Tag Archives | książki

Biografia Socratesa. Brazylijskiego.

„Doktor Socrates – piłkarz, filozof, legenda”

To nie lada gratka dla fanów brazylijskiej piłki nożnej i Brazylii generalnie – ukazała się właśnie biografia Socratesa. Oczywiście chodzi tu nie o greckiego myśliciela, ale jego – zmarłego w 2011 roku – południowoamerykańskiego imiennika, który uważany jest za jednego ze 100. najwybitniejszych piłkarzy w historii światowego futbolu.

Wybitnego piłkarza, ale też wyjątkowego człowieka, erudytę. Niektórzy mówią, że także filozofa.

Zacznijmy od tego, że to nie przez przypadek Socrates nazywany był przez Brazylijczyków „Doktorem”. On nim naprawdę był. Kariera zawodowego piłkarza nie przeszkodziła mu w ukończeniu studiów medycznych. Ba, on też z tej medycyny, w przerwach między meczami i treningami, zdołał się też doktoryzować. I nie był to, bynajmniej, dyplom zdobyty dla szpanu, samosatysfakcji, czy powieszenia na ścianie.

Doktor Sócrates Brasileiro Sampaio de Souza Vieira de Oliveira, bo tak brzmiało jego pełne imię i nazwisko, podczas całej swej piłkarskiej kariery medycyną praktykował, pomagając m.in. kolegom z murawy wychodzić z kontuzji i nieraz wyręczając klubowego, czy reprezentacyjnego medyka. A po zakończeniu kariery otworzył specjalizującą się w medycynie sportowej przychodnię w Ribeirão Preto.

Doktor Socrates

Najważniejszym klubem w jego piłkarskiej karierze było, bez wątpienia, SC Corinthians z São Paulo, w którego barwach rozegrał 298 meczy, strzelając w ich trakcie 172 bramki. Co jak na zawodnika nie grającego w ataku (Socrates był ofensywnym pomocnikiem) jest wynikiem zdecydowanie ponadprzeciętnym.

Ale Socrates nie tylko grał i leczył. On był też politykiem. W swym klubie współtworzył ruch „Democracia Corintiana”, który doprowadził do tego, że był on zarządzany w sposób w pełni demokratyczny, poprzez głosowania, w których głos prezesa, czy najpopularniejszego piłkarza, liczył się tak samo jak ten oddany przez masażystę, sprzątaczkę, czy kasjerkę. A wszystko to działo się w okresie, w którym Brazylia była całkiem ponurą, wojskową dyktaturą.

Mimo to Socrates i jego koledzy wybiegali na murawę w koszulkach z drażniącymi mundurowych napisami w stylu „Demokracja”, albo „Wolne wybory”.

Był też jedną z najbardziej rozpoznawalnych twarzy ruchu „Directas Ya”, domagających się przywrócenia bezpośredniej elekcji prezydenta kraju.

Ale to aktywne domaganie się wolnego dostępu do urn nie przeszkadzało mu – równocześnie – głoszenia wszem i wobec, że jeszcze lepsze od prezydenckich wyborów byłoby… przywrócenie w Brazylii monarchii konstytucyjnej.

Ten wyjątkowy piłkarz, a właściwie należałoby powiedzieć wyjątkowy człowiek, grał też, oczywście, w brazylijskiej reprezentacji. Robił to przez aż siedem lat, w tym większość jako jej kapitan.

To on np. przewodził Seleção na hiszpańskim Mundialu w 1982 roku, kiedy to Brazylijczycy z m.in. też Zico i Falcão, choć nie udało im się wyjść z fazy grupowej, uznani zostali za najpiękniej grającą drużynę.

Cztery lata później, w Meksyku, to właśnie Brazylia Socratesa wyeliminowała Polskę w jednej-ósmej finału bezapelacyjnym 4:0, a on sam, w karnym, pokonał Józefa Młynarczyka strzelając z miejsca, bez żadnego rozbiegu.

Bycie sportowcem i lekarzem nie oznaczało jednak, że Socrates prowadził zdrowy tryb życia. Znany był m.in. z tego, że nerwowo palił papierosy w przerwach rozgrywanych meczy, a zwycięstwa i porażki obficie oblewał alkoholem. Bardzo obficie. Tak bardzo, że nabawił się marskości wątroby, która znacznie przyczyniła się do jego przedwczesnej śmierci, w wieku 57 lat, oficjalnie z powodu zatrucia pokarmowego.

Wyjątkową historię brazylijskiego Socratesa opisał właśnie Andrew Downie, Szkocki dziennikarz mieszkający od kilkunastu lat w Brazylii, gdzie głównie zajmuje się sportem i wokółsportowymi sprawami.

Doctor Socrates: Footballer, Philosopher, Legend” to owoc setek godzin rozmów z piłkarskim kompanami futbolisty, z jego krytykami, współpracownikami, czy politycznymi oponentami.

Downie swoją mrówczą pracą zyskał m.in. zaufanie najbliższej rodziny nieżyjącego piłkarza, która udostępniła mu jego, nigdy wcześniej nie publikowane, dzienniki.

Efekt jest pasjonujący. Ja sam, choć piłka nożna mogłaby dla mnie, na dobrą sprawę, w ogóle nie istnieć, nie mogłem się od niej oderwać. Bo to nie jest futbolowa historia. To opowieść o bardzo ciekawym i niezwykle intensywnym życiu wyjątkowego człowieka, który nigdy zawsze bezkompromisowo bronił swych ideałów. Z piłką nożną i Brazylią w tle.

Książka do kupienia, między innymi, w brytyjskim Amazonie. W amerykańskim też.

Zdecydowanie polecam!

 

0

Jerzy Surdel: Góry. Ludzie. Kontynenty.

Nowa książka: Jerzy Surdel – „Góry, ludzie, kontynenty. W obiektywie ekstremalnej kamery.” Wydawnictwo Annapurna.

Jerzy Surdel

 Tom 1 jest ponoć od dzisiaj w księgarniach. Wydawca napisał o niej tak:

Początki polskiej telewizji, pionierskie ekspedycje w egzotyczne strony świata, himalajskie wyprawy oraz filmowe fascynacje kinem górskim – to wszystko można znaleźć w książce Jerzego Surdela. Autor już od lat siedemdziesiątych zaliczany jest do światowej czołówki reżyserów parających się kinem ekstremalnym.
Lektura napisanej z niezwykłą szczerością książki pozwala lepiej zrozumieć, jak rodził się i dojrzewał talent autora w siermiężnej rzeczywistości PRL-u. Dowiemy się, jak to się stało, że realizator licznych spektakli Teatru Telewizji został wybrany do ekipy BBC filmującej głośną wyprawę na Everest w 1971 roku. Poznamy też jego opinię na temat śmierci Staszka Latałły na Lhotse, która rzuca nowe światło na ocenę ówczesnych wydarzeń.
Krótko mówiąc – burzliwe i pasjonujące życie jednej z ważniejszych postaci środowiska górskiego ukazane w rozmowie z dziennikarzem „Gór” Andrzejem Mirkiem.
Jerzy Surdel jest postacią wyjątkową w polskim i międzynarodowym światku górskim. Tak się złożyło, że wielokrotnie uczestniczył w pionierskich przedsięwzięciach, a niekiedy był w samym oku cyklonu rozgrywających się dramatycznych zdarzeń. Brał udział między innymi w jednym z pierwszych polskich wyjazdów powojennych w Alpy w 1956 roku, uczestniczył w zakończonej spektakularnym sukcesem pierwszej polskiej wyprawie do Etiopii, gdzie stanął na szczycie niezdobytej od wielu wieków Amby Wahni, był pierwszym Polakiem, który stanął u stóp Everestu i miał realne szanse stanąć na jego wierzchołku, brał udział w wyprawie na Lhotse, w trakcie której zginął cieszący się wówczas sporą popularnością Stanisław Latałło.
Ale ścieżka górskich dokonań i doświadczeń to tylko cześć zawartych tu wspomnień. Równie ważne były dla naszego bohatera filmy, kręcone w trakcie tych górskich eskapad, których najczęściej był reżyserem. Bo świat filmu i telewizji to zawodowe życie naszego bohatera, któremu poświęcił całe dorosłe życie. Dzięki bogatym doświadczeniom i pionierskiemu podejściu do tematu powstawały cieszące się ogromnym uznaniem filmy górskie, takie jak „Odwrót” czy cykl filmów reporterskich z wyprawy na Lhotse w 1974 roku.
Będziemy mieli szansę poznać bliżej kulisy zarówno górskich wypraw, jak i zajrzeć w warsztat filmowy naszego bohatera. Autor nie ogranicza się do suchej relacji z opisywanych historycznych już dziś wydarzeń, ale też często wzbogaca narrację o barwne wątki, które nie przeniknęły do powszechnego obiegu informacyjnego. Pozwala to pełniej zrozumieć opisywane fakty, lub mieć szersze na ten temat zdanie. Autor nie stroni też od wątków osobistych, dzięki czemu możemy poznać jego ciepłe relacje z kobietami jego życia.
Warto też podkreślić bogatą szatę graficzną tej książki, opartą na archiwalnych zdjęciach samego autora, lub jego najbliższego otoczenia. Pozwala to w pełni zanurzyć się w miniony już świat niełatwych, acz pasjonujących zdarzeń i czasów.

Ja dodam tylko, że książkę miałem okazję już przeczytać. I choć była to wstępna, nie do końca zredagowana wersja, to czytało się ją naprawdę świetnie, wciągnęła.

Oczywiście, jestem w tym przypadku wyjątkowo nieobiektywnym recenzentem. Zwłaszcza że, choć najczęściej staram się przed sobą do tego nie przyznawać, zawsze głodny jestem informacji o ojcu, którego – tak na dobrą sprawę – znam bardzo słabo. I książka ta, rzeczywiście, przyniosła wiele nowych informacji, nieznanych mi wcześniej faktów, z wyjątkowo pasjonującego życia jakie, bez wątpienia, miał (ma) Jerzy Surdel.

Ale, na szczęście, to nie tylko książka o Surdelu. Także o czasach tatrzańskich pionierów, pierwszych wielkich wypraw w Himalaje, w miejsca niedotknięte wcześniej stopą białego człowieka, o początkach telewizji w Polsce.

Reasumując: warto – dla siebie, lub na prezent, pod choinkę.

0

Blog korzysta z gościnności serwisu tierralatina.pl.