Tag Archives | przestępczość

Atrakcje Wenezueli?

„Mój” turysta, podróżujący obecnie po Wenezueli według ułozonego przeze mnie programu, przysłał mi dzisiaj krótką wiadomość, aby potwierdzić, że wszystko przebiega zgodnie z planem i podzielić się dotychczasowymi wrażeniami:

W Delcie wszystko OK. Super miejsce ten obóz – świetnie położony i dobra logistyka. Z kolei tutaj, w Ciudad Bolivar, naprawdę jest bieda – ludzie stoją w kolejce po ryż, brakuje wody bo rozlewnie nie mają butelek, a wystawy sklepów jak na Kubie. A trzy dni temu, w drodze do San Jose, zobaczyliśmy dwóch gości zamordowanych. Kulka między oczy i wyrzuceni na poboczu. Byłem dosłownie pięć metrów od ciał. Pierwszy raz w życiu coś takiego widziałem!

I tak jest niestety coraz częściej. Poprzedni klienci, małżeństwo, stali się mimowolnymi świadkami strzelaniny na Margaricie. Też pierwszy raz w życiu…

Z kolei w marcu, gdy wraz z grupą, ostatniego dnia jej podróży po Wenezueli, jechaliśmy na lotnisko w Caracas, bezsilnie przyglądaliśmy się jak uzbrojeni kolesie na motorach obrabiają pasażerów samochodu, który zatrzymał się na czerwonym świetle. Czysty przypadek, że wybrali sobie ten stojący przed nami, a nie nas. A wszystko działo się w południe, w samym sercu dzielnicy uchodzącej za jedną z najbezpieczniejszych w mieście (Los Palos Grandes).

Po tej akcji podjąłem decyzję, że przestaję „promować” Wenezuelę. Tzn. nie będę nikogo przekonywał do przyjazdu tutaj. Oczywiście, jeśli ktoś mnie poprosi o przygotowanie takiej podróży, to postaram się to zrobić jak najlepiej i – przede wszystkim – jak najbezpieczniej. Ale namawiać na Wenezuelę nie będę.

Decyzja to bolesna, bo kraj jest przepiękny i z niesamowitym turystycznym potencjałem. Ale warunki są niestety coraz gorsze. I nie chodzi wyłącznie o bezpieczeństwo…

Jak to powiedział mi, zafrasowany, jeden z podróżująch, po nocy spędzonej niedawno w hotelu Marriott w pobliżu stołecznego lotniska: –Pobyt w tym hotelu powiedział mi o Wenezueli więcej niż cała wcześniejsza podróż. W barze nie było piwa, a na śniadanie mleka do kawy. Basen był zamknięty, bo ponoć chloru nie można dostać. I jeszcze prąd nam wyłączyli na prawie 2 godziny. Reszta OK! Nigdy tego nie zapomnę!

3

Wenezuelski standard?

Spotkałem dzisiaj koleżankę. Yma ma na imię. Zwykle tryskająca humorem, dynamiczna, tym razem wydała mi się czymś przybita. Siedziała w kawiarni i zamyślona, praktycznie bez ruchu, obserwowała przechodniów. A może nawet ich nie widziała? Wyrwałem ją z tego letargu dosiadając się do stolika:

Cześć Yma, co z Tobą? Wyglądasz na jakąś taką zmarnowaną?
O! Cześć Tomek! Dawno Cię nie widziałam. Rzeczywiście ciężkie miałam ostatnie tygodnie… Aż tak to widać?
No tak jakoś nieswojo wyglądasz…
No bo dwa tygodnie temu zastrzelili mi kuzyna. Po to aby ukraść mu motocykl, tuż pod domem. Dzień później porwano mi ojca. Musieliśmy szybko zdobywać pieniądze na okup. 250 tys. boliwarów chcieli. Dzięki Bogu, po zapłaceniu, wypuścili go całego i zdrowego. No i wtedy okazało się, gdy zaczęliśmy szykować się do pogrzebu kuzyna, że ktoś ukradł trumnę z dziadkiem z rodzinnego grobowca… Pewnie santeros. Na cmentarzu powiedzieli nam, że coraz częściej giną trupy z grobów.
Boże, współczuję…
Ja wiem, że to wszystko co mi się przytrafiło to już taki wenezuelski standard, nasza codzienność, ale naprawdę za dużo tego było na raz. To wszystko wydarzyło się, cholera, w jednym tygodniu… Mam tego dosyć, chcę stąd wyjechać. Ja, rozumiesz, chcę wyjechać! Ja, która do niedawna denerwowałam się, gdy moi znajomi wyjeżdżali i złorzeczyli na Wenezuelę. Uważałam, że wyjazd to ucieczka, zdrada prawie. Że mamy obowiązek tu zostać, zmieniać nasz kraj, ratować go, wyciągać z tego gówna, w którym się znalazł. Ale teraz sama myślę o wyjeździe, a cała rodzina mi kibicuje… A Ty co tu jeszcze robisz, dlaczego nie wyjechałeś, przecież ciebie nic nie trzyma?
Sam nie wiem…

Rzeczywiście nie wiem. Ale wiem chociażby, że od początku tego miesiąca, w 18 dni, zamordowano w Caracas co najmniej 230 osób…

2
Cytat

Winne jak zwykle media…

Bywało, że chciałem podać twarde dane - ilu zabitych, ilu porwanych. Nie zrobiłem tego ze względu na to, jak - za pośrednictwem mediów - te dane się traktuje, czasem, w sposób celowy, próbując wywołać poczucie zagrożenia. Gdy sprawy bezpieczeństwa się polityzuje, upartyjnia, nadaje się im wyborczy wydźwięk, to wyrządza się olbrzymią szkodę wspólnocie. I nie twierdzę, że nie ma przestępczości, ale że stwarza się poziomy jej percepcji znacznie większe od rzeczywistości, a to szkodzi społeczeństwu. Dlatego jesteśmy bardzo ostrożni z podawaniem danych i wolimy po prostu mówić o zmniejszaniu przestępczości.
gen. Miguel Rodríguez Torres - wenezuelski Minister Władzy Ludowej ds. Wewnętrznych, Sprawiedliwości i Pokoju

 

W 2013 r., wg organizacji pozarządowej Wenezuelskie Obserwatorium Przemocy, zamordowano w tym kraju 24692 osoby. Zabójstw było 0 14 proc. więcej niż rok wcześniej.

Rząd liczby śmiertelnych ofiar przestępstw nie podaje, ale zapewnia, że – w porównaniu z rokiem 2012 – było ich w ubiegłym roku o ponad 17 proc. mniej.

Wg. oficjalnych danych tzw. wskaźnik zabójstw wyniósł w 2013 r. 39 na każde 100 tys. mieszkańców. Wg. OVV było to 79 na 100 tys.

Obie strony zarzucają sobie manipulacje – rząd oskarża OVV o branie samobójców i ofiar wypadków samochodowych za zamordowanych; OVV twierdzi z kolei, że policja kryminalna zmuszana jest np. do statystycznego klasyfikowania osób zastrzelonych wewnątrz samochodów jako ofiary drogowe, a np. zabitych odnalezionych w wodzie, jako topielców.

Skoro jest tak dobrze i bezpieczeństwo w Wenezueli tak się poprawia, jak twierdzi rząd, to czemu ten rząd już od lat nie publikuje szczegółowych statystyk dotyczących przestępczości?– pyta się niezmiennie Roberto Briceño, szef OVV.

0

„Hunger Games” po wenezuelsku

Wydarzyło się wczoraj. W samym centrum Caracas.

Kierowca kolumbijskiej ciężarówki wyładowanej kartonami z wołowiną, nie zwrócił uwagi na znaki informujące o wyjątkowo niskiej, maksymalnej wyskokości samochodów na autostradzie Francisco Fajardo, przecinającej wenezuelską stolicę z zachodu na wschód. I, niestety, z impetem wbił się w potężną stalową bramę pokazującą dopuszczalne gabarty.

gandola_carne

zdjęcie wrzucone na Twittera przez jednego z „motorizados”, z apelem do kolegów aby jak najszybciej zjeżdżali sie na miejsce wypadku.

Świadkowie, a było ich dużo, bo do wypadku doszło w godzinach porannego szczytu komunikacyjnego, natychmiast wezwali służby ratunkowe. Jednak docierająca na miejsce wypadku policja, straż pożarna i pogotowie były zupełnie bezradne. Rozbitą ciężarówkę opanowały wcześniej hordy motocyklistów, uchodzące w Caracas za przestępcze bandy, rozkradające przewożone mięso. Setki osób właziły na rozbitą szoferkę zupełnie nie zwracając uwagi na to, że przygniatają znajdującego się w niej rannego kierowcę. Próbujących podejść sanitariuszy przepędzono, a policjantów postraszono bronią i obrzucono kamieniami. Liczyły się tylko kartony z mięsem…

Ten niewiarygodny festiwal zezwierzęcenia i anarchii trwał prawie 1,5 godziny. Blisko tysiącu zmotoryzowanych bandytów udało się rozkraść ponad 20 proc. 35-tonowego ładunku wołowiny. W którymś momencie sprowadzono nawet pick-upa, na którego załadowano część kartonów z mięsem. Policjant próbujący zatrzymać samochód z łupem został potrącony.

policiaGandolaSytuację opanowały dopiero wezwane na pomoc specjalne oddziały policji wyszkolone do rozpędzania manifestacji, którym – używając gazu łzawiącego – udało się zabezpieczć rozbitą ciężarówkę. Kierowca niestety już nie żył. Trwająca kilka godzin ewakuacja pojazdu z autostrady odbywała się pod ochroną kilkudziesięciu funkcjonariuszy. Bo przepędzeni motocykliści po jakimś czasie wrócili i próbowali ponownie dobrać się do mięsa. Gdy im się to nie udało, zaczęli rabować kierowców stojących w wielokilometrowym korku spowodowanym wypadkiem.

A to już w Caracas niestety standard – puk, puk, puk pistoletem w szybę, proszę oddać portfel, telefon i zegarek. Mało kto odmawia.

A ja się zastanawiam, jak to możliwe, że wciąż lubię to miasto?

2

Turysta – gatunek pod ochroną?

Napady rabunkowe na turystów są od lat w Peru prawdziwą plagą. Kradnie się im aparaty, portfele, biżuterię, zegarki, karty kredytowe, sprzęt turystyczny – wszystko co ma jakąkolwiek wartość. A, że dla żyjących w otaczających np. Limę bezkresnych slumsach wartość na nawet jeden dolar, nie trzeba być ostentacyjnie bogatym, aby stać się potencjalną ofiarą.

Dla Peru jest to kłopotem, bo turystyka jest jednym z ważnych źródeł dochodu tego kraju (7 proc. PNB), a obsługa przyjezdnych daje pracę setkom tysięcy rodzin (10 proc. Peruwiańczyków pracuje dzięki turystyce). Fama „niebezpiecznego kraju” jest więc poważną marketingową skazą z którą władze w Limie starają się usilnie walczyć.

I, trzeba przyznać, sytuacja się poprawia. Np. praktycznie nie notuje się już tak popularnych w ubiełym dziesięcioleciu napadów na dalekobieżne autokary, podczas których ogołacano podróżnych z niemal wszystkiego. Duże terminale autobusowe są teraz strzeżone niemal jak lotniska. Z wykrywaczami metalu i kontrolami osobistymi przed wejściem do autobusu. Zdarza się nawet, że wszyscy pasażerowie przed podróżą muszą zostawić odciski palców – to na wypadek gdyby bandyci, chcieli ukryć się wśród podróżnych.

Stworzono także specjalne „rezerwaty” dla turystów, z których najbardziej znanym jest bez wątpienia limeńska dzielnica Miraflores. Z prywatną policją, kamerami na ulicach i niebieskimi mundurkami dla oficjalnych cinkciarzy. Rzeczywiście jest super-bezpiecznie. Wystarczy jednak wsiąść w złą taksówkę, aby kierowca z czekającymi w ciemnej uliczce wspólnikami siłą próbował pozbawić pasażera plecaka z aparatem i portfelem. Zdarzyło mi się to w ubiegłym roku… Ale się nie dałem! 185 centymetrów wzrostu robi swoje!

Chwila nieuwagi może też skończyć się wydaniem reszty fałszywymi solami. Nie znam drugiego kraju na świecie, gdzie jest tyle fałszywych banknotów. Tak jak teraz się zastanawiam to Peru jest jedynym państwem w którym miałem w ręku podrobioną walutę. I to nie raz. Taki lokalny folklor.

Teraz – obiecują peruwiańskie władze – ma być znacznie lepiej. Parlament w Limie przyjął bowiem nową ustawę, która z napadu na turystę robi… okoliczność obciążającą przestępcę. Tak, tak – okradzenie przyjezdnego będzie surowiej karane niż okradzenie sąsiada!

Nie trudno się domyślić, że pomysł peruwiańskich polityków budzi w ich kraju spore kontrowersje. Czy jesteśmy gorsi? Czy my też nie zasługujemy na bezpieczeństwo? – pytają się zdumieni i oburzeni Peruwiańczycy. Politycy starają się naprawić swoje faux-pas tłumacząc, że nowa ustawa dotyczy wszystkich turystów, także krajowych. To jednak tylko wzmacnia wątpliwości – kto jest bowiem lokalnym turystą? Przybysz z innego miasta, czy może tylko z innej dzielnicy? Co to ma zresztą do rzeczy? Dlaczego osoby wracającej z pracy prawo nie chroni w sposób taki sam jak tego, który przechadza się po plaży? Dlaczego taksówkarzowi, który okradnie lokalnego klienta jadącego np. do lekarza grozi do 5 lat więzienia, a gdy zrobi to samo turyście w drodze np. na lotnisko to kara sięgnąć może lat 20?

Reasumując – nie tylko nasze sejmowe orły produkują prawnicze buble. A w Peru, mimo że prawo nas chroni w sposób szczególny, mimo wszystko miejmy się na baczności. Oczywiście bez popadania w paranoję. Kraj ten na pewno warto odwiedzić, kryje on w sobie wiele z najwspanialszych zabytków i ciekawostek Ameryki Łacińskiej. I mówię nie tylko o słynnym Machu Picchu.

Jeśli chcecie zobyczyć wspaniałe zdjęcia z tego kraju to polecam, po raz kolejny, blog Peru i Boliwia 2007.

2

Blog korzysta z gościnności serwisu tierralatina.pl.