Tag Archives | Peru

Obrazek

Orgazm w Limie

Wypatrzone w ubiegłym tygodniu na jednym z limeńskich murów.
Prorocze.
Rzeczywiście go tam, tym razem, nie było.
Nawet kulinarnie.

0

To nie ja zabiłem!

Choć wyobraźnie mam chyba całkiem niezłą, to jednak nie przypuszczałem – przyjmując pod koniec czerwca misję koordynowania poszukiwań Jarka Frąckiewicza i Celiny Mróz, trójmiejskich kajajarzy, którzy zaginęli, i jak się niestety okazało zginęli nad peruwiańskim Ukajali – że kilka tygodni później będę musiał się tłumaczyć, że to bynajmniej nie ja jestem zamieszany w ich tragiczną śmierć.

Continue Reading →

3
Cytat

Wiry na Ukajali

W miarę posuwania sie w górę Ukajali prąd rzeki był coraz bardziej wartki, brzegi nieco wyższe, a wiry na skrętach głębsze. Nieraz parowczyk z trudem przepływał przez wodne leje, hamujące jego rozpęd i grożące rozbiciem. W takim wirze dwa lata temu zatonął statek „Ukajali", należący, jak obecnie „Sinchi Roca", również do Larsena. Widziane za dnia wiry sniły nam się po nocach w koszmarnych wizjach. Oblani potem, budziliśmy się z pulsem walącym w skroniach i czepialiśmy się kurczowo krawędzi koi.
Arkady Fiedler, "Ryby śpiewają w Ukajali"
1

Co się stało z Celiną i Jarkiem?

Od kilkudziesięciu godzin jestem w Limie. I choć tej wizyty w Peru zupełnie nie planowałem, a improwizowane w ostatnim momencie wyjazdy z reguły uwielbiam, to jednak  tym razem podróży nie towarzyszy żadna ekscytacja. Bo i jej okoliczności nie są w najmniejszym stopniu miłe…

Przyjechałem bowiem do Peru, aby – na prośbę ich rodzin i znajomych – spróbować dowiedzieć się, co się stało z Jarkiem Frąckiewiczem i Celiną Mróz, parą trójmiejskich kajakarzy, którzy zaginęli podczas spływu po Ukajali. Świadomy jestem, że zadanie to i odpowiedzialne i trudne – raz, że od ostatniego kontaktu z nimi minęło już prawie 40 dni; dwa, że rzeka którą płynęli jest niespecjalnie przyjazna – grasują na niej piraci i przemytnicy narkotyków.

Na szczęście nie jestem sam. W organizowaniu poszukiwawczej wyprawy wspomagają mnie swymi cennymi radami i kontaktami dziesiątki osób, w tym m.in. Piotr Chmieliński i Andrzej Piętowski – uczestnicy słynnej polskiej wyprawy Canoandes, która doprowadziła do pokonania mitycznego kanionu Colca. W Gdańsku działania grupy wspierającej koordynuje dodatkowo Michał Kochańczyk, podróżnik i alpinista, przyjaciel zaginionych. Podziękować trzeba też oczywiście wszystkim tym, którzy odpowiedzili na apel o pomoc i wpłacają pieniądze na sfinansowanie poszukiwań.

Sam nie pojadę też oczywiście nad Ukajali. W terenie będę mógł liczyć na doświadczenie Rolanda Suáreza i Mirka Rajtera. Pierwszy jest Indianinem i działaczem Shipibo, najliczniejszej obok Asháninka grupy etnicznej zamieszkującej tereny wzdłuż górnego brzegu rzeki. Drugi, mieszkającym od kilku lat w Peru językoznawcą. Liczymy też na pomoc policji i wojska.

Trzymajcie kciuki!

4

Turysta – gatunek pod ochroną?

Napady rabunkowe na turystów są od lat w Peru prawdziwą plagą. Kradnie się im aparaty, portfele, biżuterię, zegarki, karty kredytowe, sprzęt turystyczny – wszystko co ma jakąkolwiek wartość. A, że dla żyjących w otaczających np. Limę bezkresnych slumsach wartość na nawet jeden dolar, nie trzeba być ostentacyjnie bogatym, aby stać się potencjalną ofiarą.

Dla Peru jest to kłopotem, bo turystyka jest jednym z ważnych źródeł dochodu tego kraju (7 proc. PNB), a obsługa przyjezdnych daje pracę setkom tysięcy rodzin (10 proc. Peruwiańczyków pracuje dzięki turystyce). Fama „niebezpiecznego kraju” jest więc poważną marketingową skazą z którą władze w Limie starają się usilnie walczyć.

I, trzeba przyznać, sytuacja się poprawia. Np. praktycznie nie notuje się już tak popularnych w ubiełym dziesięcioleciu napadów na dalekobieżne autokary, podczas których ogołacano podróżnych z niemal wszystkiego. Duże terminale autobusowe są teraz strzeżone niemal jak lotniska. Z wykrywaczami metalu i kontrolami osobistymi przed wejściem do autobusu. Zdarza się nawet, że wszyscy pasażerowie przed podróżą muszą zostawić odciski palców – to na wypadek gdyby bandyci, chcieli ukryć się wśród podróżnych.

Stworzono także specjalne „rezerwaty” dla turystów, z których najbardziej znanym jest bez wątpienia limeńska dzielnica Miraflores. Z prywatną policją, kamerami na ulicach i niebieskimi mundurkami dla oficjalnych cinkciarzy. Rzeczywiście jest super-bezpiecznie. Wystarczy jednak wsiąść w złą taksówkę, aby kierowca z czekającymi w ciemnej uliczce wspólnikami siłą próbował pozbawić pasażera plecaka z aparatem i portfelem. Zdarzyło mi się to w ubiegłym roku… Ale się nie dałem! 185 centymetrów wzrostu robi swoje!

Chwila nieuwagi może też skończyć się wydaniem reszty fałszywymi solami. Nie znam drugiego kraju na świecie, gdzie jest tyle fałszywych banknotów. Tak jak teraz się zastanawiam to Peru jest jedynym państwem w którym miałem w ręku podrobioną walutę. I to nie raz. Taki lokalny folklor.

Teraz – obiecują peruwiańskie władze – ma być znacznie lepiej. Parlament w Limie przyjął bowiem nową ustawę, która z napadu na turystę robi… okoliczność obciążającą przestępcę. Tak, tak – okradzenie przyjezdnego będzie surowiej karane niż okradzenie sąsiada!

Nie trudno się domyślić, że pomysł peruwiańskich polityków budzi w ich kraju spore kontrowersje. Czy jesteśmy gorsi? Czy my też nie zasługujemy na bezpieczeństwo? – pytają się zdumieni i oburzeni Peruwiańczycy. Politycy starają się naprawić swoje faux-pas tłumacząc, że nowa ustawa dotyczy wszystkich turystów, także krajowych. To jednak tylko wzmacnia wątpliwości – kto jest bowiem lokalnym turystą? Przybysz z innego miasta, czy może tylko z innej dzielnicy? Co to ma zresztą do rzeczy? Dlaczego osoby wracającej z pracy prawo nie chroni w sposób taki sam jak tego, który przechadza się po plaży? Dlaczego taksówkarzowi, który okradnie lokalnego klienta jadącego np. do lekarza grozi do 5 lat więzienia, a gdy zrobi to samo turyście w drodze np. na lotnisko to kara sięgnąć może lat 20?

Reasumując – nie tylko nasze sejmowe orły produkują prawnicze buble. A w Peru, mimo że prawo nas chroni w sposób szczególny, mimo wszystko miejmy się na baczności. Oczywiście bez popadania w paranoję. Kraj ten na pewno warto odwiedzić, kryje on w sobie wiele z najwspanialszych zabytków i ciekawostek Ameryki Łacińskiej. I mówię nie tylko o słynnym Machu Picchu.

Jeśli chcecie zobyczyć wspaniałe zdjęcia z tego kraju to polecam, po raz kolejny, blog Peru i Boliwia 2007.

2

Blog korzysta z gościnności serwisu tierralatina.pl.