

Dziennik wojenny

„Diary” to zrobiony w ubiegłym roku, bardzo osobisty film Tima Hetheringtona, wybitnego brytyjskiego fotografa, głównie wojennego, wielokrotnie nagradzanego prestiżowymi fotoreporterskimi nagrodami. Jego inny film, Restrepo, dokument o wojnie w Afganistanie, był w ubiegłym roku mianowany do Oscara.

Tim Hetherington zginął dzisiaj w libijskiej Misracie. Miał 41 lat.

0

Blog korzysta z gościnności serwisu tierralatina.pl.