Tag Archives | nurkowanie

Rekin pod choinkę

Niezły świąteczny prezent sprawiła nurkom zatoka w Chichiviriche de la Costa – oddalonej od kilkadziesiąt kilometrów od Caracas wiosce, w której – gdy jestem w wenezuelskiej stolicy – staram się w każdy weekend zmywać z siebie wielkomiejskie stresy.

A nie nudzi ci się tak? Co weekend nurkować w tym samym miejscu? – te pytania słyszałem już wielokrotnie. I choć, rzeczywiście, mam na koncie już kilkaset nurkowań w zatoce w „Chichi”, to odpowiedź na nie brzmi niezmiennie „nie”. Oczywiście, miło by było nurkować co weekend w innym miejscu. Ale nie przesadzajmy – przecież już sama możliwość nurkowania co tydzień w tropikalnych wodach jest nie lada luksusem.

Zwłaszcza, że „Chichi” lubi zaskakiwać. Jednego dnia może być krystaliczna woda o widoczności kilkudziesięciu metrów, innego zielona zupa, ale zaskakująca bogactwem życia. Tak jak wczoraj, gdy w zatoce pojawił się niespodziewanie rekin wielorybi:

 

Mnie niestety tym razem tam nie było, bom na zimowym Ojczyzny łonie, ale przyjaciele zadbali żebym choć chwilę zatęsknił za wenezuelskimi wodami. Bo jak tu nie tęsknić? Spójrzcie tylko na te zdjęcia:

Autorem filmiku i wszystkich zdjęć jest Walter de Luca.

P.S. Gdyby ktoś z Was, będąc w Wenezueli, chciał zanurkować, albo zrobić kurs, to – oczywiście – zapraszam. Kontakt jest w bocznej szpalcie.

0

Wyprawa na Los Testigos

Wyprawa

Trochę boję się tego słowa, bo strasznie się w ostatnich latach zdewaluowało. Internet, ba nawet media drukowane, z podróżniczymi magazynami włącznie, pełne są relacji z „wypraw” i „ekspedycji”, które w rzeczywistości bywają zbyt często zwykłymi, komercyjnymi wycieczkami, których ani uczestnicy, ani nawet organizatorzy, nie muszą się martwić ani o logistykę, ani o noclegi, ani o jedzenie. O nic. Wszystko podane jest na tacy i jedynym problemem jest ambaras wyboru.

Tymczasem jadąc nurkować na Los Testigos zaplanować i przygotować trzeba właściwie każdy szczegół. Bo na tym wenezuelskim archipelagu, poza piękną przyrodą i dwustu kilkudziesięcioma mieszkańcami zajmującymi się w większości rybołówstwem, praktycznie nic nie ma…

Nie ma sklepu, nie ma prądu, nie ma restauracji, nie ma bazy nurkowej, ba nie ma nawet regularnego transportu łączącego wyspy z kontynentem. Wszystko trzeba przewidzieć, zorganizować, spakować, zabrać ze sobą… I my tego „wszystkiego” mieliśmy prawie dwie tony. Kompresor, agregat, butle nurkowe, sprzęt, benzyna, jedzenie, woda… Tak więc mam prawo chyba napisać, że była to prawdziwa wyprawa. I to w dodatku wyprawa eksploracyjna!

Los Testigos

Archipelag składa się z ośmiu wysp i wysepek o łącznej powierzchni niespełna 7 kilometrów kwadratowych. Położony jest 80 km na północny-wschód od Margarity i 77 km od kontynentalnego Carúpano. Ma kilka bardzo ładnych plaż, bujną roślinność na największej wyspie – Testigo Grande, niewielką osadę i posterunek wenezuelskiej Marynarki Wojennej na wyspie Iguana i… tysiące ptaków i kóz zamieszkujących pomniejsze wysepki.

Nas jednak najbardziej interesowało to co znajduje się pod powierzchnią wody. A jest tego dużo – m.in. żółwie, barakudy, rekiny, kobie, homary, inwazyjne skrzydlice… I bardzo silne prądy, które sprawiały, że w niektórych miejscach miałem wrażenie latania, a nie nurkowania.

Generalnie wrażenia bardzo pozytywne – Los Testigos, okazały się być bardzo ciekawym, choć wymagającym nurkowiskiem. W dodatku kryjącym wciąż w sobie wiele tajemnic i niespodzianek. Nie ma tam jeszcze konkretnych, opisanych i sprawdzonych punktów nurkowych. Najczęściej nurkowaliśmy na zasadzie: spróbujmy tutaj, zobaczymy co z tego wyjdzie. I w sumie nigdy nie wychodziliśmy z wody zawiedzeni.

Jedyny w sumie żal, to że listopadowa pogoda (wzburzone morze) nie pozwoliła nam zanurkować we wszystkich miejscach, które sobie upatrzyliśmy. Ale co się odwlecze, to nie uciecze – w przyszłym roku na pewno na Los Testigos powrócimy…

Póki co, zapraszam Was do obejrzenia zdjęć z tego, tak rzadko odwiedzanego przez turystów (nie mówiąc o płetwonurkach) miejsca. Oto Los Testigos, pod wodą i na lądzie: Continue Reading →

2
Obrazek

Bożonarodzeniowy nur

Nurkowanie w Chichiviriche de la Costa

(fot: Marwan Al-Yordi)

Jak dzień święty święcić? Można, starym staropolskim zwyczajem, siedzieć przy stole, luzować pasa i planować w jaki sposób będzie się później zrzucać te nagle przybierane kilogramy. Można też na pas nawlec ołowiany balast i dać nura w zimne, grudniowe wody* Morza Karaibskiego. I tam pokontemplować w ciszy i skupieniu dzieło Stwórcy: żółwia wydającego się bawić z intruzami w ciuciubabkę, murenę złowrogo kłapiącą szczęką, czy ośmiornicę zostawiającą za sobą dymną zasłonę z atramentu. Można nawet pomodlić się w podwodnej kapliczce.

Ja wybrałem wczoraj tę drugą opcję. I wiecie co? Znacznie mi to ulżyło w tej świąteczno-ojczyźnianej nostalgii!

 

* kilka słów o zimniej, grudniowej wodzie w wenezuelskim morzu (raczej dla nurkujących)...

O tym, że wciąż mnie zadziwa jak dalece względna bywa percepcja temperatury, pisałem już na tym blogu wielokrotnie. Oto kolejny dowód:

26 grudnia, 44 metry głębokości i woda o temperaturze... 25 stopni!

26 grudnia, 44 metry głębokości i woda o temperaturze… 25 stopni!

Tymczasem w grudniu i styczniu lokalni nurkowie naprawdę marzną. Co zresztą widać na zdjęciu – połowa z naszej czwórki na na sobie suche skafandry! W sierpniu, wrześniu, gdy woda jest najcieplejsza, zdarza się że na tej głębokości temperatura przekracza 30 stopni.

0
Film

Los Roques spod wody

Jeśli miałbym wymienić zwierzęta, które najbardziej lubię spotykać pod wodą, to płaszczki znalazłyby się w ścisłej czołówce. Być może nawet w pierwszej trójce. Jak dziś pamiętam gdy, dawno dawno temu, na samym początku mojej przygody z nurkowaniem, podczas eksplorowania podwodnego parku narodowego Menjangan u wybrzeża Bali, nagle „zaszło słońce”, a podekscytowany divemaster zaczął, na przemian, a to pokazywać palcem w górę, a to machać rękoma jak skrzydłami.

Początkowo nie rozumiałem o co mu chodzi, ale w końcu spojrzałem w tak ekspresyjnie wskazywanym przez niego kierunku. Z mieszanką przerażenia i zachwytu odkryłem, że ten nagły cień rzuciły bynajmniej nie chmury, lecz dwie pary wielkich mant, majestatycznie przemieszczających się kilkanaście  metrów ponad nami. Przez wiele lat były to największe ryby jakie dane mi było spotkać pod wodą.

Lęk z czasem minął, pozostał respekt i coraz większa fascynacja. Dla mnie, to jedne z piękniejszych morskich stworzeń. Nie znam innego, które poruszałoby się pod wodą z równie nonszalancką gracją i nawet uciekając, robiłoby najczęściej bez zauważalnego pośpiechu, wręcz się ociągając, demonstrując przy tym swą zupełnie nie wodną, a jakby powietrzną zwrotność i harmonię ruchów. Tak jakby płaszczka nie pływała, lecz fruwała, szybowała w wodzie…

Na tym krótkim, otwierającym ten wpis, filmiku ogończa spotkana kilka dni temu w wodach wenezuelskiego archipelagu Los Roques. I choć na swoim ogonie posiada ona potencjalnie niebezpieczny jadowity kolec, to jednak – przyznacie sami – wydaje się być znacznie bardziej przyjazna od np. zielonej mureny (Gymnothorax funebris), których na Los Roques także sporo…

0
Film

Wewnątrz Dominikany

Nurkowanie w dominikańskiej jaskinii El Dudu, w Cabrera, ok. 50 kilometrów na wschód od Puerto Plata.

Istnieje kilka powodów, dla których dzielę się dzisiaj tym, podesłanym mi kilka dni temu, krótkiem filmem: nurkowanie zostało pięknie sfilmowane, materiał świetnie zmontowany, a jeszcze w dodatku ta podwodno-podziemna eksploracja odbywa się z użyciem sprzętu polskiej firmy (X-Deep).

Przede wszystkim jednak chcę go pokazać, bo odnoszę wrażenie, że Dominikana jakoś nie specjalnie kojarzy się z nurkowaniem jaskiniowym. Mnie przynajmniej, do niedawna, zupełnie się nie kojarzyła. A chyba powinna, bo materiały jakie można znaleźć na stronie internetowej Dominikańskiego Towarzystwa Speleologicznego naprawdę robią wrażenie.

0
Obrazek

Weekend pod wodą

Wprawdzie nie jest to tak modna ostatnimi czasy „samojebka”*, ale i tak się pochwalę…
18 metrów głębokości, zatoka Chichiviriche de la Costa, Wenezuela.
(unosi mnie X-Deep Stealth 2.0 polskiej produkcji!)

(fot. Marwan El Yordi)

* – zwana też z angielskiego „selfie”

0

Blog korzysta z gościnności serwisu tierralatina.pl.