Kto to pisze?

Tomek Surdel, rocznik 1972. Sopocianin sercem i pochodzeniem, mieszkaniec Ameryki Południowej z wyboru. Dziennikarz też z wyboru. Podróżnik i instruktor nurkowania z zamiłowania. Ponadto, czasem: fotograf, tłumacz, pilot wycieczek, przewodnik, organizator wypraw, konsultant… Jestem freelancem więc wynająć mnie można (prawie) do wszystkiego.

Moja przygoda z dziennikarstwem zaczęła się trochę na wspak. Podczas gdy wielu moich kolegów odchodzi po latach z zawodu aby stać się rzecznikiem prasowym, ja przeszedłem drogę odwrotną. Najpierw, jeszcze w liceum, zostałem pierwszym rzecznikiem prasowym rodzącego się wówczas oddziału Amnesty International w Polsce.

Obecnie po polsku piszę najczęściej do Gazety Wyborczej i tierralatina.pl. Zdarza mi się też pisać po francusku, głównie dla gazet w Szwajcarii – kraju, w którym przez (zbyt) wiele lat mieszkałem. W Genewie byłem m.in. wiceprzewodniczącym ACANU – Stowarzyszenia Korespondentów przy Narodach Zjednoczonych.

Tam też zacząłem, zachęcony przez Kubę Atysa, już nie tylko robic zdjęcia, ale także je sprzedawać. Jako fotograf pracowałem m.in. dla hiszpańskiej agencji EFE, Associated Press i holenderskiej GPD. Moje zdjęcia, dzięki temu, publikowane były wielokrotnie chyba przez wszystkie liczące się latynoamerykańskie i hiszpańskie dzienniki, a zdarzało się też, że trafiały do New York Timesa, czy Boston Globe.

Nieobce są mi też radio i telewizja – przez kilka lat pracowałem w RMF FM, a w TVP prowadziłem nawet kiedyś pierwszy chyba w Polsce program poświęcony sportom ekstremalnym. Obecnie regularnie współpracuję z Informacyjną Agencją Radiową, więc usłyszeć mnie można w różnych programach Polskiego Radia.

Ciekawość świata odziedziczyłem chyba po ojcu – filmowym reżyserze i alpiniście. Który, choć zawsze nieobecny, przysyłał przynajmniej kolorowe kartki z różnych, najczęściej górzystych zakątków świata. A ja w babcinym, przeogromnym atlasie świata próbowałem odszukać miejsca z których były nadane. Nepal, Wenezuela, Argentyna, Papua Nowa Gwinea – w szarym PRLu te nazwy brzmiały naprawdę ekscytująco!

Pamiętam, że jeszcze jako nastolatek obiecywałem sobie, że kiedyś zamieszkam w Afryce. Potem, już bardziej racjonalnie, kombinowałem jak tu by zostać korespondentem w Azji. Marzenia o Wschodzie brutalnie przerwały władze w Pekinie, które ogłosiły mnie swego czasu „wrogiem chińskiego narodu”. Z zakazem wjazdu do jednego z najważniejszych państw kontynentu azjatyckie korespondowanie byłoby utrudnione. I dobrze się stało, bo w końcu zakochałem się w Ameryce Łacińskiej. Od pierwszego wejrzenia i chyba na zawsze – im lepiej ją poznaje, tym bardziej mnie fascynuje!

Od 2008 roku mieszkam na stałe w Ameryce Południowej. Oficjalnie zameldowany jestem w Buenos Aires i Caracas, co nie oznacza bynajmniej, że zawsze można mnie  zastać w Argentynie lub Wenezueli. Wcześniej, poza Polską i Szwajcarią, miałem też swój adres w Santiago de Chile. Oraz kilkumiesięczny epizod na Sri Lance.

Generalnie staram się podróżować jak najczęściej. Nie potrafię długo wysiedzieć w jednym miejscu. Zawsze mnie ciekawi co jest za kolejnym rogiem, zakrętem, górą… Lubię poznawać ludzi, ich historie, dźwięki, smaki.

Chętnie w podróże zabieram też innych. Najczęściej wg. autorskich programów. Organizowałem już m.in. nurkowania i objazdówki w Wenezueli, Kolumbii i na Bonaire, konne ekspedycje w Argentynie, trampingi w Chile, Boliwii i Ekwadorze, ekskluzywne podróże pływającym hotelem po Amazonce, heli-skiing w Andach, off-road w Patagonii, transkontynentalne podróże poślubne, a nawet wyjazdy których głównym celem było odkrywanie bogactwa peruwiańskiej kuchni. Brałem udział w organizacji ekspedycji naukowych, prowadziłem wycieczki firmowe, imprezy integracyjne i kameralne rodzinne wyjazdy. Wśród moich klientów bywają prezesi giełdowych spółek, profesorzy, politycy, znani aktorzy i studenci z plecakami. Z wieloma podróżuję jako przewodnik, inni zwiedzają sami wg. planu, który im przygotowałem. I mam wrażenie, że zdecydowana większość wyjeżdża zadowolona. Wielu byłych klientów stało się znajomymi, inni regularnie wracają, a zdarzają się też tacy, którzy proszą bym organizował i towarzyszył im w podróżach w inne niż Ameryka Łacińska zakątki świata.

Ten blog nie ma być, bynajmniej, areną autopromocji i reklamy. Nie jest to też dziennik, ani ekspercka witryna. Po prostu staram się tu dzielić sprawami, które mnie interesują, zaskakują, zachwycają, śmieszą, bądź smucą. Trafiają się też migawki i relacje z podróży. Taki elektroniczny brulion. Publiczny, bo mam nadzieję, że czasem będzie dochodzić w nim do wymiany myśli, spostrzeżeń, czy poglądów…

Kontakt ze mną

Blog korzysta z gościnności serwisu tierralatina.pl.