Tag Archives | Polska

Notatka na marginesie

Polska cisza wyborcza za oceanem?

To historia, która powtarza się z każdymi niemal wyborami: publikuję gdzieś, a to w twitterze, a to na facebooku, wyniki z jakiejś znajdującej się w Ameryce Łacińskiej obwodowej komisji wyborczej (w której najczęściej sam zasiadam) i niemal natychmiast zaczyna się dyskusja, często gorąca, czy złamana została cisza wyborcza.

W obu Amerykach głosuje się bowiem, ze względu na różnicę w czasie, o dzień wcześniej. Podczas gdy wybory w Polsce odbywają się zawsze w niedzielę, Polonusi po tej stronie Atlantyku do urn udają się w sobotę. Czyli, gdy tutaj zamykane są lokale wyborcze, w Polsce dopiero szykują się do ich otwarcia.

Jak więc jest z wynikami z polskiego głosowania w Amerykach? Czy ich podanie, tak jak to zrobiłem w nocy z soboty na niedzielę (czasu polskiego) jest rzeczywiście sprzeczne z Kodeksem Wyborczym i przewidzianą w nim ciszą wyborczą?

 

Zdaję sobie sprawę, że można tak pomyśleć. Niemniej w takim przypadku sprzeczne z Kodeksem Wyborczym byłyby też wytyczne Państwowej Komisji Wyborczej dla obwodowych komisji wyborczych za granicą. Bo w nich jest jednoznacznie napisane, że do ich obowiązków należy… podanie wyników głosowania w obwodzie do wiadomości publicznej, niezwłocznie po ich podliczeniu:

Podawanie protokołu głosowania do publicznej wiadomości

  1. Komisja sporządza kopię protokołu głosowania, którą po zabezpieczeniu przed wpływem warunków atmosferycznych (deszcz, itp.) wywiesza w miejscu łatwo dostępnym dla zainteresowanych i widocznym po zamknięciu lokalu. Kopia protokołu powinna być wywieszona w taki sposób, żeby możliwe było jej odczytanie także z wózka inwalidzkiego. Wywieszenie kopii protokołu głosowania winno nastąpić niezwłocznie po sporządzeniu protokołu. Poza przypadkami, o których mowa w pkt 37, komisja nie może opuścić lokalu wyborczego przed wywieszeniem kopii protokołu głosowania. 

Jako kopię protokołu można wykorzystać wydruki dodatkowego egzemplarza projektu protokołu (w komisjach korzystających ze wspomagania informatycznego), kserokopię protokołu lub kopię sporządzoną odręcznie na formularzu protokołu. Kopię poświadczają za zgodność z oryginałem członkowie komisji obecni przy jej sporządzeniu, podpisując ją, parafując każdą stronę i opatrując ją pieczęcią obwodowej komisji wyborczej.

(…)

Zainteresowani mężowie zaufania mogą, w miarę możliwości technicznych, otrzymać kopię protokołu głosowania, o czym mowa w pkt 4. Powyższe dotyczy również zainteresowanych członków komisji.

Czyli co? Należy wywiesić protokół, podać wyniki do wiadomości publicznej, ale nie można ich tweetować, powielać? To dopiero byłoby absurdalne – zakaz mówienia o czymś, co zostało upublicznione.

W tweeterowej dyskusji, która się wywiązała po podaniu przeze mnie wyników z Caracas głos zabierali m.in. politycy i prawnicy. I nie doszli do porozumienia. Bo punktów spornych jest kilka:

  • cisza wyborcza zabrania agitacji i publikowania wyników sondaży, ale czy oficjalny wynik głosowania jest jednym z nich?
  • czy Państwowa Komisja Wyborcza powinna poinstruować zagraniczne obwodowe komisje, że wyniki głosowania publikować można dopiero wtedy, gdy w Polsce zostaną zamknięte lokale wyborcze? Ale natychmiastowa publikacja wyników przez obwodowe komisje jest przecież jednym z mechanizmów mających zapobiec fałszowaniu wyników!
  • czy nasza polska cisza wyborcza obowiązuje poza granicami kraju? Jeśli tak, to na jakiej podstawie?

Prawnikiem nie jestem, ale zagadnienie wydaje mi się bardzo ciekawe.

Zresztą nie jest to wyłącznie polski problem. Z czasu spędzonego w Szwajcarii pamiętam, że podobne dyskusje rozgorywają przy okazji każdych wyborów prezydenckich we Francji. Bo we Francji też jest cisza wyborcza zakazująca m.in. publikowania wyników exit-poll przed zamknięciem lokali. Ale zawsze, w wyborcze dni, francuskie exit-poll publikuje na bieżąco, przez cały dzień, na swojej stronie internetowej, szwajcarska Tribune de Genève. Jej przecież francuskie prawo nie obowiązuje.

Nie muszę chyba dodawać, że tego dnia jej strona bije rekordy popularności?

1
Notatka na marginesie

Cleo vs. Conchita

Tyle emocji wywołało w prasie/Twitterze/Facebooku eurowizyjne zwycięstwo austriackiej Conchity (i równoczesna porażka Słowiańszczyzny uosobianej ponoć przez Cleo i Donatana), że po powrocie z podwodnego weekendu, postanowiłem odsłuchać konkursowych piosenek.

Nie wszystkich oczywiście – masochistą nie jestem. Skupiłem się na meritum narodowych sporów, czyli na reprezentacji biało-czerwonej i czerwono-biało-czerwonej.

Przyznaję szczerze i bez wstydu – zdecydowanie wolę Conchitę. Jakkolwiek, jako zdecydowanie heteroseksualny osobnik, z większą przyjemnością OBEJRZAŁEM występ Polaków (a raczej Polek), tak SŁUCHAŁO mi się, bez dwóch zdań, lepiej Austriaka(czki?). A przecież Eurowizja to jednak konkurs PIOSENKI.

Poza tym, o czym przecież wiadomo nie od dzisiaj, Eurowizja to nie wysoka kultura, a raczej rewia telewizyjno-muzycznego kiczu. I Conchita w tą stylistykę wpisuje się idealnie. Przaśna erotyka polskiej ekipy była właśnie… tylko przaśna.

Nie wiem, może za długo już mieszkam poza Polską, bo zupełnie nie jestem w stanie zrozumieć tych wokół-conchitowych emocji, wypowiedzi polityków, apeli i apokaliptycznych wizji. Co też bynajmniej nie znaczy, że zwycięstwo śpiewającej drag-queen napawa mnie jakąś szczególną radością, czy satysfakcją. Nie widzę też w nim żadnego symbolu. Ani dekadencji, ani tolerancji.

Dlatego chciałbym aby ktos mi spróbował wyjaśnić dlaczego w 2014 r. facet w sukience (bo to nawet nie jest baba z brodą) budzi tyle kontrowersji? Znacznie więcej niż transpłciowa Dana International, która Eurowizję wygrała już w 1998 r. Wtedy przecież nie było aż takiego poruszenia.

0
Notatka na marginesie

Bostonka prosto z Polski!

Bostonka. Zwana też chorobą dłoni, stóp i ust (hands, foot and mouth disease). A fachowo, enterowirusową gorączką wysypkową. W praktyce wygląda to tak:

Przywiozłem to właśnie z Polski. A w prezencie dostałem od mojej kuzynki Ewingi. A właściwie od jej małych córek, które właśnie na to chorowały. –Nie martw się, one już nie zarażają.– mówiła gdy te małe nicponie mnie obsiadły, tarmosiły i obcałowywały. Więc się nie martwiłem…

Kłopoty zaczęły się podczas kilkugodzinnej przesiadki w Dallas. Poczułem jak błyskwicznie rośnie mi temperatura, opadam z sił i zaczyna boleć gardło. Gdy wylądowałem w Caracas podejrzewałem już co się święci – na dłoniach pojawiły sią bowiem pierwsze, zaczerwienione, trochę swędzące pęcherzyki. Potem już tylko ich przybywało. Gorączka też nie odpuszczała.

Czyli właśnie bostonka, wypisz, wymaluj.

Pierwsze 24 godziny na wenezuelskiej ziemi spędziłem głównie śpiąc. I nie był to bynajmniej jetlag. Potem siły wróciły, ale bąbelków na stopach i dłoniach było coraz więcej. I w gardle też z bólem jak przy ostrej anginie. Ale nie to jest najgorsze. Najgorsze są stopy…

Bo choć na rękach i nogach te plamki-grudki-pęcherzyki, same w sobiem, raczej nic nie bolą, to jednak przy nacisku już tak. Więc zwykłe przywrócenie się do pionu jest wyzwaniem, a każdy krok wymaga dość silnego zaciśnięcia zębów.

Na szczęście, jak to z tego typu chorobami bywa, po tygodniu problem ma zacząć ustępować. Zostały mi więc jeszcze 2 dni i – rzeczywiście – nowe plamki już się chyba nie tworzą…

Poza chorobą z Polski nic nie przywiozłem. Nawet wrażeń mało. Bo na Ojczyzny łonie spędziłem zaledwie 3 dni. Czyli mniej niż podróż tam i z powrotem. Bo tym razem leciałem Caracas-Dallas-Chicago-Frankfurt-Gdańsk, Gdańsk-Monachium-Frankfurt-Nowy Jork-Dallas-Caracas.

Dość to skomplikowane, przyznaję, ale alternatywy nie miałem. O zagraniczne bilety lotnicze, za które można zapłacić w boliwarach, w Wenezueli jest ostatnio coraz trudniej. Zresztą gdy kupowałem ten mój, na zaledwie 2 dni przed wylotem, pani z biura United Airlines ostrzegła mnie, że lada dzień zupełnie się to skończy. Co, w sumie, dziwne nie jest, bo różnica między oficjalnym kursem dolara (który muszą stosować zagraniczne linie lotnicze), a tym czarnorynkowym, staje się coraz większa, w efekcie czego ceny biletów dla osób posiadających amerykańską walutę są po prostu śmieszne. Ja za swój bilet, na tej całej długiej trasie, zapłaciłem niespełna 500 dolarów.

I to w dodatku w klasie business, gdyż miejsc w ekonomicznej już nie było…

0
Notatka na marginesie

Mrożek. Kto to taki?

Rozmowa ze studentem ostatniego roku biologii Uniwersytetu Jagiellońskiego, który spędził ostatnio kilka tygodni w wenezuelskich tropikalnych lasach :

On: – Co się ostatnio wydarzyło w Polsce?
Ja: – Nie wiem, chyba nic nadzwyczajnego. Chociaż nie – zmarł Mrożek.
On: – A kto to był?
Ja: – Sławomir Mrożek, pisarz.
On: – Aha, OK. Ja się literaturą nie interesuję.

Hmmm… Czy aby nasze uczelnie nie wzięły sobie zbytnio do serca prikazu, że mają kształcić specjalistów?

 

0
Obrazek

Dzisiaj w Wierzycy…

Coś dużo ostatnio smutnych uroczystości… Niemniej, mimo okoliczności, było bardzo miło. Ciepło, mimo siarczystego mrozu. To budujące, że przyjaciele wciąż tak o Celinie i Jarku pamiętają.

0

Blog korzysta z gościnności serwisu tierralatina.pl.