Format Archives: Obrazek

Obrazek

Bożonarodzeniowy nur

Nurkowanie w Chichiviriche de la Costa

(fot: Marwan Al-Yordi)

Jak dzień święty święcić? Można, starym staropolskim zwyczajem, siedzieć przy stole, luzować pasa i planować w jaki sposób będzie się później zrzucać te nagle przybierane kilogramy. Można też na pas nawlec ołowiany balast i dać nura w zimne, grudniowe wody* Morza Karaibskiego. I tam pokontemplować w ciszy i skupieniu dzieło Stwórcy: żółwia wydającego się bawić z intruzami w ciuciubabkę, murenę złowrogo kłapiącą szczęką, czy ośmiornicę zostawiającą za sobą dymną zasłonę z atramentu. Można nawet pomodlić się w podwodnej kapliczce.

Ja wybrałem wczoraj tę drugą opcję. I wiecie co? Znacznie mi to ulżyło w tej świąteczno-ojczyźnianej nostalgii!

 

* kilka słów o zimniej, grudniowej wodzie w wenezuelskim morzu (raczej dla nurkujących)...

O tym, że wciąż mnie zadziwa jak dalece względna bywa percepcja temperatury, pisałem już na tym blogu wielokrotnie. Oto kolejny dowód:

26 grudnia, 44 metry głębokości i woda o temperaturze... 25 stopni!

26 grudnia, 44 metry głębokości i woda o temperaturze… 25 stopni!

Tymczasem w grudniu i styczniu lokalni nurkowie naprawdę marzną. Co zresztą widać na zdjęciu – połowa z naszej czwórki na na sobie suche skafandry! W sierpniu, wrześniu, gdy woda jest najcieplejsza, zdarza się że na tej głębokości temperatura przekracza 30 stopni.

0
Obrazek

Gustavo Cerati, do nieskończoności…

Gustavo Cerati

To nie była miłość od pierwszego wejrzenia. Ani usłyszenia. Oj nie… Sporo czasu minęło zanim spostrzegłem, że Gustavo Cerati, rzeczywiście ma to COŚ.

COŚ, co jest, wydaje mi się, niemożliwe do precyzyjnego zdefiniowania. Coś, z czym trzeba się po prostu urodzić – dar komponowania utworów, które wpadają w ucho i już nie chcą z niego wyjść; pisania piosenek, które przechodzą do historii, stają się hymnami jakiegoś pokolenia, kraju, czy nawet całego kontynentu. A także tą niebywałą zdolność porywania tłumów, która sprawiła, że na ostatnią trasę koncertową Soda Stereo sprzedano ponad milion biletów!

Mam wrażenie, że tych rzeczy nie da się nauczyć, wytrenować, kupić. Nie jest to też zasługa marketingu. Ani wirtuozeria. Cerati nie miał wcale najwspanialszego głosu, nie był najwybitniejszym gitarzystą, pisane przez niego teksty też nie są jakoś specjalnie wyszukane. Ale miał właśnie to COŚ, czymkolwiek to jest.

Gdy „odkryłem” dla siebie Ceratiego, a zwłaszcza jego zespół, wspomniane Soda Stereo, on był już warzywem – w stanie głębokiej śpiączki, będącej konsekwencją wylewu. Nigdy, przez ponad 4 lata, nie odzyskał przytomności.

Wczoraj zmarł.

Ładnie go dzisiaj żegna jego wytwórnia, prawda?

2
Obrazek

No i znowu Google atakuje Wenezuelę…

Wenezuela obchodzi dzisiaj swoje święto narodowe, a dokładniej Dzień Niepodległości. 203 lata temu przedstawiciele 7 prowincji kolonialnego Generalnego Kapitanatu Wenezueli zadeklarowali w Caracas swą niezależność od hiszpańskiej Korony.

Był to pierwszy przypadek hiszpańskiej kolonii w Ameryce, która postanowiła się oderwać od Królestwa.

Z tej okazji dzisiaj od rana nad głowami mieszkańców stolicy niemożebnie wyją silniki odrzutowych Su-30MK2 wykonujących nad miastem powietrzne piruety, prezydent z gośćmi ogląda wojskową defiladę, a Google – jak to ma w zwyczaju – obdarował swych wenezuelskich użytkowników okolicznościowym doodlem.

Tym razem jest to hallaca, jedna z tutejszych narodowych potraw: gotowana w liściu bananowca masa kukurydziana, mieszana najczęściej z mięsem, kaparami, rodzynkami i oliwkami.

Zachowawczo w tym roku.” – pomyślałem sobie widząc zmodyfikowane googlowskie logo. „Google pewnie nie chciał się ponownie narazić na krytykę. W narodowej pyzie raczej nikt nie dopatrzy się antypaństwowych akcentów.” – kontynuowałem rozmyślania, wspominając ubiegłoroczne oskarżenia o podprogowe wezwanie do zamachu stanu.

Boże, jakże się myliłem! A może jakże ślepy jestem na te niecne, imperialistyczne i odrażające zagrania wymierzone w bohaterską, niezależną Wenezuelę?

No wstyd mi, naprawdę wstyd, że sam nie spostrzegłem w googlowskim doodlu wszystkich tych detali jak szpice wymierzonych w ojczyznę Bolivara.

Całe szczęście istnieją w Wenezueli dziennikarze o niczym nie zmąconej rewolucyjnej czujności. Np. ci z młodzieżowego, skrajnie chavistowskiego portalu LaIguana.tv. Im błyskawicznie udało się obnażyć prawdziwe intencje amerykańskiego giganta internetowego:

Dziś, gdy świętujemy 203 lata deklaracji niepodległości Wenezueli, Google dedykuje doodle naszemu państwu, ale zawierając w nim porażające i niedopuszczalne szczegóły, które nazwać można typowymi dla opozycji.

Pierwszy detal to gwiadzki, których tam brakuje. Tych ośmiu gwaizdek, które Prezydent Chávez wprowadził w 2006 roku, i których opozycja wciąż nie może zaakceptować jako symbol narodowy.
(…)
Kolejnym ważnym szczegółem w tym doodlu są przepyszne hallacas będące rzeczywiście częścią naszej gastronomii. No ale przecież hallacas, w całym kraju, tradycyjnie wiążą się z końcem roku, nie z jego środkiem. Są one synonimem Bożego Narodzenia. Naszej wenezuelskiej Niepodległości nie obchodzimy jedząć hallacas, tylko uczestnicząc w uroczystych ceremoniach. Nie da się ukryć, że to właśnie kolejna cecha opozycjonistów – podważać nasze narodowe symbole i tradycje!

To nie jest pierwszy raz gdy Google prowokacyjnie i celowo atakuje nasz kraj swym słynnym i popularnym doodle. W zeszłym roku, dokładnie 5 lipca 2013 r. Google zrobił to samo, gdy w swym doodlu splótł swoją nazwę, wenezuelską flagę i ptaka, w taki sposób, że wyraźnie tam można było przeczytać „Zamach stanu”.

Aż mnie zmroziło. Po raz kolejny zadam więc to pytanie: śmiać się, czy bać się?

0
Obrazek

Wenezuelskie Boże Ciało

W sumie ciekawe, co na tak ubranego chłopaka powiedziałyby aktywistki Rodziny Radia Maryja? Albo redaktor Terlikowski z Frondy? Na tak ubranego i – w dodatku – zmierzającego w tym wdzianku do kościoła na obchody Bożego Ciała… Prowokacja?!?

W Wenezueli, a przynajmniej w kilkunastu jej miastach i miejscowościach, taki widok nikogo nie dziwi. Nie w Boże Ciało. Tego dnia to najzupełniej normalne. To po prostu część dawnej, sięgającej czasu kolonii, tradycji. Zainicjowanej przez Kościół i nadal przezeń wspieranej.

Ba! Chłopak ze zdjęcia na dzień przed Bożym Ciałem spotkał się z księdzem, otrzymał od niego błogosławieństwo, a przygotowany przez niego kostium został poświęcony…

Więcej zdjęć i historia „Diabelskich Tańców” odprawianych w Wenezueli w Boże Ciało na stronach serwisu tierralatina.pl.

1
Obrazek

Masło! Czyli zagadki rewolucyjnej gospodarki…

Pojawiło się masło! Wszedłem dzisiaj do mojego dzielnicowego supermarketu, patrzę, a tam na półkach kostki masła! Czyli produkt, którego nie widziałem w Caracas od około półtora miesiąca. I to w dodatku aż dwa jego rodzaje do wyboru! Istne szaleństwo!

Ta niespodziewana klęska urodzaju przyniosła ze sobą kolejną zagadkę na temat funkcjonowania rewolucyjnej, socjalistycznej, boliwariańskiej gospodarki. Bo oto kostka masła Surlat, importowana z Chile i ważąca ćwierć kilo kosztuje niewiele ponad 27 boliwarów. Masło Paisa, wenezuelskie, kosztuje zaś… ponad 4 razy więcej, bo 110 boliwarów. I w dodatku jest mniejsze, bo opakowanie waży 200 gram.

Chilijskie jest zwykłe, a wenezuelskie solone. Ale sól tu aż tak droga nie jest. Rzekłbym wręcz, że jest bardzo tania.

To jak, jakieś pomysły?

Jako ciekawostkę dodam, że wg. oficjalnego, rządowego kursu boliwara do dolara, chilijska kostka masła kosztuje 4,30 USD, zaś wenezuelska prawie 17,5 USD. Stosując kurs czarnorynkowy obie ceny to odpowiednio 0,37 i 1,52 USD.

P.S. Mąki, kawy, wody butelkowanej, mleka, kostki do kibla, szamponu i mydła w płynie kupić mi się nie udało.

 

 

5
Obrazek

Mamy Mundial!

Ta karykatura meksykańskiego rysownika Alarcóna dobrze oddaje to co myślę o rozpoczynającym się dzisiaj futbolowym wydarzeniu. I tym co wokół niego. Analogie z argentyńskim Mundialem z 1978 roku, choć oczywiście nie dosłowne, też niestety są.

Obawiam się, że Brazylia – nawet jeśli imprezę wygra – nie będzie miała zbyt wielu powodów do dumy. I po hucznym świętowaniu, jak to często bywa, nadejdzie jeszcze potężniejszy kac.

P.S. Więcej rysunków Alarcóna znajdziecie na pinterestowej tablicy dziennika El Financiero, w którym je zazwyczaj publikuje.

0

Blog korzysta z gościnności serwisu tierralatina.pl.