Tag Archives | Polska

Cytat

Południowoamerykańskie mrzonki prezesa Kaczyńskiego

Tu jest takie pytanie - czy w kraju, który co prawda ma dość znaczną powierzchnię, ale dość okrągły kształt, jest sens budowania dużej ilości lokalnych lotnisk? Czy nie lepiej by w tej chwili mieć takie potężne lotnisko międzynarodowe, światowe, gdzieś niedaleko Warszawy. Ja nie ukrywam, że wypowiadam się za tą drugą ewentualnością, bo Polska nie powinna być prowincją. Dlaczego w Wiedniu jest lotnisko, z którego można lecieć do Ameryki Południowej, do Australii, właściwie można powiedzieć, że wszędzie, a w Polsce takiego lotniska nie ma.
Jarosław Kaczyński

 

Ciekawe, czy prezes Kaczyński kłamie bezczelnie i świadomie, czy po prostu z niewiedzy? Bo wczoraj, na antenie publicznego Radia Białystok, roztaczał swoją wizję „światowego lotniska pod Warszawą”, posiłkując się przy tym Wiedniem, które – według szefa PiSu – posiada połączenia z całym światem, w tym z Ameryką Południową i Australią.

Jest to, tymczasem, totalna bzdura. Z Wiednia nie dolecimy bez przesiadek ani na jeden kontynent, ani na drugi. Najbliższymi Ameryce Południowej miejscami, do których można z Vienna International Airport dolecieć, jest kubańskie Varadero i dominikańska Punta Cana, gdzie – tylko w niektórych miesiącach roku – lata niemiecki Condor.

Ale, co w głowie Naczelnika najwyraźniej się nie mieści, dokładnie tak samo jest w przypadku Warszawy – z Okęcia, ba nawet czasem i z regionalnych lotnisk, w sezonie latają samoloty w popularne wakacyjne kierunki – na Kubę, Dominiknanę, a nawet do Meksyku!

Wiem, że to raczej płonna nadzieja, ale może ktoś temu panu wytłumaczy – zanim wydamy setki milionów na wydumane przez niego lotnisko – że ilość połączeń bardzo rzadko zależy od wielkości samego lotniska. Że to najczęściej wypadkowa wielkości i prężności mającego tam swe operacyjne centrum przewoźnika. Nie na odwrót.

Co więcej, historia lotnictwa pasażerskiego jest pełna spektakularnych porażek lotnisk wybudowanych na życzenie polityków marzących o połączeniach z całym światem. I to w krajach znacznie zamożniejszych, posiadających dużych, globalnych rzec by można, lotniczych przewoźników. Chociażby Montréal International Airport – wybudowano go z gigantycznym rozmachem, jako największe lotnisko świata i administracyjnie zmuszono, aby duża część międzynarodowych lotów odbywała się właśnie z niego. Politycy byli zachwyceni.

Jedyny problem w tym, że nowe lotnisko nie spodobało się pasażerom. Bo musieli na nie zbyt daleko i zbyt długo dojeżdżać. Po kilku latach utyskiwań, narzekań i skarg wszystkie połączenia wróciły na stare, w międzyczasie, unowocześnione lotnisko na obrzeżach miasta.

Montreal International Airport wciąż istnieje. 3 lata temu wyburzono zaprojektowany przez świetnych architektów terminal. Lotnisko obsługuje obecnie wyłącznie loty cargo i sanitarne. Kanadyjczycy nazywają go Białym Słoniem – jest pomnikiem megalomanii polityków.

Montreal International Airport w Kanadzie wybudowano z niebywałym rozmachem – miało być największe na świecie. Dzisiaj nie ląduje tam żaden samolot pasażerski.

Z wspomnianego przez naczelnika Kaczyńskiego Wiednia można, to prawda, polecieć do wielu miejsc na świecie, ale – bynajmniej – nie dlatego, że tamtejsze lotnisko jest duże (bo nie jest), ale dlatego, że działa na nim zarówno Austrian Airlines (mające flotę 80 samolotów, którymi lata na 130 lotnisk świata) i low-costotwe Niki z kolejnymi 16 samolotami.

Tymczasem walczący od wielu lat o przeżycie LOT samolotów ma niespełna 45, z czego zaledwie 6 to samoloty do lotów międzykontynentalnych.

Wracając do manipulacji prezesa PiSu – jedynym europejskim lotniskiem, z którego są rozkładowe loty do Australii jest londyńskie Heathrow. A do Ameryki Południowej dolecimy bezpośrednio z Londynu, Paryża, Madrytu, Lizbony, Porto, Rzymu, Zurychu, Amsterdamu, Frankfurtu i Stambułu.

Z Wiednia nie.

0
Notatka na marginesie

Kult jednostki

Jak pewnie zauważyliście bardzo rzadko piszę tu o tym co dzieje się w Polsce. Z wielu względów…

Niemniej, skoro tyle razy sobie dworowałem z kultu jednostki i powstających w Wenezueli różnych modlitw do Hugo Chaveza, nie mogę (choć chciałbym!) nie zauważyć czegoś takiego:

Niby zwycięski Chrobry wzmacniasz państwo nasze,

Ty , który od nowa polską godność wskrzeszasz,

Jak orzeł ponad skałą wzlatujesz i zawsze,

To Ty masz rację, Ty na pomoc spieszysz.

Tyle dróg przejść musiałeś, wodzu nasz zwycięski,

Tyle klęsk przejść musiałeś by podnieść się z klęski,

Tyle lat musiałeś czekać by teraz już w chwale,

Rządzić Polską, by zmieniać nasz kraj stale

W kierunku mocarstwa od morza do morza,

By wszystkie narody od Bałkanów po Bałtyk

A nawet ptaki co krążą w przestworzach,

Wielbiły Polskę i wielbiły jej wodza.

O Jarosławie Wielki, władco dusz Polaków,

Który nasz naród wyprowadzisz z klęski,

Który zdobędziesz imperium Lechitów,

I znów odrodzisz Warszawę i Kraków.

Niech będzie pamięć Twego brata Lecha

Na zawsze w kraju świętego Wojciecha

Łączyć, a nie dzielić naród nasz wybrany.

Autorem tego wazeliniarstwa, przepraszam, „Ody dla Jarosława Kaczyńskiego – przywódcy narodu, zwycięzcy w wyborach” jest były imam gminy muzułmańskiej w Gdańsku, politolog, wykładowca Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego, prof. Selim Chazbijewicz.

Dodam jeszcze, że – patrząc z Caracas – podobieństw między retoryką #dobrejzmiany i narracją Rewolucji Boliwariańskiej jest, niestety, coraz więcej. Ale, jak mówiłem, o polskiej polityce staram się nie pisać.

I, mam nadzieję, że to się nie zmieni.

0

XDEEP, czyli moja wersja patriotyzmu

Powiem szczerze, i pewnie kilku osobom się tym narażę: futbolowe sukcesy biało-czerwonych ani mnie ziębią, ani grzeją. Z ich porażkami jest zresztą tak samo.

W najmniejszym stopniu nie potrafię się zidentyfikować z naszą reprezentacją, a tym bardziej ze stadionowymi emanacjami patriotyzmu. Na te wszystkie biało-czerwone szaliki, flagi, śpiewy, koszulki z orzełkiem i generalnie emocje jakie towarzyszyły chociażby niedawnemu turniejowi we Francji, patrzę zazwyczaj z mieszanką zaciekawienia i zdziwienia, ale czasem też i zażenowania.

Myślę, że wynika to, przede wszystkim, z braku zainteresowania futbolem. Absolutnego. Piłka nożna nigdy mnie nie porwała – nie miałem ani ulubionego klubu, ani zawodnika, a z tych kilku meczów na które trafiłem, czy to jako dziennikarz, czy też wyciągnięty przez znajomych, wychodziłem zawsze znudzony.

OK. Przyznaję, że fajnie byłoby gdybyśmy zostali mistrzem Europy. I jeszcze fajniej gdyby udało się nam kiedyś wygrać piłkarski Mundial. A także Eurowizję. Przydałaby się też kolejna Polka jako Miss World!

Wszystko to budzi we mnie mniej więcej taki sam poziom emocji. Niski dosyć.

Ale czy to robi ze mnie gorszego Polaka? Mam nadzieję, że nie, choć już kiedyś od kogoś usłyszałem, że skoro nie wiem kto to jest Szczęsny, to nie zasługuję na paszport z orzełkiem…

Tymczasem naprawdę bywam dumny z polskich sukcesów. I to bardzo. Ale po prostu inne sukcesy do mnie przemawiają. Zawsze np. bardzo się cieszę gdy w jakiejś zagranicznej księgarni wypatrzę wyeksponowaną książkę polskiego autora (ostatnio, w Caracas, „Una oración para la lluvia” Wojtka Jagielskiego), gdy polski film trafi na południowamerykańskie ekrany, albo gdy w jakimś egzotycznym miejscu wystawia, bądź występuje artysta z naszego kraju. Ba, nawet polski topiony serek w wenezuelskim spożywczym raduje mnie znacznie bardziej niż 8 goli strzelonych Gibraltarowi, czy jeden przeciw Irlandii Północnej. Puszę się też jak paw, gdy odkrywam że jeden z najbogatszych Wenezuelczyków kupił sobie luksusowy katamaran, wybudowany na jego zamówienie w gdańskiej stoczni.

Dumny też jestem i to dumny właśnie jako Polak, gdy spotykam na Facebooku takie oto zdjęcie:

zdeep

 

Wykonano je w miniony weekend w największej w Wenezueli bazie nurkowej w Chichiviriche de la Costa. Oto 6 lokalnych nurków wyposażonych w uprzęże do bocznego mocowania butli (tzw. sidemount). I wszyscy oni wybrali nie model, który najłatwiej w Wenezueli dostać (Dive Rite), nie taki który najintensywniej się w tym kraju reklamuje (Hollis),  ale właśnie zaprojektowany i wyprodukowany w Polsce XDEEP. Wybrali, gdyż uważają go za najlepszy!

Duma ma jest tym większa, że aż 5 z 6 widocznych na zdjęciu egzemplarzy sprowadziłem z Polski do Wenezueli właśnie ja.

W ogóle nurkowa branża jest dość sporym, jak na nasz kraj, ewenementem, dającym powody do patriotycznego zadowolenia. Nie wiem bowiem, czy poza nią jest jeszcze jakaś inna, choćby równie niszowa, w której młode polskie firmy weszły takim przebojem do naprawdę ścisłej światowej czołówki. Poza XDEEP mamy przecież też Santi, Ammonite i jeszcze kilka innych, których nie będę wymieniać, aby kogoś nie pominąć.

A Wy? Czym jest dla Wam patriotyzm? Jak się on objawia? Co sprawia, że jesteście dumni z Polski? Mazurek Dąbrowskiego, czy coś innego? Podzielcie się proszę swoimi przemyśleniami. Zwłaszcza, jeśli żyjecie z dala od Ojczyzny.

3

Polak. Czyli Niemiec?

Alcabala. Taki drogowy punkt kontrolny. Kilka pomarańczowych pachołków i mundurowi.  Czasem policja, czasem Boliwariańska Gwardia Narodowa. Zdarza się, że jedni i kilometr dalej drudzy. I zaraz potem mogą być jeszcze trzeci, bo ci pierwsi byli z Policji Narodowej, a ci ostatni są z lokalnej. Procedura jest zawsze taka sama – trzeba zwolnić i opuścić szybę.

Mundurowy może nawet na ciebie nie spojrzeć. Czasem zapyta się skąd i dokąd jedziesz. I czy jesteś uzbrojony. Może też chcieć przeszukać samochód. Albo zarządać łapówki. Tak wprost. W sumie najrzadziej prosi o dokumenty.

Mnie kilka dni temu poprosił. Młokos-gwardzista. Ale nie o prawo jazdy, nie o dokumenty samochodu, tylko o dowód tożsamości.

Tak właśnie wygląda najważniejszy wenezuelski dokument tożsamości.

Tak właśnie wygląda najważniejszy wenezuelski dokument tożsamości.

Dałem więc moją cedulę, wenezuelski odpowiednik dowodu osobistego. Zalaminowana karteczka ze zdjęciem. Wenezuelczycy mają je z tłem białym, mieszkający tu cudzoziemcy z żółtym i dużym napisem EXTRANJERO, czyli właśnie cudzoziemiec. Poza tym numer ewidencyjny, odcisk palca, imię i nazwisko, data urodzenia, stan cywilny, a u przyjezdnych także zawód i kraj pochodzenia. W sumie kilka linijek tekstu… Dużo.

– Cudzoziemiec?
– Tak
– A skąd jesteś?
– Z Polski
– Polska? A gdzie to jest?
– W Europie
– Ale gdzie?
– Między Niemcami i Rosją.
– Aha, czyli Niemiec jesteś?
– Nie. Polak. Z Polski.
– No ale mówiłeś, że obok Niemiec.
– Tak, ale to inne państwo.
– Ale przy Niemcach?
– Tak
– Czyli Austria?
– Nie Austria. Polska.
– Ale mówisz po niemiecku?
– Tak. Mówię po niemiecku i jestem Niemcem z Polski.
– No właśnie! To miłej drogi!

Przepraszam, ale naprawdę nie miałem już ochoty kontynuować tej konwersacji…

Ten dialog z gwardzistą przypomniał mi inną rozmowę, przeprowadzoną kilka lat temu, gdy po raz pierwszy starałem się o wenezuelskie papiery rezydenta. Ubrana w obowiązkową, choć wyjątkowo opiętą czerwoną koszulkę, tępa biurwa z urzędu ds. identyfikacji i cudzoziemców podejrzewała mnie, że ją oszukuję mówiąc skąd pochodzę!

Polska? Na pewno? Ja nie znam takiego kraju! Może jednak Bolonia, a nie Polonia? I tak przez dobrych kilka minut, aż w końcu wkurzyliśmy się oboje, a ja powiedziałem, że skoro mi nie wierzy to powinna pójść do swojego przełożonego i zapytać się go, czy kraj taki jak Polska istnieje. I rzeczywiście poszła…

Na moje szczęście przełożony był, najwyraźniej, lepiej wykształcony od panny z okienka, bo ta wróciła jeszcze bardziej wściekła i tylko syknęła do mnie przez zaciśnięte zęby: Si! Existe!
Polska istnieje!

Odetchnąłem z ulgą.

0

Świętujemy 3 maja!

W Caracas świętowaliśmy wczoraj nasze święto narodowe. Na przyjęcie urządzone przez naszą tutejszą ambasadę przyszło, do Hotelu Eurobuilding, całkiem sporo osób. Dyplomaci, Polonia, dziennikarze – taki standardowy mix na tego typu imprezy. Program też dość standardowy: przemówienia, koncert, bufet. Alkohol i jedzenie – pierogi, wędliny, sery, szampan, wino, wódka. I pyszne czekoladki Veffel, robione w Caracas przez Danusię i Irmę, mieszkające tu „od zawsze” siostry.

Nowością, w porównaniu z poprzednimi latami, były dwa wielkie ekrany, na których w trakcie przyjęcia wyświetlany był film promujący Polskę. Trochę mnie zaskoczyło, ale chyba tylko mnie, że wśród zachwalanych atrakcji naszego kraju były m.in. polowania. No ale cóż – rząd który wycina Puszczę Białowieską, w namawianiu cudzoziemców do strzelania do zwierząt raczej nic zdrożnego pewnie nie widzi. Niestety.

Jak to na tego typu imprezach rozmowy były o wszystkim i o niczym. Plotki, ploteczki, pytania bez odpowiedzi o przyszłość Wenezueli i opowieści o tym kto z Wenezueli ostatnio wyjechał, kto się do tego szykuje.

Ale były też takie momenty:

I. – Polka która do Wenezueli przyjechała, jako dziecko, tuż po II wojnie światowej:

Podoba Ci się? – zapytała się.
No podoba. Koncert był fajny, jedzenia i picia pod dostatkiem. Ludzie raczej wyglądają na zadowolonych.
– Bo ja się tu bardzo źle czuję.
– ?!?Dlaczego?!?
– Czuję się jak w czasie Okupacji. My tu przy stołach uginających się pod jedzeniem toczymy sobie beztroskie rozmowy, a na zewnątrz kryzys i śmierć – głodujący ludzie i mordercy! Źle się z tym czuję.

M. – Polka mieszkająca w Hiszpanii, przejazdem w Wenezueli:

Boże kochany, od kiedy ten ambasador jest tutaj w Caracas?
Już czwarty rok, a dlaczego?
No przecież on wogóle po hiszpańsku mówić nie umie. Czytał przemówienie z kartki i same tam błędy były!
Teraz to już sobie całkiem nieźle radzi w porównaniu z tym co było jak przyjechał.
Naprawdę? Co za wstyd!

Rzeczywiście trochę wstyd. Ale władzom w Polsce to też najwyraźniej nie przeszkadza. Ani tym, ani poprzednim.

1
Notatka na marginesie

Kochaj tych, którzy nienawidzą…

Taki oto tekst znalazłem wczoraj w pokładowym magazynie fińskich linii Finnair:

(…) In the beginning of my career many colleagues told me that time thickens the skin. The standing joke is that a politician’s skin grows so thick that he does not need a spine.
I never believed in that. We are all sensitive to criticism, whether from friends, foes, or the public. It’s natural. The brain is linked to our soul. Positive is better then a negative.
The problem is that we remember negative feedback more vividly then positive encouragement. Florida State University professor and social psychologist Roy Baumeister tell us that the brain needs five positive events to make up for one negative one.
I am sure we can all relate to that. Positive feedback is nice. It gives you a good feeling. Negative feedback ignites the opposite emotion.
The beauty of free speech and democracy is that everyone is allowed to express themselves. A person in a position of influence must be able to tolerate criticism. Sometimes it might feel unfair, but you just have to deal with it.
So, how to do it? The first thing is to understand is that you will never be able to please everyone. The more you express yourself, the more some people will criticise you and your actions. The greater your impact, the more criticism you will get.
The second thing to remember is that many haters direct their unhappiness onto others. Think about it. If you are unhappy, do you blame yourself or someone else? My natural inclination is to look at others until I find the real cause – in the mirror.
Third, the best way to find against hate and negative feelings is to embrace them with love. This might sound naive, but I firmly believe that good will always prevail. There is more good than bad in this world. If this were not the case, then most of the news would be good.
Being negative or cynical is the easy way out. British statesman Winston Churchill famously said: „A pessimist sees the difficulty in every opportunity; an optimist sees the opportunity in every difficulty.”
I have always been an optimist. Smile and you will be smiled at.

Popełnił go 47-letni Alexander Stubb, lider konserwatywno-liberalnej Partii Koalicji Narodowej. A także były premier, były minister spraw europejskich i handlu zagranicznego, były szef dyplomacji, a obecnie minister finansów Finlandii. Ukończył politologię w Stanach Zjednoczonych, literaturę francuską na Sorbonie, sprawy europejskie w College of Europe, a potem doktoryzował się na London School of Economics. Mówi płynnie 5 językami…

I pewnie nie zwróciłbym uwagi na ten jego tekst, gdyby nie fakt, że akurat wracałem z prawie miesięcznego pobytu w Polsce, w której poziom zacietrzewienia politycznego zaczyna niestety sięgać poziomu, który od kilku lat z niepokojem obserwuje m.in. w Wenezueli. Podobna retoryka (my Patrioci, oni gorszego sortu), podobny poziom nienawiści (głosowałeś na PiS? Nie jesteś już moim znajomym!), podobne argumenty (np. spisek międzynarodowych mediów) i bardzo zbliżony mieszanka demagogii, populizmu i mesjanizmu.

Stubba przeczytałem więc z zazdrością.

Czy my kiedyś, w Polsce, doczekamy się podobnej klasy politycznych liderów? Czy też na zawsze już jesteśmy skazani na napuszonych, butnych, niedokształconych, słabo znających świat, zionących nienawiścią do politycznych przeciwników, karierowiczów?

0

Blog korzysta z gościnności serwisu tierralatina.pl.