Tag Archives | Nicolás Maduro

Oficjalny Kult Chaveza, czyli Rewolucja jako religia

W Wenezueli dzisiaj manifestacje. W chyba wszystkich dużych miastach na ulicach tłumy domagające się od Narodowej Rady Wyborczej jak najszybszej organizacji referendum w sprawie, przewidzianego w Konstytucji (szczęściarze!), przedterminowego zakończenia mandatu prezydenta Nicolasa Maduro.

O protestach dowiedzieć się można z internetowych serwisów informacyjnych, z – szalenie w Wenezueli popularnego – twittera, czy nawet z niektórych prywatnych stacji telewizyjnych. Ale już nie z publicznego kanału VTV, który już dawno osiągnął mistrzostwo świata w kreowaniu wirtualnej rzeczywistości.

Ja o opozycyjnych manifestacjach dowiedziałem się z autopsji, w mieście, bo dziś rano musiałem zostawić samochód w warsztacie, na okresowy przegląd, skąd planowałem wrócić komunikacją publiczną. Skończyło się na 7-kilometrowym spacerze przez Caracas. Bo gdy dotarłem do Nuevo Circo, czyli najbliższej warsztatowi stacji metra, ze zdumieniem odkryłem, że była zamknięta. Jakiś remont? – wtedy jeszcze pomyślałem. Dopiero gdy następna była równie zamknięta i kolejna, na innej linii, także, zacząłem podejrzewać, że ta niespodziewana niedostępność metra jest jednak polityczna, a nie techniczna.

Przy stacji Bellas Artes, także – jak na poprzednich – z wejściem pod ziemię zamkniętym opuszczną kratą, nie miałem już wątpliwości. Bo tam tłumek wściekłych ludzi napierał na kilku strzegących tej kraty policjantów, wyzywając ich od „bezmyślnych sługusów reżimu”, a sam reżim od „skorumpowanych tchórzy”…

O co chodzi? Otóż jest to juz niemal standardowa procedura wenezuelskiej, rewolucyjnej władzy – gdy opozycja wzywa do manifestowania zamyka się całkowicie, bądź częściowo metro, a niektóre autobusowe linie puszcza się innymi trasami. Wszystko po to aby maksymalnie utrudnić ludziom dotarcie w miejsce protestu. Dzisiaj, dodatkowo, Boliwariańska Gwardia Narodowa kontrolowała także wszystkie jadące w kierunku stolicy międzymiastowe i podmiejskie autokary. I wszyscy ci, przy których znaleziono jakiekolwiek symbole opozycyjnych partii byli z tych środków transportu wysadzani na stołecznych rogatkach. –Chcecie do Caracas? To idźcie sobie na piechotę!– mówiono im.

Ale ja w sumie nie o opozycyjnej manifestacji chciałem tu pisać. Tylko o wirtualnej rzeczywistości państwowego kanału telewizji. Bo gdy, po parogodzinnym spacerze i po pokonaniu kilku policyjnych kordonów, dotarłem w końcu do zaprzyjaźnionego sklepu nurkowego, w którym od kilkunastu dni regularnie, popołudniami, korzystam z w miarę stabilnego łącza internetowego, włączyłem też telewizję aby zerknąć jaka jest sytuacja w mieście.

Na Globovisión, mimo że już dawno nie jest kanał sympatyzujący z opozycją, pokazywano akurat jak policja brutalnie rozpędza starsze osoby i jak wyłapuje z protestującego tłumu ludzi z transparentami. A na VTV? Tam właśnie prezydent Maduro zapewniał, że w Wenezueli nigdy nie będzie referendum odwoławczego skierowanego przeciw jego osobie. –Nie będzie go ani w tym roku, ani w przyszłym, ani w 2020. Nie będzie go dlatego, że lud mnie kocha!– naprawdę tak mówił.

Ale to nie wszystko. Najlepsze było po wystąpieniu Maduro. Wtedy bowiem prezentator zapowiedział uroczystym, mszalnym niemal głosem, coś w rodzaju: „W dniu takim jak dziś pamiętać musimy bardziej niż kiedykolwiek o naszym Ojcu, o Ojcu naszej niepodległości, o Ojcu Boliwariańskiej Rewolucji, o Ojcu który mieszka w każdym wenezuelskim sercu„.

I natychmiast potem wyemitowano to:

Dla tych, którzy nie rozumieją hiszpańskiego, służę tłumaczeniem:

Wierzę w Cháveza: Ojca, stwórcę przyszłości!
Syna ludu Bolivara, Manueli i Zamory.
Obrońcę i budowniczego socjalistycznej Ojczyzny.
Wierzę w Cháveza, jako Chrystusa ubogich.
Wojownika miłości.
W jego święte słowo, które leczy najbiedniejszych.
Wierzę w Cháveza i cud naszej Wielkiej Ojczyzny.
Za swoje poświęcenie, dziś jest wiatrem stepowym,
Naszym wiecznym obrońcą.

Przyznaję, że oniemiałem. Do wielu rzeczy Wenezuela mnie przyzwyczaiła i niewiele może mnie tu jeszcze zaskoczyć. Ale to Wierzę w Cháveza mnie jednak wmurowało. I nie dlatego, że kult jednostki, że modlitwa… To wszystko już było. Nawet sam tekst tej modlitwy był w sumie mi znany, bo jest po prostu krótszą wersją rewolucyjnego credo, o którym pisałem tu już trzy lata temu.

Różnica polega na tym, że wtedy, oraz gdy przedstawiano modlitwę „Chavezie nasz”, próbowano zachować pozory tego, że są to oddolne, spontaniczne i ludowe wyrazy uwielbienia wobec nieżyjącego rewolucyjnego przywódcy. Tymczasem teraz to już propaganda bez mydła, z oficjalnego rządowego kanału, nie raz, nie dwa, tylko – jak powiedzieli mi znajomi regularnie zerkający na VTV – regularne, kilka razy dziennie, namawianie do modlenia się do Hugo Cháveza. Nowa religia. Rządowy kult Chaveza.

Trochę to jednak przerażające, prawda?

2

Maduro puścił focha?

Wenezuelski prezydent wciąż nie może przetrawić niedzielnej wygranej opozycji w wyborach parlamentarnych. Od poniedziałku jeździ po kraju, organizuje wiece, co rusz pojawia się w radiach i telewizjach.

prezydent Wenezueli, Nicolas Maduro.

prezydent Wenezueli, Nicolas Maduro.

Do tej pory ton był raczej dramatyczny – Nicolas Maduro albo straszył, że opozycja „wszystko zabierze” (osobiście, tak jak pewnie większość Wenezuelczyków, mam nadzieję, że jak już zaczną zabierać, to zaczną od tych najbardziej widocznych zdobyczy boliwariańskiej rewolucji, czyli np. kolejek i problemów z zaopoatrzeniem, oraz inflacji. Przydałoby się też „zabranie” bandytyzmu, ale z tym – zdaję sobię sprawę – będzie niestety znacznie trudniej.), albo obiecywał (jeszcze bardziej strasząc), że się nie podda, Rewolucji nie odda, a – przeciwinie – będzie ją pogłębiał i radykalizował.

Dzisiaj jednak w głosie wenezuelskiego prezydenta zabrzmiało coś innego. Nie było agresji. Pojawił się natomiast smutek, zawiedzenie i żal. Obrażenie wręcz…

Zaraz, zaraz. Czyżby Nicolas Maduro, jak odrzucona nastolatka, puścił klasycznego focha?

Sami oceńcie:

Wojna gospodarcza, której jesteśmy ofiarą skłoniła część populacji do głosu przeciw nim samym. Mówię to wprost, moi kochani bracia, mówię to prosto z mojego robotniczego serca, serca które zawsze było lojalne wobec naszego komendanta Cháveza. Ja nawet rozumiem ten głos, rozumiem, ale to był błąd. Zagłosowaliście przeciw samym sobie. Bo wygrali źli ludzie. Oni już zapowiadają, że będą przyjmować ustawy przeciw władzy ludowej. A przecież ja tyle wam dałem w ostatnich tygodniach. Przekazywałem ludziom taksówki, mieszkania, komputery dla dzieci. Tyle dostaliście i tak zagłosowaliście?

W tej sytuacji nie wiem co będzie w przyszłym roku. Ja na przykład myślałem, że uda się nam wybudować pół miliona nowych mieszkać. Teraz w to wątpię. Ale nie dlatego, że nie da się ich wybudować. Ja mogę to oczywiście zrobić, ale przecież prosiłem was o poparcie, a wy mi go nie daliście!

Co najgorsze widziałem nagrania, że ludzie którzy dostali od nas mieszkania, którzy wcześniej nigdy nie mieli dachu nad głową, śpiewali i tańczyli ciesząc się z wygranej opozycji. Pomyślałem sobie wtedy – jacy to egoiści!

No rzeczywiście, jak oni mogli? Niewdzięcznicy!

0

Historia II wojny światowej. Wersja wenezuelska.

Prezydent Wenezueli, Nicolás Maduro, jest już w Moskwie. Po raz trzeci w tym roku. Tym razem poleciał uczcić wraz z Putinem Dzień Zwycięstwa i obejrzeć, przewidzianą na sobotę, defiladę na Placu Czerwonym, która – jeśli wierzyć komunikatowi wenezuelskigo Ministerstwa Władzy Ludowej ds. Komunikacji i Informacji –  ma być „największym wydarzeniem w nowoczesnej historii Rosji”.

Wenezuelski prezydent, przemawiając na moskiewskim lotnisku, nie szczędził komplementów ani Rosji, ani jej gospodarzowi:

Przyjechaliśmy tu w imieniu wielkiej boliwariańskiej ojczyzny, przyjechaliśmy aby przekazać naszą historyczną wdzięczność wielkiemu, rosyjskiemu państwu, za liczące już 70 lat wspaniałe zwycięstwo Armii Czerwonej i ludu sowieckiego.
Powód tej celebracji nie jest byle jaki. Wydaje mi się, że te ostatnie 70 lat powinno nam uświadomić, że choć nazi-faszyzm został wówczas, w swym najgorszym wcieleniu, zwyciężony, to jednak wciąż jest żywy. Bo są przecież teraz groźby wobec Rosji, także ze strony grup, które rewindykują hitlerowską rzeź i całe to szaleństwo ówczesnej epoki. Wciąż czekają więc nas wielkie batalie. Wciąż musimy walczyć z kolonializmem, imperializmem i wszystkimi formami dominacji.
Także w Wenezueli byliśmy niedawno świadkami ponownego wykwitu neofaszyzmu wspieranego przez światową prawicę.
Ale już to w Wenezueli mamy pod kontrolą, już zwyciężamy z tym neofaszyzmem. W jaki sposób? Sprawiedliwością, demokracją i rewolucyjną ofensywą.
I będziemy kontynuować tę naszą walkę. Ani w Wenezueli, ani w Ameryce Łacinskiej nazi-faszyzm się nie odrodzi. Nasza walka z nim wiedzie przez regionalną jedność i nowe organizacje jak CELAC, UNASUR, ALBA, BRIC i Bank Południa.
Jeśli hitoria nas czegoś uczy, zarówno ta sprzed 70 lat, jak i ta aktualna, której wyjątkowym przykładem jest prezydent Władymir Putin, to właśnie tego, że jest konieczne bronić odwagą i prawdą wartości i zasad naszych państw, naszego prawa do istnienia, prawa do rozwoju i prawa do świata bez imperiów, bez hegemonii, świata w którym wszyscy są równi.

No dobrze, tyle prezydent. A teraz to, co mówił wczoraj naczelny historyk Wenezueli, bo tak można w sumie nazwać Marco Fuenmayora, szefa prezydenckiego Archiwum Historycznego. Swoją interpretację przebiegu II wojny światowej przedstawił on w wywiadzie udzielonym rządowemu Radio del Sur:

Zwycięstwo zwycięstwo nad nazistowskimi Niemcami to wydarzenie przekraczające kontynentalne granice, to wydarzenie o znaczeniu dla całego świata.
Imperialistyczne mocarstwa lat 30-tych miały zamiar wykorzystać faszyzm, rozwinięty we Włoszech i Niemczech, aby zniszczyć socjalizm, który rozwijał się w Związku Radzieckim.
Na szczęście Związek Radziecki miał wystarczającą zręczność, zwłaszcza minister Mołotow, który swą dyplomacją potrafił uniknąć stworzenia wspólnego frontu między tzw. zachodnimi demokracjami i faszystowskimi dyktaturami Niemiec i Włoch. Związek Radziecki sprytnie zdołał, w 1939 r., podzielić ten zachodni front i opóźnić agresję wobec siebie, do której doszło dopiero w 1941 r., gdy już siły Zachodu skierowane były przeciw faszyzmowi. Taka była ta strategia i okazała się być ona trafna, bo 4 lata później, sowieckim zwycięstwem nad niemiecką armią zakończyła się Wielka Wojna Ojczyźniana.
Tak naprawdę podczas II Wojny Światowej miały miejsce dwie wojny: wewnątrzimperialistyczna – gdzie imperia brytyjskie i francuskie, wraz z ich amerykańskim sojusznikiem starły się z rosnącymi mocarstwami, czyli Włochami, Niemcami i Japonią; oraz wojna wyzwolenia narodowego, w której wzięły udział ludy państw europejskich okupowanych przez Niemcy, azjatyckich zajętych przez Japonię i niektórych ludów afrykańskich okupowanych przez Włochy.
To właśnie ta kombinacja wojny wewnątrzimperialistycznej z wojną wyzwolenia narodowego stała się źródłem tego, że po 1945 roku, po zakończeniu działań wojennych, doszło do rozkwitu socjalistycznego doświadczenia Związku Radzieckiego – w krajach Europy wschodniej powstały rządy demokracji ludowej, a w krajach, które później nazwano Trzecim Światem, głównie w Azji i Afryce, doszło do stymulacji ruchów antykolonialnych.

2
Cytat

Eric Clapton, ten wspaniały Amerykanin!

Ja też chcę przyszłości, przyszłości ze Stanami Zjednoczonymi. Bo my wcale nie jesteśmy anty-USA. Ja np. jestem wielkim fanem Jimmiego Hendrixa i Erica Claptona!
Nicolás Maduro - prezydent Wenezueli, podczas przemówienia na Szczycie Ameryk w Panamie

 

Nie ma to jak znać swoich idoli… Lapsus wenezuelskiego prezydenta, który w młodości grał na gitarze w rockowym zespole, oczywiście, natychmiast został masowo obśmiany na serwisach społecznościowych:

Nie jestem antyamerykański, lubię Eryka Claptona. Clapton jest z Wielkiej Brytanii.

„Nie jestem antyamerykański, lubię Eryka Claptona”. Clapton jest z Wielkiej Brytanii.

Nie jestem antyamerykański, lubię Erica Claptona. Eric Clapton jest z Wielkiej Brytanii, Brytyjczyk.

„Nie jestem antyamerykański, lubię Erica Claptona”. Ośle: Eric Clapton jest ze Zjednoczonego Królestwa, Brytyjczyk.

0

Nicolás Maduro, ten Święty Mikołaj!

Wenezuelski prezydent Nicolás Maduro wie jak zaskarbić sobie ludową wdzięczność.

Świętego Mikołaja wszyscy przecież lubią, prawda?

Najpierw więc było janosikowe obniżanie cen w sklepach. Prezydent handlowcom nie pozostawił wyboru: albo je obniżycie, albo pójdziecie siedzieć. Więc obniżyli, nierzadko doprowadzając swój biznes do upadłości.

A lud oszalał. Konsumpcyjna gorączka porwała prawie wszystkich (nie będę ukrywał, sam też skorzystałem z nowych cen, czasem tak niskich, że najtańszy outlet w Stanach Zjednoczonych zazielieniłyby się z zazdości), sprawiając, że przynajmniej na chwilę zapomniano o brakach w codziennym zaopatrzeniu.

Cóż, że w sklepach od wielu tygodni zazwyczaj nie ma mąki, papieru toaletowego, mleka, czy cukru, skoro naraz wszystkich stać było na wielki telewizor, lodówkę, wiertarkę, albo muzyczną „wieżę”?

Tak wygląda sklep Samsunga, w którym sprzedano WSZYSTKO (fot: LaPatilla.com)

Tak wygląda sklep Samsunga, w którym sprzedano WSZYSTKO (fot: LaPatilla.com)

No ale stało się to, co łatwo było przewidzieć – wiele sklepów wyprzedało WSZYSTKO i obecnie oferują jedynie puste półki. Inne po prostu się zamknęły i wcale nie wiadomo, czy i kiedy zdołają wznowić działalność.

A przecież do Świąt Bożego Narodzenia pozostało jeszcze trochę czasu i ludowi znowu zaczął doskwierać brak towarów pierwszej potrzeby!

Rewolucyjny Mikołaj miał więc dylemat – jak ponownie rozerwać gawiedź, co zaproponować jej w zamian?

Jak to co?!? Wakacje! Przecież lubią je wszyscy!

AKT I

11 grudnia. Minister Władzy Ludowej ds. Edukacji, Maryann Hanson, oświadcza że w związku z tym, że z powodu wyborów do władz lokalnych, szkoły w całej Wenezueli zamknięte były od 4 do 9 grudnia, noworoczno-świąteczne ferie szkolne rozpoczną się w tym roku dopiero 21 grudnia. I trwać będą do 5 stycznia. –Bo inaczej nie da się zrealizować rocznego programu szkolnego, rozpisanego na 210 dni nauki.– tłumaczy.

AKT II

12 grudnia. Prezydent, Nicolas Maduro, w specjalnym telewizyjnym wystąpieniu mówi:

Pragnę ogłosić matkom i ojcom w całym kraju, uczniom i studentom Wenezueli, że postanowiłem zadekretować, od jutra – 13 grudnia – bożonarodzeniowe wakacje. Od jutra, od piątku – 13 grudnia, do poniedziałku – 6 stycznia, wszystkie dzieci i młodzi będą mogli dzielić czas z rodziną.
Czyż nie jest piękne, gdy – w taki właśnie sposób – ogarnia nas całkowicie świąteczna atmosfera? Właśnie z tej okazji chcę wam życzyć, aby każda wenezuelska rodzina się ponownie się zjednoczyła w miłości, pokoju i czułości – wypływających z dziedzictwa po Bolívarze i Chávezie.
Chcę wam ofiarować słowa miłości przepojone słodyczą przeszłości, wartością dnia dzisiejszego i nadzieją na przyszłość. Oferuję przesłanie miłości, które jest największym uczuciem jakie może dać nam życie. Mam nadzieję, że ta miłość staje się zaczątkiem nowego mężczyzny i nowej kobiety, godnej boliwariańskiej Ojczyzny, Ojczyzny o jakiej marzymy i na która zasługują nasze dzieci.

KURTYNA

 

Wzruszające, prawda? Uczniowie i nauczyciele, studenci i wykładowcy, wyszli wczoraj z klas i auli z przeświadczeniem, że dzisiaj do nich wrócą. A tu nagle taka niespodzianka! Prezydenckie wakacje obowiązują we wszystkich szkołach i uczelniach kraju. Państwowych i prywatnych. I co kogo obchodzi, że nie da się już zrealizować zaplanowanego na ten rok programu?

Dzieci na pewno są szczęśliwe. Tylko czy pracujący rodzice także?

0

Blog korzysta z gościnności serwisu tierralatina.pl.